Dwa tygodnie temu na spotkaniu z koalicjantami Donald Tusk miał powiedział liderom partii rządzących, że trzeba iść do wyborów w 2027 r. na jednej liście.


– Wszyscy osłupieli, bo do tej pory premier tak otwarcie nie stawiał sprawy – opowiada polityk związany z koalicją rządzącą. I dodaje, że szef rządu jest poważnie zaniepokojony, gdyż sypie się jego plan na utrzymanie władzy, a wariantu B nie ma.

Platforma na czele, ale bez uśmiechu


Trudno sobie wyobrazić gorsze otwarcie nowego sezonu politycznego przez największą partię rządzącą niż to, co obserwowaliśmy w końcówce wakacji. Afera karkonoska, czyli przyznawanie pieniędzy przeznaczonych dla powodzian krewnym i znajomym działaczki KO, którzy nie zostali dotknięci tą klęską, to sprawa, która skompromitowałaby każdego. Kompromitacja pełnomocniczki rządu ds. promocji marki Polska, która po trzech tygodniach odeszła ze stanowiska z powodu żenującego raportu „Polaków portret własny” też nie jest powodem do dumy. A już się kroi awantura o podwyżki cen opału na zimę oraz cen paliw po tym, jak zniknie ostatnia tarcza przygotowana przez rząd.


Trzy lata temu Koalicja Obywatelska, jeszcze pod szyldem Platformy Obywatelskiej, szła do wyborów z uśmiechem. Udało jej się przekształcić wybory parlamentarne 2023 r. w plebiscyt „za lub przeciw władzy” i wygrała go w cuglach. Dziś po tamtym radosnym uśmiechu nie ma nawet śladu. Przez trzy lata KO udowodniła swoim wyborcom, że w niewielkim stopniu różni się od swoich poprzedników. Tak samo nagina prawo pod płaszczykiem jego naprawy, tak samo jak prawica traktuje instytucje państwowe jak łupy polityczne i tak samo wyciąga rękę po publiczne pieniądze, które następnie wkłada do prywatnych kieszeni.


A pod niektórymi względami jest nawet gorsza od prawicy, bo skłonność do realizacji obietnic wyborczych lub do modernizacji kraju przejawia dużo mniejszą. Nawet jej zdolności PR-owe pozostawiają wiele do życzenia. To jest bagaż, z którym obozowi władzy trudno będzie przekonywać Polaków, że warto mu powierzyć rządy na kolejne cztery lata.


Nie ma też wątpliwości, że w sferze ideowej rządzący postanowili zabetonować tyle instytucji, ile się da, idąc śladem poprzedników. Dowodzi tego wybór na rzeczniczkę praw obywatelskich Sylwii Gregorczyk-Abram, której prawica zarzuca udział w whatsappowej grupie „Wejście”. Na tym forum omawiano siłowe przejęcie mediów publicznych po zmianie władz. Druga znamienna decyzja to wysłanie Macieja Berka, zaufanego ministra rządu Donalda Tuska, do Trybunału Konstytucyjnego. Opinia publiczna pewnie w niewielkim stopniu się tym przejmie, ale niektórzy jej liderzy poczuli się zniesmaczeni.


Jeden z naszych rozmówców ujawnia, że pewna telewizja szykuje na początku sezonu politycznego uderzenie w Marcina Kierwińskiego, szefa MSWiA, bo zamierza pokazać, jak rządził Warszawą i dlaczego tacy ludzie jak młody lekarz Dawid Kacprzyk mogli w niej robić błyskotliwe kariery.