To decydujący tydzień dla polityki azylowej UE. W piątek ministrowie spraw wewnętrznych państw członkowskich UE: Niemiec, Austrii, Holandii, Danii i Grecji zamierzają podczas spotkania w Kopenhadze przyspieszyć realizację planów dotyczących utworzenia tzw. ośrodków powrotowych (ang. return hubs). Celem jest rozpoczęcie już na początku przyszłego roku deportacji osób, którym odmówiono azylu, do państw trzecich.

Jak niedawno powiedział austriacki minister spraw wewnętrznych Gerhard Karner, utrzymywane są już kontakty z „bardzo wieloma krajami partnerskimi” spoza UE. — Chcemy znów być panami we własnym domu — podkreślił.

Państwa UE liczą, że rygorystyczne deportacje do państw trzecich powstrzymają migrantów przed niebezpieczną i kosztowną ucieczką przez Morze Śródziemne. Chaotyczne przybycie 80 tys. uchodźców z Maroka do hiszpańskiej eksklawy Ceuty jeszcze bardziej zwiększyło presję na podjęcie działań ze strony zaangażowanych rządów.

Gdyby rzeczywiście udało się utworzyć ośrodki deportacyjne w Afryce lub Azji, byłaby to mała rewolucja w polityce azylowej UE. Dotychczas bowiem odsyłanie nieudokumentowanych migrantów do ich krajów pochodzenia lub do kraju tranzytowego, przez który przejeżdżali podczas ucieczki, stanowiło piętę achillesową europejskiej polityki azylowej.

Wszystkie dotychczasowe próby reform, takie jak przyznanie większych uprawnień unijnej agencji ochrony granic Frontex w zakresie deportacji, okazały się nieskuteczne. Przyczyny niepowodzeń są następujące: nieuprawnieni migranci przebywający w kraju UE często znikają przed deportacją, a kraje pochodzenia lub kraje tranzytowe odrzuconych osób ubiegających się o azyl nie chcą ich już przyjmować z powrotem. W rezultacie państwa UE w większości przypadków pozostają z tymi imigrantami na głowie i często muszą nadal ich finansować. Obecnie tylko co piąty wnioskodawca, któremu odmówiono azylu, jest faktycznie odsyłany z UE.

Bruksela co prawda już dawno dostrzegła ten problem, ale robiła zbyt mało, by mu zaradzić. W marcu 2025 r. Komisja Europejska przedstawiła plany dotyczące nowego europejskiego rozporządzenia w sprawie powrotów. Rozporządzenie to obowiązuje od czerwca. — Dzięki nowym przepisom mamy większą kontrolę nad tym, kto może wjechać do UE, kto może pozostać, a kto musi wyjechać — mówi komisarz UE ds. migracji Magnus Brunner.

Nowe środki dotyczą dwóch kluczowych problemów. Po pierwsze: nieudokumentowanym imigrantom będzie znacznie trudniej się ukryć. W przyszłości będą oni zazwyczaj umieszczani w ośrodkach przypominających areszt i będą podlegać nadzorowi. Ponadto dane biometryczne będą rejestrowane w bazie danych Eurodac przy wjeździe, dzięki czemu możliwe będzie śledzenie przemieszczania się nieuprawnionego imigranta w obrębie Europy.

Po drugie: w przyszłości znacznie łatwiej będzie deportować nieudokumentowanych imigrantów z Europy. Osoba, która nie otrzyma legalnego zezwolenia na pobyt, może — jako odrzucony wnioskodawca ubiegający się o azyl — zasadniczo zostać przewieziona do państwa trzeciego poza Europą. Nie jest przy tym konieczne, aby taki imigrant miał wcześniej jakikolwiek związek z tym krajem, na przykład poprzez tranzyt lub tymczasowy pobyt.

Tworzenie ośrodków powrotowych nie będzie jednak organizowane wspólnie przez wszystkie 27 państw członkowskich ani przez Komisję Europejską w Brukseli. Zamiast tego poszczególne państwa członkowskie, zrzeszone w ramach koalicji chętnych, mają zawierać indywidualne umowy z państwami trzecimi w zamian za płatności finansowe lub inne korzyści.

Migranci uczący się w nowo otwartym Centrum Szans przy Państwowym Ośrodku Przejściowym Centralnego Urzędu Imigracyjnego, Frankfurt nad Odrą, Niemcy, 21 sierpnia 2026 r.

PATRICK PLEUL / DPA-ZENTRALBILD / DPA PICTURE-ALLIANCE VIA AFP / AFP

Migranci uczący się w nowo otwartym Centrum Szans przy Państwowym Ośrodku Przejściowym Centralnego Urzędu Imigracyjnego, Frankfurt nad Odrą, Niemcy, 21 sierpnia 2026 r.

Ważnym warunkiem jest przy tym to, że kraj przyjmujący musi przestrzegać „międzynarodowych standardów i zasad praw człowieka zgodnie z prawem międzynarodowym”, jak stanowi rozporządzenie z Brukseli. Zgodnie z nim zabronione jest niehumanitarne traktowanie przybyłych migrantów lub odsyłanie ich do krajów uznawanych za niebezpieczne (zasada non-refoulement). Ponadto małoletni bez opieki nie mogą być umieszczani w ośrodkach powrotowych.

Plan utworzenia ośrodków powrotowych nie ma nic wspólnego z inną koncepcją, która również krąży w Brukseli. Obecnie uznaje się ją jednak za nierealistyczną ze względów prawnych i dlatego nie jest ona dalej rozwijana: niektóre kraje UE domagały się nie tylko deportowania osób, którym odmówiono azylu, do państw trzecich, ale także przeniesienia całej procedury azylowej do państw poza Europą.

W przeszłości Wielka Brytania i Włochy próbowały już samodzielnie wdrożyć ten pomysł i przeprowadzać procedury azylowe w Rwandzie i Albanii. Plan ten upadł jednak z przyczyn prawnych po tym, jak sądy w Londynie i Rzymie uznały te projekty za niezgodne z prawem.

Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR) również odrzuca przenoszenie procedur azylowych i określa je jako „zrzucanie odpowiedzialności” w zakresie międzynarodowej ochrony uchodźców. Dyplomaci UE w Brukseli określili w rozmowie z Weltem procedury azylowe w krajach trzecich jako „bardzo, bardzo trudną sprawę”.

Koalicja chętnych, składająca się z pięciu państw członkowskich, zamierza zatem skupić się wyłącznie na utworzeniu ośrodków powrotowych. Pierwotnie ten pomysł wyszedł w 2023 r. z Austrii i Danii. Wówczas jednak plany te były w Brukseli nadal uważane za nierealne i „niezgodne z duchem europejskim”. Od tego czasu sytuacja uległa zmianie.

Od miesięcy za kulisami toczą się tajne rozmowy między przedstawicielami pięciu krajów europejskich a państwami, które potencjalnie chciałyby przyjąć deportowane osoby ubiegające się o azyl. Dwa tygodnie temu minister spraw wewnętrznych Karner określił te rozmowy jako „poufne”.

Jak dotąd nie podano żadnych oficjalnych informacji, aby nie zagrozić negocjacjom. W miniony weekend rząd Rwandy potwierdził jednak nawiązanie kontaktów. — Wizyty rzeczywiście miały miejsce, a negocjacje trwają — powiedział minister spraw zagranicznych Rwandy Olivier Nduhungirehe.

Najwyraźniej trwają również rozmowy z Kenią i Ugandą. Według doniesień greckiej gazety „Kathimerini” Uganda jest gotowa przyjąć dorosłych mężczyzn, „którzy sprawiali problemy w ośrodkach zakwaterowania w Europie”, za cenę od 5000 do 10 tys. euro (od 21 tys. 650 zł do 43 tys. 300 tys. zł) za osobę.

Informacji na ten temat nikt ani nie potwierdził, ani nie zaprzeczył. Gdyby jednak te kwoty okazały się prawdziwe, to byłaby dla Europejczyków prawdziwa okazja. Karner powiedział jedynie na temat kosztów, że Austria zaoszczędzi w ciągu najbliższych trzech lat 250 mln euro (1 mld 82 mln zł) w obszarze azylu. Mówiąc wprost: mamy wystarczająco dużo pieniędzy, aby sfinansować ośrodki deportacyjne.

Niemiecki minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt nie wypowiedział się dotychczas na temat negocjacji dotyczących ośrodków powrotowych. Jednym z powodów może być to, że nie jest jasne, czy partner koalicyjny (Socjaldemokratyczna Partia Niemiec, SPD) jego partii (Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej, CDU) w Berlinie zaakceptowałby porozumienia w sprawie ośrodków powrotowych.

Większość polityków SPD w Parlamencie Europejskim odrzuciła utworzenie ośrodków deportacyjnych podczas czerwcowego głosowania. Z punktu widzenia berlińskich socjaldemokratów kluczowe znaczenie ma teraz to, jak konkretnie zostaną sformułowane umowy z poszczególnymi krajami przyjmującymi.

Konkretne zasady

Należy przy tym skrupulatnie uregulować, ile osób i jakie grupy osób mogą przybywać, w jaki sposób migranci będą zakwaterowani i jak będzie wyglądało ich wyżywienie, a także jakie będą warunki pracy i doskonalenia zawodowego. Rozporządzenie z Brukseli w sprawie powrotów wymaga ponadto, aby państwa-strony były odpowiedzialne za przestrzeganie praw człowieka.

Przeszkody w zawarciu porozumienia są zatem duże. Federalne Ministerstwo Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (BMZ) w Berlinie ocenia Rwandę następująco: „Oprócz znaczących sukcesów gospodarczych i społecznych odnotowuje się jednak wyraźne braki w obszarach demokracji i praworządności”.

Organizacja pozarządowa Freedom House (ang. Dom Wolności) określa Rwandę jako „niewolną”. Podobnie wygląda sytuacja w Ugandzie. BMZ tak analizuje sytuację w tym kraju: „Prezydent [Yoweri] Museveni rządzi w sposób coraz bardziej autokratyczny i represyjny, działalność opozycji politycznej jest utrudniana zwłaszcza w okresie przedwyborczym, a przestrzeń dla zaangażowania społeczeństwa obywatelskiego jest częściowo ograniczana”.

Jednak z europejskiego punktu widzenia Uganda wydaje się szczególnie odpowiednia na europejskie ośrodki deportacyjne. Według UNHCR mieszka w niej około 2 mln uchodźców, z których wielu uznaje się za osoby wymagające ochrony, bez przeprowadzania indywidualnej procedury azylowej. Według BMZ większość z nich nie przebywa w obozach, lecz w osadach. Przydzielano by im działkę ziemi oraz zapewniano dostęp do edukacji i opieki zdrowotnej.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideoWątpliwy „efekt odstraszający”

Eksperci ds. migracji, tacy jak Judith Kohlenberger, mają wątpliwości, czy „efekt odstraszający” ośrodków deportacyjnych rzeczywiście istnieje. Ponadto takie ośrodki w Afryce są często interpretowane jako „neokolonialistyczne zachowanie” — powiedziała Austriaczka w wywiadzie dla gazety „Standard”: „W ten sposób uzależnia się również od państwa trzeciego”.

Włochy już w zeszłym roku utworzyły w Albanii dwa ośrodki powrotowe bez europejskiej podstawy prawnej. Koszty [ich prowadzenia] wynoszą od 130 do 200 mln euro (563 do 866 mln zł) rocznie. Jak dotąd, według szacunków, „przeszło” przez nie około 150 deportowanych migrantów. Nie są dostępne oficjalne dane. W Brukseli toczą się dyskusje na temat tego, czy albańskie ośrodki mogą stanowić wzór dla innych państw UE. — Premier Meloni potrzebuje tych ośrodków z powodów politycznych, ale nie funkcjonują one prawidłowo — powiedział anonimowo dyplomata UE.

Dowiedz się więcej: