Po co Donald Tusk wysyła Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego? W tej sprawie krążą najróżniejsze teorie, ale prawda jest banalnie prosta. To nie demoniczny plan premiera – to doraźność, wręcz chaos. Wszystkie uzasadnienia są dorabiane post factum.
Maciej Berek sam chciał iść do Trybunału Konstytucyjnego i prosił o to swojego szefa, czyli premiera Donalda Tuska, a ten się zgodził. Takie są ustalenia mediów.
On tak zasłużył się Tuskowi, że o co by nie poprosił, to by dostał
– czytamy na jednym z portali.
Dlaczego Berek pragnie zasiąść w Trybunale? To proste. Funkcja sędziego TK jest zwieńczeniem prawniczej kariery. Szuka sobie dobrego miejsca na dziewięć lat w sytuacji prawdopodobnie przegranych przez jego obóz wyborów. Przyda się nie tylko miejsce pracy, lecz także immunitet sędziowski. Zresztą w 2015 r. – wtedy, gdy Platforma Obywatelska straciła władzę – Berek miał zasiąść w Europejskim Trybunale Obrachunkowym jako reprezentant Polski, ale zwycięska prawica cofnęła tę nominację.
W obecnym rządzie Berek pełnił funkcję ministra bez teki w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i przewodniczącego Komitetu Stałego Rady Ministrów. Oprócz tego był szefem Zespołu Programowania Prac Rządu, sekretarzem ds. parlamentarnych, członkiem Komitetu Ekonomicznego rządu oraz pełnił przy premierze wiele niesformalizowanych funkcji. Od pewnego czasu przekazywał związane z tym obowiązki kolejnym urzędnikom KPRM, co również jest potwierdzeniem tego, że bardzo pragnie zasiąść w TK.