Saksonia-Anhalt — to właśnie tutaj, w tym małym, w większości wiejskim wschodnim landzie w Niemczech (Republikę Federalną Niemiec tworzy 16 krajów związkowych nazywanych landami, które mają własne rządy, konstytucję i szeroką autonomię) liczącym zaledwie 2 mln mieszkańców, niemiecka skrajna prawica kładzie podwaliny pod ewentualną walkę o władzę w Berlinie (czyli o władzę w rządzie federalnym, na czele którego stoi kanclerz).
Będąc o krok od historycznego zwycięstwa swojej partii w Saksonii-Anhalt — które po raz pierwszy od II wojny światowej zapewniłoby skrajnie prawicowej partii władzę w kraju związkowym — przywódcy partii Alternatywa dla Niemiec (AfD) dostrzegają szansę zbyt rzadką i cenną, by ją zmarnować.
W związku z tym opracowali oni szczegółową, choć trudną do realizacji strategię wykorzystania pierwszego prawdziwego doświadczenia swojej partii z władzą do zburzenia kordonu (politycznego muru), który partie głównego nurtu wzniosły, by utrzymać AfD z dala od rządu w Berlinie.
— Każdy z was właśnie teraz tworzy historię! — powiedział Ulrich Siegmund do wiwatującego tłumu tysięcy zwolenników podczas wiecu wyborczego AfD w dawnym przemysłowym mieście Merseburg. Siegmund to charyzmatyczna twarz AfD w Saksonii-Anhalt i to on ma zostać premierem tego kraju związkowego, jeśli partia odniesie zdecydowane zwycięstwo w wyborach 6 września. — Pewnego dnia, za 20 lub 30 lat, zajrzycie do podręczników historii i powiecie: „To się zaczęło tutaj. Zaczęło się w 2026 r. w Saksonii-Anhalt!” — dodał.
Jeśli AfD zdobędzie bezwzględną większość parlamentarną w tym landzie — aktualne sondaże wskazują, że dzieli ją od tego celu zaledwie kilka mandatów — strategia jej rządzenia będzie się opierać na delikatnej równowadze. Ma ona polegać na dążeniu do radykalnych zmian, które odróżniają partię od establishmentu i mają realizować obiecaną od dawna rewolucję polityczną, ale bez posuwania się tak daleko, by zrazić do siebie zwykłych „Kowalskich”, umiarkowanych obywateli, którzy nie chcą zbytnich wstrząsów.
Uosobieniem tej strategii jest Siegmund, uśmiechnięty były sprzedawca perfum, który w wielu rejonach wschodnich Niemiec spotyka się z uwielbiającymi go tłumami. Jego gwiazdorski urok przesłania ekstremalne oblicze partii. Landowe służby wywiadowcze uznały oddział AfD w Saksonii-Anhalt za organizację ekstremistyczną, w skład której wchodzą byli członkowie zakazanej grupy wzorowanej na Hitlerjugend.

Politico / Nette Noestlinger
Wyborcy Ulricha Siegmunda w koszulkach z jego podobizną podczas wiecu w Querfurcie, Niemcy 21 sierpnia 2026 r.
Aby osiągnąć równowagę, do której dąży partia, AfD zamierza w Saksonii-Anhalt na przykład powołać „grupę zadaniową ds. deportacji”, złożoną z kluczowych ministrów krajowych i przedstawicieli policji, starając się jednocześnie uniknąć scen chaosu i przemocy, jakie miały miejsce w Stanach Zjednoczonych, gdy administracja Trumpa wprowadziła podobne środki.
Partia chce połączyć radykalne propozycje — takie jak zmiana programu nauczania historii w szkołach, by mniej uwagi poświęcać zbrodniom nazistowskim, oraz drastyczne cięcia funduszy na sztukę uznaną za „antyniemiecką” — z prozaicznymi rozwiązaniami, przeciwko którym mało kto by protestował: na przykład zwiększenie finansowania straży pożarnej obsługującej obszary, w których znajdują się autostrady.
— Musimy uwiarygodnić politykę AfD poprzez praktyczny przykład. To jest nasze zadanie — powiedział Hans-Thomas Tillschneider, pomysłodawca programu AfD dotyczącego sprawowania rządów w Saksonii-Anhalt, podczas regionalnej konferencji partyjnej w Magdeburgu w lipcu.
Aby to osiągnąć, partia zidentyfikowała aż 200 stanowisk w służbie cywilnej tego kraju związkowego, które mają zostać obsadzone kadrą lojalnych wobec partii osób, z których część została wstępnie wybrana w całych Niemczech lub specjalnie przeszkolona przez partię w Berlinie — co stanowi bezprecedensowe posunięcie w powojennych Niemczech, gdzie służba cywilna ma być apolityczna — w celu przyspieszenia realizacji programu AfD przy jednoczesnym zapewnieniu sprawnego funkcjonowania instytucji. Przygotowali również konkretne plany, aby udaremnić spodziewane próby głównych partii opozycyjnych, mające na celu zablokowanie ich programu na drodze sądowej.
Liderzy AfD mają nadzieję, że takie podejście — stabilna, ale szybka zmiana — zlikwiduje piętno związane z partią i utoruje drogę do jej dalszego rozwoju w skali całych Niemiec, a ostatecznie uniemożliwi konserwatywnej Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) kanclerza Friedricha Merza dalsze odmawianie udziału w koalicji rządowej ze skrajną prawicą.
— Jeśli uda nam się to osiągnąć w Saksonii-Anhalt i sprawić, by to zadziałało w tym kraju związkowym, obywatele naturalnie przekonają się, że świat się nie zawali, a sytuacja może się nawet poprawić — mówi Goetz Froemming, jeden z liderów działu programowego AfD w Berlinie. — A to prawdopodobnie przekona wielu obywateli, którzy obecnie wciąż mają zastrzeżenia lub którzy być może nie mają jeszcze odwagi zagłosować na AfD, by dali nam szansę — dodaje.
„Restrukturyzacja” kraju związkowego
Jeśli AfD zdoła przejąć władzę w Saksonii-Anhalt, zamierza pokazać, że potrafi realizować swój program bez większych wpadek.

Politico / Nette Noestlinger
Tłum słuchający przemówienia Siegmunda w Merseburgu, 22 sierpnia 2026 r.
Niektóre z działań zawartych w jej programie na 100 dni — jak drastyczne cięcia środków publicznych dla nadawców państwowych, masowe zatrzymywanie osób ubiegających się o azyl — z pewnością spotkają się z zarzutami prawnymi i oporem ze strony partii opozycyjnych.
Aby uniknąć chaosu w rządzeniu, lokalni przywódcy partii utworzyli w zeszłym roku Czarno-Czerwono-Złotą Akademię — nazwaną tak na cześć barw niemieckiej flagi — mającą na celu obsadzenie stanowisk administracyjnych lojalistami AfD w służbie cywilnej Saksonii-Anhalt oraz zapobieżenie spodziewanemu wewnętrznemu oporowi. W ramach tych działań partia dokonała wstępnej selekcji wykwalifikowanych kandydatów z całych Niemiec, którzy byliby gotowi przenieść się do Magdeburga (stolicy Saksonii-Anhalt), a także przeszkoliła innych, kładąc szczególny nacisk na obsadzenie stanowisk w ministerstwach spraw wewnętrznych i finansów.
AfD nie może zwolnić obecnych urzędników służby cywilnej, a jej wpływ na administrację podlega ograniczeniom prawnym, jednak celem jest odsunięcie na bok tych, którzy próbowaliby blokować program partii lub ujawniać poufne informacje.
Nie jest niczym niezwykłym, że nowo powołany rząd [każdego landu] mianuje nowych sekretarzy stanu i szefów kluczowych departamentów administracyjnych, ale przebudowa służby cywilnej na taką skalę nie ma sobie równych.
Andreas Lichert, poseł AfD z Hesji, znający plany partii na szczeblu landowym, nazwał to „procesem restrukturyzacji”.
— Jeśli są osoby, o których wiemy, że nie możemy z nimi współpracować, na przykład z powodu wypowiedzi politycznych, które wygłosiły w przeszłości, to oczywiście nie możemy ich zwolnić — mówi Lichert. — Pozostają oni urzędnikami służby cywilnej, ale oczywiście poprzez odpowiednie przydzielanie zasobów można zapewnić, że — mówiąc wprost — nie będą już mogli wyrządzać żadnej szkody — dodaje.
Skupienie się AfD na „restrukturyzacji” służby cywilnej wynika przynajmniej częściowo z doświadczeń przekazanych partii przez jej austriacką siostrzaną partię — skrajnie prawicową Wolnościową Partię Austrii (Freiheitliche Partei Oesterreichs, FPO) — która, w przeciwieństwie do swoich niemieckich odpowiedników, od lat 80. XX w. sporadycznie sprawuje władzę na szczeblu krajowym, a obecnie rządzi w pięciu regionach.
Na początku tego roku grupa parlamentarzystów AfD z Saksonii-Anhalt, w tym Siegmund, udała się do Salzburga, aby uzyskać wskazówki dotyczące zarządzania służbą cywilną na szczeblu kraju związkowego po dojściu do władzy. Podczas kwietniowego spotkania za zamkniętymi drzwiami w Berlinie krajowi przywódcy AfD oraz czołowi kandydaci z trzech landów, w których we wrześniu odbędą się wybory, spotkali się z przedstawicielem FPO, byłym sekretarzem stanu w ministerstwie finansów Hubertem Fuchsem, aby uzyskać praktyczne wskazówki dotyczące sprawowania rządów — a także porady, jak przekonać inne partie do współrządzenia ze skrajną prawicą.
Konserwatyści Merza w Saksonii-Anhalt twierdzą, że nie będą rządzić w koalicji z AfD — i sprzeciwiają się jej planom dotyczącym „restrukturyzacji” służby cywilnej, przedstawiając je jako zagrożenie dla tych samych „Kowalskich”, których skrajnie prawicowa partia nie chce do siebie zrazić.
Sven Schulze, obecny premier Saksonii-Anhalt i główny kandydat CDU w tym kraju związkowym, stwierdził, że plany AfD to niebezpieczna „fikcja” polegająca na tworzeniu wielu nowych stanowisk, które będą kosztować podatników i zagrażać oddanym urzędnikom służby cywilnej.
— Jedno jest pewne. Gdyby mieli tu rządzić, każdy — naprawdę każdy, od dyrektora szkoły, przez nauczycieli, kierowników wydziałów, aż po szefów departamentów w ministerstwach i agencjach podległych — każdy, kto choćby w najmniejszym stopniu nie będzie postępował zgodnie z dyktatem AfD, będzie musiał obawiać się o swoją pracę. Wtedy zostaniesz przeniesiony, będziesz nękany, będziesz niszczony psychicznie, aż sam się poddasz — mówi Schulze.

Politico / Nette Noestlinger
Siegmund robiący selfie z wyborcą podczas wiecu, Teicha, Niemcy, 22 sierpnia 2026 r.
Schulze sugeruje również, że AfD tak naprawdę nie dba o mieszkańców landu, tylko po prostu chce wykorzystać Saksonię-Anhalt jako „trampolinę do realizacji większych ambicji”, nazywając czołowego kandydata AfD Siegmunda „marionetką” liderki całej partii Alice Weidel.
— Weidel wykorzystuje jego i land Saksonia-Anhalt, by zdobyć większą władzę w Berlinie — powiedział w zeszłym tygodniu.
Nie tak jak Trump
W skali Niemiec przywódcy skrajnej prawicy mają większe plany dotyczące tego, jak przeciwdziałać potencjalnym próbom zablokowania lub utrudnienia działania rządu landowego kierowanego przez AfD.
Liderzy głównych partii w Berlinie rozważają na przykład sposoby zablokowania ministrowi spraw wewnętrznych z AfD udziału w spotkaniach ministrów spraw wewnętrznych krajów związkowych i rządu federalnego, podczas których omawiane są wrażliwe informacje wywiadowcze (szczególnie dotyczące Rosji, z obawy, że takie informacje, biorąc pod uwagę przyjazną Moskwie politykę AfD, dotarłyby do Kremla).
Liderzy głównych partii na szczeblu federalnym rozważali również propozycje ewentualnego odcięcia Saksonii-Anhalt od funduszy federalnych, które byłyby częścią tzw. systemu wyrównywania fiskalnego, w ramach którego środki finansowe są przekazywane z bogatszych landów do biedniejszych. Finansowanie to, które w przypadku Saksonii-Anhalt miało wynieść 2 mld 800 mln euro (12 mld 120 mln zł) w 2025 r., mogłoby teoretycznie zostać ograniczone ze względu na obawy dotyczące praworządności, choć przeszkody prawne są znaczne.
Jednak AfD twierdzi, że jest gotowa podjąć działania przeciwko takim dążeniom.
Przywódcy skrajnie prawicowej partii powołali Grupę Roboczą ds. Udziału w Rządzie, aby rozpocząć opracowywanie projektów ustaw, które mogłyby zostać uchwalone w parlamencie Saksonii-Anhalt, oraz aby rozważyć, w jaki sposób partia — zarówno na szczeblu federalnym, jak i krajowym — mogłaby działać, by zablokować ewentualne próby utrudniania funkcjonowania rządu kraju związkowego kierowanego przez AfD za pomocą sądów.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
— Dostaliśmy znaczące wsparcie ze strony kierownictwa partii — mówi Martin Reichardt, przewodniczący oddziału AfD w Saksonii-Anhalt. — Mamy też dział prawny, który oczywiście również działa. Przygotował się na sytuacje, w których nasi przeciwnicy polityczni mogliby na przykład próbować utrudniać nam pracę w rządzie. Będziemy się przed tym bronić za pomocą odpowiednich środków prawnych — wylicza.
Pomimo takich planów Gordon Koehler, polityk AfD z Saksonii-Anhalt, który był obecny na spotkaniu w Salzburgu z przedstawicielami FPO, mówi, że jego partia chce uniknąć tego rodzaju gorączkowej polaryzacji, jaka nastąpiła po powrocie prezydenta Donalda Trumpa do władzy na drugą kadencję w USA.
Jak mówi, choć AfD opowiada się za zaostrzeniem działań wobec osób ubiegających się o azyl, partia nie chce, by pojawiały się obrazy chaosu i przemocy, jakie miały miejsce podczas operacji amerykańskiej służby imigracyjnej i celnej (ICE) na ulicach USA.
— Nazwałbym to napięciem: z jednej strony [chodzi o] podejmowanie szybkich działań, ale z drugiej strony oczywiście [o] dobre sprawowanie rządów i budowanie mostów — mówi.
— Nie dotrzemy do wszystkich, nigdy się to nie uda, ale chodzi o to, by atmosfera była nieco mniej napięta i nie tak bardzo emocjonalna, jak obecnie. [W końcu] społeczeństwo musi jakoś funkcjonować. A jeśli wszyscy są ciągle na krawędzi, to oczywiście nie jest to zdrowe dla nikogo — podsumowuje.