Choć Bartłomiej Drągowski w meczu z Lechem Poznań zaliczył kilka udanych interwencji, to po ostatnim gwizdku sędziego mówiło się tylko o tym, co zrobił w doliczonym czasie gry.

W 96. minucie reprezentant Polski popełnił fatalny błąd. Wyszedł poza pole karne, skiksował i Luis Palma miał jedno zadanie: kopnąć piłkę do bramki. Tak też uczynił, futbolówka wtoczyła się do siatki i ostatecznie „Kolejorz” wygrał w Łodzi 3:2.

ZOBACZ WIDEO: Raków wyeliminowany w Częstochowie. Tak zachowali się kibice

Po meczu na Drągowskiego spłynęła lawina krytyki. Do tej w sytuacji w „Prawdzie Futbolu” odniósł się Zbigniew Boniek.

– Nie rozumiem w ogóle Drągowskiego. Ma prawo do tej piłki wyjść trochę a la Neuer (Manuel, niemiecki bramkarz – przyp. red.) Tylko to musi być taki krzyk… Jak on do tej piłki dochodzi, widzi, że Krajewski (obrońca Widzewa – przyp. red.) biegnie do niej, to 10 metrów wcześniej już powinno być „moja, moja!”. Krajewski by usłyszał, odsunął się na bok – analizował Boniek.

– Drągowski zachował się jak absolutny nowicjusz. No trzeba to powiedzieć jasno i szczerze. Miał kilka dobrych interwencji, natomiast też przy jednej z bramek dla Lecha za bardzo poszedł, uciekł z bramki, żeby skrócić kąt. Gdyby stał na pierwszym słupku, napastnikowi trudniej byłoby strzelić bramkę – dodał były prezes PZPN.

Boniek nie miał wątpliwości, że Drągowski nie jest w życiowej formie. Jego zdaniem brakuje mu pewności siebie.

– Nie mordujmy się na Drągowskim. Przyszedł do Widzewa, odgrywa pozytywną rolę, ma momenty słabsze i lepsze, ale nie wydaje mi się, żeby emanowała z niego wielka pewność siebie, że może wszystko zrobić i naprawić – zakończył.