Dodaj WP Wiadomości jako preferowane źródło w Google

Nasze treści będą częściej wyświetlać się w Twoich wynikach Google

Pożary w Lublinie i Skarżysku-Kamiennej dotyczyły przedsiębiorstw zajmujących się produkcją bezzałogowców. Obie firmy – lubelski JFG Composites i Grupa WB – działają także w Ukrainie.

W przypadku lubelskim straty sięgają, jak podają lokalne media, nawet 30 mln zł. W przypadku Skarżyska będą one prawdopodobnie mniejsze. Ale pozostaje faktem, że polskie zdolności w tym zakresie zostały poważnie naruszone. W obu przypadkach do działań włączyły się służby specjalne. O zdarzeniach porozmawialiśmy z byłym funkcjonariuszem Służby Kontrwywiadu Wojskowego, pułkownikiem Mariuszem Kozłowskim.

Płk Kozłowski rozmowę z Wirtualną Polską rozpoczyna od podkreślenia, że dwa niedzielne pożary miały wspólny mianownik. Oba spalone miejsca były, jak mówi, w tym samym łańcuchu: kompozyty, lotnictwo, bezzałogowce.

W pierwszym pożarze spłonęła hala należąca do firmy JFG Composites. Były w niej zmagazynowane materiały kompozytowe, w tym lotnicze, ponieważ spółka produkowała także na potrzeby PZL Świdnik. Dwukondygnacyjny budynek doszczętnie spłonął, część się zawaliła. Na razie nie wiadomo, co było przyczyną, jednak wstępnie prokuratura wyklucza podpalenie. Straty oszacowano na 30 mln zł. Firma produkowała także na potrzeby wojska ukraińskiego.

Kilkanaście godzin po Lublinie pożar wybuchł w Skarżysku-Kamiennej. Płonął zakład należący do dronowego potentata – WB Electronics. To nie była, jak powiedział płk Kozłowski, „żadna przypadkowa szopa”. Grupa WB robi struktury kompozytowe i sterowanie do dronów, pompy do systemów bezzałogowych. Ogień pojawił się po północy, w dziale montażu, gdy zakład był zamknięty.

W poniedziałek Prokuratura Krajowa poinformowała, że wszczęła śledztwo z art. 130 Kodeksu karnego, jednoznacznie wskazując, że był to akt sabotażu. Powołano spec-grupę w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Kielcach. W sprawę włączyła się też Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Po co podpalać dwa takie obiekty jeden po drugim? – pytamy byłego oficera SKW.

– Bo ktoś liczy, że Polska nadal traktuje to jak nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Drony i kompozyty to dziś podstawa tego, co idzie na Ukrainę i tego, czym ma latać polska armia. Podpalenie jest tanie. Trudno udowodnić zleceniodawcę. Sprawdza ochronę, procedury i to, czy ktokolwiek w MON i MSWiA w ogóle zakłada, że ktoś tu wejdzie z plecakiem. Moim zdaniem wspólny mianownik to dywersja. Nie poezja. Tak się to robi – odpowiada płk Kozłowski.

Oficer wskazuje, że o ile Lublin mógł faktycznie być dziełem przypadku, o tyle Skarżysko, przy tym opisie zdarzeń i następstw, „już nie wygląda na pecha”. I dodaje, że służby mają obowiązek wyjść od hipotezy sabotażu i ją obalić albo potwierdzić. Nie odwrotnie.

Pożar w Skarżysku-Kamiennej. "To było podpalenie"

Pożar w Skarżysku-Kamiennej. „To było podpalenie”

Po wizycie szefa CIA w Moskwie. „Tego nie było w komunikacie”

Oba pożary wybuchły dosłownie kilka dni po wizycie w Moskwie szefa Centralnej Agencji Wywiadowczej Johna Ratcliffe’a. Dyrektor CIA spotkał się z dyrektorem Federalnej Służby Bezpieczeństwa Aleksandrem Bortnikowem. Putin go nie przyjął.

– Amerykanie potem rozpisują się, że ostrzegał przed ruchem na NATO, że mówił o Iranie, że niósł ponurą ocenę wojny i namawiał do układu. Część relacji dokłada szarą strefę: sabotaż, cyberprzestrzeń, drony. Tego nie było w komunikacie: „nie ruszajcie polskich fabryk w ten weekend” – mówi płk Kozłowski.

I dodaje: jeśli ktoś w Polsce czeka, aż z Waszyngtonu albo z FSB przyjdzie gwarancja, że tu będzie spokój, to niech lepiej policzy hale, które jeszcze nie płonęły. Jak wskazuje, kanał kontaktowy na linii CIA–FSB „nie wyłącza chłopaka z plecakiem w Skarżysku”.

Ostrzeżenie w Moskwie i podpalenie w Skarżysku mogą iść równolegle. Dla Kremla to nawet wygodne: rozmawiamy ze szefem CIA, a na dole ktoś sprawdza, czy polska ochrona w ogóle działa – ocenia były funkcjonariusz.

I dodaje: dopóki bezpieczeństwo będzie rozgrywką polityczną, takie rzeczy będą się zdarzały. 

Jak skutecznie przeciwdziałać?

– Zamiast paniki proponuję optykę. Jej zmianę z wyłącznie defensywnej w systemach ochrony/osłony/obrony na ofensywną – mówi Kozłowski.

Oznacza to, jak wyjaśnia, bycie przygotowanym i aktywnym zamiast biernego oczekiwania, aż ktoś nas zaatakuje. – Uwierzmy, że niebezpieczeństwo już jest i nieuchronnie się zbliża. Od 2022 r. – podsumowuje Mariusz Kozłowski.