Legia Warszawa zdobyła 21 razy Puchar Polski, pod tym względem zdecydowanie wyprzedza inne kluby (drugi Górnik Zabrze triumfował siedem razy). Odkąd jednak ostatni raz triumfowała w 2025 r., drugi raz z rzędu odpada po starciu z pierwszym rywalem.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Przed rokiem odpadła z Pogonią Szczecin w II rundzie (w pierwszej nie musiała grać), teraz już w I rundzie z Motorem Lublin po porażce 0:3. Lider Ekstraklasy uległ więc drużynie, która zajmuje ostatnie bezpieczne miejsce, choć w sześciu spotkaniach ekipa z Lublina wywalczyła tylko pięć punktów. Legia po raz pierwszy w historii nie zagra w 1/16 finału Pucharu Polski i po raz pierwszy drugi raz z rzędu odpadła na samym początku rozgrywek.

Logo

Czytaj nas częściej w Google

Dodaj w Google

Tak dobiegła końca seria 10 meczów bez porażki Legii. Przed poprzednią przegraną (0:4 z Lechem) też nie przegrała 10 kolejnych spotkań.

To też największe rozczarowanie Legii za kadencji Marka Papszuna. Wcześniej przegrała dwa spotkania, ale pojedyncze porażki w Ekstraklasie nie mają aż takiego znaczenia, bo o niczym nie decydują.

A przegrana w Lublinie oznacza koniec marzeń Legii o kolejnym trofeum już na samym początku rywalizacji.

Wcześniej z Pucharu Polski nieoczekiwanie odpadły Zagłębie Lubin i Wisła Kraków, a teraz w ich ślady poszła Legia. Z tą różnicą, że szkoleniowcy drużyn z Dolnego Śląska i spod Wawelu wystawili mocno rezerwowe jedenastki.

Z kolei trener Legii Marek Papszun posłał na boisko najmocniejszy skład, jaki mógł. Zabrakło co prawda Pawła Wszołka, ale wykluczył go drobny uraz. Na prawym wahadle zastąpił go Kacper Chodyna.

Motor zaskoczył gości już w trzeciej minucie. Duży błąd popełnił obrońca Legii Robert Deziel jr. Fatalnie przyjął piłkę niedaleko bramki, odebrał mu ją Fabio Ronaldo, dograł do Karola Czubaka, a ten potwierdził swój snajperski instynkt, zdobywając bramkę.

Po kwadransie Łukasz Zjawiński strzelał głową, ale skutecznie interweniował Gaspar Tratnik. Tak samo było potem po strzale głową Rafała Adamskiego.

W 40. minucie kapitalną akcją popisał się Fabio Ronaldo, jakiej nie powstydziłby się w swoich najlepszych latach ten słynniejszy Ronaldo. Przejął piłkę ponad 60 metrów od bramki Legii, ograł Deziela, uciekł mu prawym skrzydłem i wpadł w pole karne wykorzystał bierność Rafała Augustyniaka i pokonał Otto Hindricha, który chyba mógł zachować się lepiej.

Do przerwy Legia miała piłkę przez 60 procent czasu gry, ale przegrywała 0:2 i trudno powiedzieć, by wynik był niesprawiedliwy.

Błąd bramkarza Legii

Na początku drugiej połowy Legia w końcu stworzyła dogodną sytuację, Bartosz Kapustka dobrze dograł do Zjawińskiego, a ten, mając przed sobą tylko Tratnika, trafił w niego.

W 53. minucie Hindrich popełnił błąd przy wyjściu do piłki, zderzył się z Czubakiem, a ten wpakował piłkę do siatki. sędzia Piotr Lasyk uznał, że napastnik faulował bramkarza, sędziowie VAR długo analizowali tę sytuację i w końcu podtrzymali jego decyzję, co należy uznać za mocno kontrowersyjne.

W 66. minucie Legia była bliska przypadkowej bramki kontaktowej. Chodyna trudno powiedzieć, czy strzelał, czy dośrodkowywał, ale piłka trafiła w słupek.

Legia potem atakowała, ale nie potrafiła poważniej zagrozić bramce gospodarzy. W ostatniej akcji meczu nadziała się na kontrę, Mbaye Jacques Ndiaye wkręcił w ziemię rezerwowego Arkadiusza Recę, który się przewrócił, i ustalił wynik na 3:0. Motor pokonał Legię po raz pierwszy od 36 lat i po raz pierwszy od 45 lat.

Warszawska drużyna szybko będzie miała okazję do rewanżu. Już w sobotę oba zespoły zmierzą się ponownie i znów w Lublinie.