Jak podkreśla, taki układ zajęć jest całkowicie niedostosowany do potrzeb dzieci wkraczających w okres dojrzewania. — Czy cztery dni w tygodniu na 7:10 rano dla szóstoklasisty to naprawdę dobry i higieniczny plan lekcji? To, że czegoś prawo wprost nie zabrania, nie oznacza jeszcze, że jest to dobre dla dziecka — zauważa Agata Jagodzińska.

Czytaj też: Tusk zaskoczył uczniów. Mało kto wiedział, czym kiedyś się zajmował

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Za mało sal w szkole, dzieci muszą wstawać wcześniej

W zeszłym roku szkolnym sytuacja wyglądała inaczej. — Tylko jednego dnia córka miała zajęcia na 7:10. Już wtedy mieliśmy z tym problemy — na pierwszej lekcji był WF, a na kolejnych m.in. matematyka. Jeśli były wtedy kartkówki, zwykle dostawała słabsze oceny — wspomina nasza rozmówczyni.

Agata Jagodzińska wyjaśnia, że do szkoły dojeżdżają 10–15 minut. Jednak inni mają dalej. – Wypadałoby, by przed wyjściem do szkoły dziecko zjadła śniadanie. Przy tak wczesnym rozpoczęciu lekcji będą wstawiać o godz. 5:30, by zdążyć na lekcje? – dopytuje.

Sprawa zbulwersowała nie tylko ją, ale też innych rodziców. Kiedy chcieli dowiedzieć się, skąd taki grafik, usłyszeli od wychowawcy, że w placówce brakuje sal, by wszystkie dzieci mogły zaczynać naukę o późniejszych godzinach.

Czytaj też: Tyle chcą zarabiać nauczyciele. Problemem są nie tylko pensje. „To jest cyrk”

Ministerstwo obiecywało odciążenie uczniów. Jak to wyszło?

Jagodzińska w rozmowie z „Faktem” wraca do przedwyborczych obietnic polityków. Przypomina zapowiedzi m.in. minister Barbary Nowackiej o odciążeniu uczniów. — I co zrobiono? Zlikwidowano prace domowe. To zresztą zaszkodziło dzieciom, bo nie mają nawyku, by przeglądać podręczniki, przeczytać coś, pouczyć się. Ale ustalanie takich grafików na pewno trudno nazwać ulgą — ocenia.

O swoim problemie napisała w mediach społecznościowych, a pod wpisem natychmiast rozpętała się dyskusja.

„Poroniony pomysł. Teraz wyobraźmy sobie środek zimy… Problemy organizacyjne mogą być, ale nikt nie ma prawa oczekiwać, że dziecko zapamięta cokolwiek z pierwszych lekcji, kiedy musi się przebudzić przed szóstą. Ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że to brutalna symulacja tego, jak to jest być dorosłym…” — pisze jeden z internautów.

Inni zwracają uwagę na drugą stronę medalu:

„7:30 to raczej norma. Ja zaczynam pracę o 7:15, więc ta 7:00 mnie nie szokuje. Plus jest taki, że wcześniej skończy. Można wyregulować sen i zasypiać o 21:00—21:30” — wskazuje inna komentująca.

300 plus to za mało? Sprawdź, skąd jeszcze wziąć pieniądze na szkołę

Nauczyciele ujawniają prawdę. „Niektórzy zostawiliby dzieci na noc”

Początkujący nauczyciel zarabia 6,7 tys. zł brutto. W Niemczech zarabia trzy razy tyle.