— Jeśli ktoś liczył, że wycofamy kandydaturę Berka, to się grubo pomylił — słyszymy w Koalicji Obywatelskiej.
Z informacji Onetu wynika, że premier Donald Tusk jest zdeterminowany, by jeszcze w tym tygodniu jego bliski współpracownik został wybrany na sędziego Trybunału Konstytucyjnego.
W czwartek kandydaturą Berka zajmie się sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka. To właśnie tam ma się odbyć polityczna debata przed wydaniem opinii o kandydacie.
Dzień później sprawa trafi na salę plenarną i wtedy okaże się, czy większość rządząca rzeczywiście jest gotowa przeprowadzić Berka przez Sejm.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Jeszcze kilkanaście dni temu nie było to wcale oczywiste.
Najgłośniej protestowała Anna Maria Żukowska. Szefowa klubu Nowej Lewicy otwarcie kwestionowała sens wysyłania do Trybunału polityka, który chwilę wcześniej był członkiem rządu Donalda Tuska. Argumentowała, że to właśnie obecna większość przez lata oskarżała PiS o podporządkowywanie TK i wysyłanie do niego ludzi związanych z własnym obozem politycznym. Dziś jednak te zastrzeżenia nie powinny przesądzić o wyniku głosowania.
Z informacji Onetu wynika, że Nowa Lewica ostatecznie poprze Berka. Kluczowa jest tu postawa Włodzimierza Czarzastego, który nie zamierza blokować tej kandydatury. Wszystko wskazuje więc na to, że wcześniejsze ostre wypowiedzi Żukowskiej pozostaną politycznie głośne, ale nie przełożą się na stanowisko całego ugrupowania.

Leszek Szymański / PAP
Anna Maria Żukowska
Za Berkiem opowie się także PSL. Jak się dowiadujemy, posłowie ludowców mają spotkać się z byłym ministrem jeszcze przed piątkowym głosowaniem. Tu sprawa jest jednak praktycznie przesądzona.
Największą niewiadomą pozostaje Polska 2050. Wiadomo już, że za jego kandydaturą ma zagłosować m.in. Szymon Hołownia, który wczoraj mówił o tym w rozmowie z dziennikarzami w Sejmie.
Były marszałek Sejmu przypomniał o zablokowaniu przez Andrzeja Dudę i TK przepisów, które miały uniemożliwiać wybieranie do Trybunału czynnych polityków. W 2024 r. skierował do sądu konstytucyjnego ustawę uchwaloną przez obecną większość, a TK uznał ją za niezgodną z Konstytucją. I te przepisy nie obowiązują.
Z informacji Onetu wynika, że kilku innych posłów Polski 2050 również poprze Berka, w tym wiceszef klubu Bartosz Romowicz, a także wiceminister cyfryzacji Michał Gramatyka. Wczoraj ten temat miał stanąć na posiedzeniu klubu partii. Nie udało nam się porozmawiać z jego przewodniczącym Pawłem Ślizem.
— Nie będzie w tej sprawie dyscypliny. Klub moim zdaniem się podzieli. Ja zagłosuję za kandydaturą Macieja Berka, co zresztą deklarowałem już wcześniej — mówi Onetowi Michał Gramatyka.
Nie chodzi tylko o Berka
W tej historii najważniejsze jest jednak coś innego. Donald Tusk nie traktuje kandydatury Berka jak zwykłej personalnej nominacji. W otoczeniu premiera sprawa jest postrzegana jako część znacznie szerszej walki o przyszłość Trybunału Konstytucyjnego. I właśnie dlatego Tusk nie chce się cofać.
Premier wie, że kandydatura jego byłego ministra naraża go na oczywisty zarzut hipokryzji. Koalicja obiecywała odpolitycznienie TK, a teraz sama wysyła do Trybunału człowieka bezpośrednio związanego z rządem. Politycy PiS nie przepuszczą żadnej okazji, by ten argument powtarzać. Tusk kalkuluje jednak inaczej.W KO dominuje przekonanie, że po doświadczeniach ostatnich lat nie można oddawać kolejnych pól tylko po to, by zachować wizerunkową czystość. Zwłaszcza gdy po drugiej stronie jest PiS, które przez lata budowało własny układ wpływów w Trybunale, wysyłając tam brutalnych politycznych graczy, jak obecny szef TK Bogdan Święczkowski.
Logika jest prosta. Jeżeli obecna większość za każdym razem cofnie się w obawie przed zarzutem upolitycznienia, w praktyce pozostawi przeciwnikom przewagę w jednej z najważniejszych instytucji państwa. Tusk nie chce więc odstawiać nogi.
Co oznacza opcja atomowa w Trybunale Konstytucyjnym. „To wina Święczkowskiego” [KULISY]
Ważny polityk koalicji: — Jeśli popełniliśmy jakiś błąd w tej sprawie, to być może taki, że wcześniej nie porozmawialiśmy na ten temat z byłymi prezesami Trybunału Konstytucyjnego, którzy krytykują ten ruch. Być może zrozumieliby nasze argumenty.
W partii premiera od początku zakładano, że kandydatura będzie politycznie kosztowna. Ale uznano, że warto ten koszt ponieść.
Berek ma być przedstawiany przede wszystkim jako jeden z najbardziej doświadczonych legislatorów w państwie. To właśnie jego kompetencje mają być główną odpowiedzią na zarzut, że do Trybunału trafia polityk.
Będzie powtórka z wiosny?
Nie wiadomo jednak, jak zachowa się prezydent. Już kilka dni temu rzecznik Karola Nawrockiego podkreślał, że istnieją wątpliwości, czy Maciej Berek spełnia formalne kryteria, by zasiadać w TK.

PAP/Adam Warżawa
Donald Tusk, Karol Nawrocki
— Na razie nie wiemy jeszcze, jakie będą decyzje, czy pan były minister Berek przejdzie przez procedurę sejmową, bo są poważne wątpliwości co do jego formalnych kompetencji związanych ze sprawowaniem funkcji sędziego. On nie jest doktorem habilitowanym, jest doktorem, nie wiadomo, czy pełnił funkcję radcy prawnego tak długo, jakby zakładały to przepisy prawa — powiedział Leśkiewicz.
Zgodnie z ustawą z 2016 r. o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego sędzią TK może zostać osoba, która „wyróżnia się wiedzą prawniczą oraz spełnia wymagania niezbędne do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego Sądu Najwyższego lub sędziego Naczelnego Sądu Administracyjnego”.
Zarówno w odniesieniu do kandydatów na sędziego SN, jak i NSA, w katalogu wymagań, jakie muszą oni spełniać, znajduje się zapis o konieczności posiadania 10-letniego stażu na stanowisku: sędziego, prokuratora, prezesa, wiceprezesa lub radcy Prokuratorii Generalnej albo 10-letniego stażu w zawodzie adwokata, radcy prawnego lub notariusza.
Politycy PiS twierdzą, że realnie Berek był radcą prawnym jedynie przez osiem lat. Jak wynika z sejmowego druku, składający kandydaturę Berka posłowie klubu KO napisali, że były minister jest radcą prawnym wykonującym zawód od 2001 r. Wskazali, że w latach 2022-2023 prowadził jednoosobową kancelarię radcy prawnego, a w pozostałym okresie wykonywał zawód radcy prawnego na podstawie umów cywilnoprawnych.
Prezydent Karol Nawrocki kilka miesięcy temu odmówił odebrania ślubowania od czwórki z sześciu wybranych wtedy legalnie sędziów Trybunału Konstytucyjnego, powołując się na mgliste argumenty. Z Pałacu Prezydenckiego płyną sygnały, że w przypadku Berka może być podobnie, choć sprawa nie jest przesądzona.