Legia Warszawa wykonała ogromną pracę w ostatnich miesiącach. Wydostała się z czeluści, obroniła przed spadkiem z ekstraklasy, obecnie jest jej liderem, więc teoretycznie nie ma powodów do niepokoju. Pytanie jednak, jak długo utrzyma się na szczycie. Wtorkowy pucharowy mecz z Motorem, który Legia przegrała 0:3, brutalnie obnażył braki ekipy Marka Papszuna. I nie chodzi o porażkę, nawet wysoką, bo przecież to może się przytrafić.

Widzieliście ostatnią bramkę dla Motoru? Ona w sposób symboliczny pokazała totalną dominację techniczną piłkarzy Mariusza Misiury.

Marek Papszun, trener Legii, nie dysponuje dziś zawodnikami, którzy byliby zdolni do wykonywania wyszukanych zwodów i robienia przewagi w grze jeden na jednego. Dziś Legia to drużyna drwali. Jak na razie skutecznych, ale drwali.

ZOBACZ WIDEO: Legia uhonorowała Jędrzejczyka. Podniosły moment

I tak sędzia spotkania z sobie tylko wiadomych powodów oszczędził Legię, bo nie uznał bramki dla Motoru, gdyż, pewnie jako jedyny człowiek na świecie, widział faul Karola Czubaka na bramkarzu Hindrichu. Ale cóż, nie wypaczył wyniku. Zajmijmy się więc Legią.

Brakuje piłkarzy, którzy robią różnicę

Często, gdy ktoś mnie pyta, co jest z tą Legią, proponuję taki eksperyment: masz końcówkę meczu, niekorzystny wynik, kogo szukasz wzrokiem na boisku, do kogo posłałbyś piłkę? Kiedyś takimi piłkarzami byli Vadis Odjidja Ofoe, Danijel Ljuboja, czy Miroslav Radović, ale też przecież  Josue, Mladenović, Karbownik, Niezgoda, Vesović, Nikolić i jeszcze kilku innych.

Zawsze Legia miała zawodników, którzy potrafią zrobić różnicę, którzy podadzą albo którym możesz podać. Którzy zrobią z niczego przewagę w środku pola, napędzą akcję, przechylą szalę zwycięstwa.

Dzisiaj w Legii takich zawodników nie ma. Marek Papszun, moim zdaniem najlepszy polski trener ligowy, opanował pożar, wyprowadził drużynę na prostą, ona znowu walczy o tytuł albo chociaż o puchary, uczyniła postęp.

Natomiast cały czas odnosimy wynik Legii nie do tego, co być powinno, a do tego, co było kilka miesięcy temu, czyli do najczarniejszego piłkarskiego momentu w najnowszej historii klubu. Jeśli Legia chce myśleć o czymś więcej, musi całkowicie zmienić sposób myślenia.

Wyrywanie punktów działa

Papszun to: żelazna stalowa dyscyplina, zadaniowość, intensywność, walka do ostatnich minut. Zresztą w tych sześciu pierwszych kolejkach aż 4 punkty zostały wyrwane w doliczonym czasie gry. To charakteryzuje drużyny Papszuna: walka do końca, wyrwanie rywalowi punktów z gardła. Ale jednak od Legii oczekiwałbym czegoś więcej niż walki. Mówimy w końcu o ligowym poziomie, o rywalizacji z zespołami ze znacznie niższymi budżetami.

A warto do tego dodać, że w klasyfikacji bramkarzy absolutnym bohaterem jest Otto Hindrich, który zajmuje trzecie miejsce w ekstraklasie pod względem procentu obronionych strzałów i drugie, jeśli chodzi o bronienie tak zwanych setek rywali – czyli bramek, które na 100 proc. powinny paść.

Legia prowadzi w tabeli i to jest wielki sukces, ale też nie wynika to z jakości indywidualnej, technicznej jej zawodników, a z doskonałej gry zespołowej, gry bramkarza, walki do końca. Legia jest skuteczna, ale trudno znaleźć kogoś, kto będzie się zachwycał jej stylem.

Te charakterologiczne cechy, które drużynie wpoił Papszun, są oczywiście arcyważne. Wcześniej Legia nie miała tej mentalności.

Halo! A gdzie piłkarze klasy premium?

Żeby jednak wygrywać nie tylko walką, ale też piłkarsko, musisz mieć zawodników klasy premium, jakimi kiedyś byli wspomniani Vadis, Josue, Radović.

Dziś w Legii nie ma takiego zawodnika.

Przypominam sobie, gdy zachwycaliśmy się Rakowem Częstochowa Marka Papszuna z sezonu 2022/23. I przypominam sobie, że drużyna nie osiągnęłaby wspaniałych rezultatów, gdyby nie piłkarz klasy premium: Ivi Lopez.

Ale blisko klasy premium byli w tamtej ekipie też Fran Tudor czy Bartosz Nowak. Miał tam Papszun graczy, którzy nie tylko potrafili nosić fortepian, ale też zagrać na tym cholerstwie.

Oczywiście, wiem, Legia wielkiego budżetu nie ma, ale historia naszej ligi pokazuje, że można tanio kupić zawodnika, który zrobi różnicę. Oto przykłady: Afimico Pululu, Patryk Hellebrand, wspomniani Bartosz Nowak i Ivi Lopez czy Mikael Ishak.

Jeśli Papszun chce coś na serio ugrać, zimą musi dodać przypraw, żeby w rundzie wiosennej w Legii było więcej piłki w piłce.

Marek Wawrzynowski, WP SportoweFakty