Po publikacji Radia ZET Prokuratura Rejonowa w Lublinie wszczęła postępowanie sprawdzające w sprawie nieudzielenia pomocy 41-letniemu Jarosławowi z zawałem serca. Chodzi o narażenie człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
W wyniku dotychczasowych ustaleń potwierdzam, że kamery pokazały stojącego przy drzwiach pacjenta, który nie uzyskał pomocy. W ubiegły czwartek złożyłem zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na nieudzieleniu pomocy przez personel medyczny szpitala
— mówi w rozmowie z Radiem ZET Piotr Matej, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Lublinie.
Czytaj nas częściej w Google
Dodaj w GoogleDalszy ciąg artykułu pod materiałem wideoSkandal w szpitalu w Lublinie. Dyrektor placówki i prokuratura reagują
Ponadto dyrektor placówki wszczął postępowanie dyscyplinarne wobec dwóch osób, które pełniły wówczas dyżur i których zachowanie określił jako „oburzające i nieakceptowalne”.
Włącznie z możliwością zastosowania artykułu 52 Kodeksu pracy, czyli zwolnienia dyscyplinarnego. Pracownicy twierdzą, że nie słyszeli dzwonka. Nie wyjaśnili, z jakiej przyczyny.
— informuje dyrektor szpitala Piotr Matej.
Szpital, polityka i przekręty. Była prezeska Szpitala Południowego ujawnia nowe wątki afery
Zapowiedział również wprowadzenie zmian organizacyjnych w szpitalu. Jedną z nich jest otwarcie izby przyjęć przez całą dobę, także w godzinach nocnych. W związku z tym nie będzie już konieczności dzwonienia dzwonkiem. Ponadto dyrektor planuje przeprowadzić stopniową rotację personelu. Sprawą zajmuje się już lubelski oddział Narodowego Funduszu Zdrowia.
41-latek umierał przed szpitalem w Lublinie. Nikt nie chciał mu pomócDramat rozegrał się w połowie sierpnia br. Jak relacjonuje Radio ZET, 41-letni Jarosław obudził się w środku nocy z dreszczami i uczuciem niepokoju. Po chwili zaczął wymiotować. Do tego doszła jeszcze biegunka i ściskanie w klatce piersiowej. W pewnym momencie 41-latek zaczął mieć problemy z oddychaniem.
Razem z żoną pojechał do szpitala na ul. Herberta w Lublinie. Drzwi do izby przyjęć, która powinna funkcjonować 24 godziny na dobę, były jednak zamknięte. Pan Jarosław zadzwonił więc dzwonkiem. Po kilku bezskutecznych próbach dostania się do szpitala jego żona zadzwoniła po karetkę. Jak się okazało, w czasie, którego dotyczyło zgłoszenie, w izbie przyjęć dyżur powinny pełnić zgodnie z obowiązującym harmonogramem pracy dwie pielęgniarki z zabezpieczeniem lekarza dyżurnego.
41-latek trafił do szpitala MSWiA w Lublinie. Tam okazało się, że mężczyzna doznał ostrego pełnościennego zawału prawej ściany serca, który stanowi zagrożenie życia. Lekarze powiedzieli mu, że nie przeżyłby do rana.