Wyścig z czasem trwa w sztabie Łukasza Gibały. Miejski radny jest faworytem przedterminowych wyborów w Krakowie, ale szkolny błąd o mało nie zmiótł go z wyborczej planszy.
Krakowianie od kilku dni zadają sobie pytanie: jak to możliwe. Zwłaszcza że Łukasz Gibała nie jest wyborczym żółtodziobem — o fotel prezydenta miasta ubiega się już po raz czwarty.
— Bierzemy ten błąd na siebie, nie sprawdziliśmy wszystkiego — mówi Onetowi Renata Ropska z biura Gibały. Wpadka spotkała się ze zgryźliwymi komentarzami internautów, którzy pisali, że osoba aspirująca do stanowiska prezydenta Krakowa nie potrafiła dopilnować realizacji prostego przepisu. Ale po mieście krążą też inne teorie na temat tego spektakularnego potknięcia.
„Poszedł na łatwiznę”
— Zawsze się zdarzało tak, że ludzie nie wpisywali obok adresu, że są z Krakowa. Więc albo ich o to prosiliśmy, albo sami dopisywaliśmy, trzeba było tego pilnować — mówi jeden z działaczy Koalicji Obywatelskiej, zaprawiony w wyborczych kampaniach. — Jestem zdziwiony, że sztab Gibały podszedł do sprawy tak nonszalancko. Może są zbyt pewni siebie — dodaje.
Burza w Krakowie po tragedii przy ul. Solnej. „To, co tu się dzieje, to wariactwo”

I zdradza, że podczas tegorocznej kampanii prezydenckiej w sztabie Moniki Piątkowskiej, kandydatki KO i PSL-u, także pojawiła się pomarańczowa lampka. Działacze nie byli pewni, czy komisja nie odrzuci list, na których w tytule brakuje słowa „przedterminowe” przed słowem „wybory”. Sztab weryfikował sprawę z prawnikami, ale okazało się, że ustawa nic o tym nie wspomina. W efekcie Monika Piątkowska dostarczyła do Miejskiej Komisji Wyborczej ok. 6,7 tys. podpisów. Około 1000 przynieśli ludowcy.
Do kulis tego, jak wyglądała ta zbiórka, wrócimy za moment. Bo ciekawe są także inne tezy na temat źródeł problemów Łukasza Gibały. Miejski radny bardzo mocno zaangażował się w kampanię mającą doprowadzić do odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Było to głównie zaangażowanie finansowe, bo mógł wydać na to nawet 2 mln zł. Gdy kampania ta się powiodła, Gibała długo kazał czekać na swoją decyzję, czy wystartuje w wyborach na prezydenta.

Lukasz Gagulski / PAP
Łukasz Gibała
Za startem przemawiały sondaże, które czynią radnego faworytem wyborczego wyścigu. Ale ewentualna wygrana nie rysuje się dla niego w różowych barwach. W referendum nie została odwołana Rada Miasta, a w niej większość ma koalicja KO-Lewica. Można podejrzewać, że radni nie będą przychylnie patrzeć na działania prezydenta Gibały. Poza tym niepopularne decyzje, które podejmie (zapowiadał m.in. kadrowe trzęsienie ziemi w magistracie), będą rzutować na kolejną kampanię samorządową. A ta odbędzie się za niespełna 2,5 roku. Stąd jedna teza zakładała, że Łukasz Gibała złożył felerne podpisy, by dzięki temu rakiem wycofać się z kampanii wyborczej. I zrzucić winę na nieludzkie przepisy, które pozbawiły go szansy na prezydenturę.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
To kłóci się jednak z powszechną wiedzą, że Łukaszowi Gibale mocno zależy na zapisaniu się w historii Krakowa jako jego włodarz.
— Łukasz poszedł na łatwiznę. U niego podpisów nie zbierali sympatycy czy działacze, ale zewnętrzna, zatrudniona do tego firma, a nawet ludzie wynajęci przez tę firmę. Łańcuch powiązań długi, odpowiedzialność rozmyta i kończy się wtopą — opowiada nam jeden z krakowskich polityków. — Inna sprawa, że sztab jeszcze tego nie sprawdził, nim zanieśli do komisji — dodaje. Jak słyszymy, wyspecjalizowane w zbiórkach podpisów firmy zgłaszały się także do innych krakowskich sztabów.
Renata Ropska z biura Łukasza Gibały stanowczo zaprzecza, by korzystali z usług zewnętrznej firmy. — Pomagają wyłącznie sympatycy — zarzeka się.
Kolejki po oddanie głosu i obawy o PESEL
Łukasz Gibała w swoim nieszczęściu z wybrakowanymi podpisami miał trochę szczęścia. Złożył podpisy na kilka dni przed upływem czasu, dlatego komisja dała mu czas na naprawienie błędów. We wtorek słyszeliśmy, że sprawy mają się dobrze i dzięki mobilizacji sympatyków Łukaszowi Gibale uda się dowieźć do komisji więcej niż wymagane 3 tys.podpisów.
Jak zbiórka wygląda na dobę przed ostatecznym terminem ich oddania do komisji? Zaglądamy do biura Łukasza Gibały, które według zapowiedzi przez ostatnie dwa dni czynne jest aż do północy. Wszystko po to, by móc złożyć podpis w każdej chwili.
W środowe popołudnie co chwilę ktoś przychodzi do biura, by podpisać listę, choć od pracowników słyszymy, że tłoczno robi się, gdy Krakowianie kończą pracę i kiedy wieczorem wychodzą z psami na spacer.
— Przyszedłem specjalnie, bo podobno zakwestionowali zebrane podpisy. Oj, nieładnie mu zrobili — mówi starszy pan, którego spotykam, gdy składa podpis poparcia dla Łukasza Gibały. — Szkoda by było, gdyby nie wystartował, bo to kandydat spoza tego układu, spoza Platformy i PiS-u — mówi Krakowianin.
— Tylko proszę wpisać miejscowość Kraków — uczulała kolejnych składających podpisy Renata Ropska. — Powinno się udać, ale zbieramy podpisy do oporu, żeby mieć z nawiązką — mówi nam i zapewnia: — Jutro złożymy je w komisji.
Miejska Komisja Wyborcza zatwierdziła już podpisy zebrane przez kandydatkę Razem Aleksandrę Owcę oraz kandydata PiS Michała Drewnickiego. Na weryfikację czekają podpisy dostarczone przez Jana Hoffmana (inicjatora kampanii referendalnej) oraz Monikę Piątkowską.

Art Service, Łukasz Gągulski / PAP
Aleksandra Owca, Michał Drewnicki i Monika Piątkowska
Kandydatka KO i PSL-u także miała problemy ze zbiórką podpisów, co podkreśla kilku naszych rozmówców z krakowskiej KO. Ale wszyscy też zgodnie przyznają, że kłopot tkwił w tym, że w sierpniu Krakowianie wyjechali na urlopy, a nie w niechęci do kandydatki. Zresztą z wielu sztabów dobiegają także głosy, że Krakowianie niechętnie podpisują listy poparcia, z powodu konieczności umieszczenia na nich numeru PESEL.
— Niestety, wygląda na to, że się nie zarejestruję. Idzie dobrze, ale ciągle brakuje mi sporej liczby podpisów. Nie rzucam jeszcze rękawicy na ring, dalej walczę, ale jako agnostyk nie wierzę w cuda. Wszystko idzie dobrze, aż trzeba podać PESEL — przekazał były miejski radny Łukasz Wantuch, który zamierzał ubiegać się o fotel prezydenta.
Łukasz Gibała czwarty raz powalczy o Kraków. Kim jest człowiek, który „odwołał Miszalskiego”
Trzęsienie ziemi w krakowskiej KO. „Charakter mobilizacyjny”
Sukces zbiórki w sztabie Moniki Piątkowskiej zbiegł się w czasie z kolejnymi ciemnymi chmurami, jakie nadciągnęły nad krakowskie struktury KO. Decyzją zarządu krajowego KO zarząd partii w Krakowie został rozwiązany. Decyzja ta nie była zakończeniem, ale jej moment tak. Odwołanie szefa struktur w Krakowie było już spodziewane tuż po referendalnej porażce Aleksandra Miszalskiego. Poza prezydentem to krakowscy działacze partii byli obarczani winą za popełnione podczas kadencji i w samej kampanii referendalnej błędy. Zarząd krajowy odwołał wówczas tylko struktury regionalne, a Dorotę Niedzielę wyznaczył na komisarza.
Teraz — jak tłumaczy to posłanka KO i wicemarszałkini Sejmu — końca dobiegła analiza funkcjonowania struktur w Krakowie. Stąd kolejne decyzje, które „mają charakter mobilizacyjny”. I nie należy ich — zastrzega komisarz regionalna — traktować jako „krytycznej oceny dotychczasowego przewodniczącego”. Komisarzem, który będzie reorganizował krakowskie struktury, został Piotr Moskała, miejski radny KO, a jednocześnie szef sztabu Moniki Piątkowskiej.
— Akceptuję w pełni tę decyzję i wierzę, że koncentracja w jednych rękach Piotra Moskały pracy szefa sztabu i komisarza wpłynie pozytywnie zarówno na mobilizację wśród działaczy, jak i na kampanię naszej kandydatki — zastrzega odwołany szef struktur w Krakowie Szczęsny Filipiak. Nie chce dywagować na temat momentu, w którym został odwołany, ale twierdzi, że dostał od partyjnych kolegów wiele wiadomości ze słowami otuchy.
„Warszawa robi porządki w Krakowie”
Ale kiedy pytamy innych krakowskich działaczy o nastroje po „trzęsieniu ziemi”, w wielu wypowiedziach pojawia się jedna teoria.
— Kiedy struktury były potrzebne, żeby zbierać podpisy pod kandydaturą Moniki Piątkowskiej, to je trzymali. Podpisy złożone, więc co? Można zarząd odwołać. Już nie jesteście potrzebni. Adieu! — mówi wieloletni polityk KO z Krakowa.
— Dziwne rzeczy się dzieją. Mówią, że to nie wina struktur, że Olka odwołali, że trzeba mobilizacji, bo kampania Moniki, a tuż przed wyborami Warszawa robi porządki w Krakowie — dodaje kolejny.
Od działaczy KO słyszymy, że decyzja zarządu krajowego jest nie tylko niezrozumiała, ale także demotywuje i demobilizuje ludzi, by włączali się w kampanię Moniki Piątkowskiej.

Lukasz Gagulski / PAP
Premier Donald Tusk i kandydatka na prezydenta Krakowa, senator KO Monika Piątkowska
— Dostaję wiadomości od kolegów, że jak tak ma to wyglądać, to on na żadne wybory się nie wybiera — komentuje kolejny nasz rozmówca z KO.
Piotr Moskała w rozmowie z Onetem przyznaje, że frekwencja w zaplanowanych na 27 września wyborach prezydenckich może być ich problemem. — Szykujemy kampanię profrekwencyjną, bo rzeczywiście podczas zbierania podpisów okazywało się, że wielu Krakowian nie wie, kiedy są wybory albo że w ogóle są — mówi radny.
Ale zaprzecza, jakoby w strukturach zapanował marazm. — Może to głosy pojedynczych osób, które sieją ferment. — Mam zapewnienia liderów kół w Krakowie, że aktywnie włączają się w kampanię Moniki Piątkowskiej — zapewnia Moskała i zaznacza, że decyzja zarządu krajowego miała na celu zmotywowanie struktur, a nie ich wzburzenie. Na sam finisz kampanii szef sztabu Moniki Piątkowskiej patrzy z optymizmem: — Celem jest wejście do drugiej tury, ale już szykujemy działania na dogrywkę.
Doniesienia o „kłótni w Lewicy”. „Może wolą, żeby wygrała Piątkowska”
Podobne zapowiedzi słyszę w sztabie Darii Gosek-Popiołek, choć w lokalnych mediach pojawiły się informacje, jakoby zbiórka podpisów szła fatalnie, a krakowskie struktury Lewicy miały być wkrótce rozwiązane. Ale sprawdziliśmy w kilku źródłach, że jest w tym niewiele prawdy.
— Znajdzie się parę osób, które może wolą, żeby wygrała Monika Piątkowska, ale mobilizacja w strukturze krakowskiej jest duża. Jak na to, jakie dawniej były animozje między Darią a wicewojewodą Śmiałkiem, to rzekłbym, że bardzo duża — słyszę od jednego z lokalnych działaczy. Przypomina on czasy, gdy Daria Gosek-Popiołek opuściła szeregi Razem i dołączyła do Nowej Lewicy, co nie podobało się części starej gwardii krakowskich działaczy partii. To oni — według teorii o kłótni w lokalnej Lewicy — mają sabotować kampanię Gosek-Popiołek.

Lukasz Gagulski / PAP
Kandydatka na prezydent Krakowa Daria Gosek-Popiołek
— Nie znam takich osób, które by nie wspierały naszej kandydatki. Nie sądzę także, by starsi działacze woleli wygraną Moniki Piątkowskiej. Chyba wielu z nich pamięta jeszcze, że Piątkowska była w Lewicy i ją zdradziła — komentuje zamieszanie szef małopolskich struktur Nowej Lewicy Ryszard Śmiałek.
Spokojnie do tych doniesień podchodzi też sama kandydatka. Posłanka zebrała ponad 4 tys. podpisów i w czwartek jej sztab zaniesie je do Miejskiej Komisji Wyborczej. — Sprawdzamy wszystkie karty dokładnie, by niczego nie przegapić i nie popełnić błędu. Na szczęście mogę liczyć i na wsparcie struktur i kierownictwa Lewicy, więc wszystko idzie zgodnie z planem — podkreśla w rozmowie z Onetem Daria Gosek-Popiołek.
Pierwsza tura przedterminowych wyborów w Krakowie odbędzie się 27 września.