— Jacek Sasin bardzo ułatwił Piesiewiczowi karierę, ale ostatnio to Morawiecki był jego głównym sojusznikiem — przekonuje nas polityk PiS z kręgu Nowogrodzkiej.

Z informacji Onetu wynika, że w centrali PiS odpowiedzialnością za podtrzymywanie politycznych wpływów Piesiewicza obciążany jest Mateusz Morawiecki. Nasi rozmówcy z Nowogrodzkiej twierdzą, że to były premier w ostatnim czasie stał się jednym z najważniejszych sojuszników prezesa PKOl wewnątrz partii.

Miał też zabiegać o to, by kontrolowane przez PiS samorządy wojewódzkie finansowały komitet, gdy po zmianie władzy wycofały się z niego spółki Skarbu Państwa.Szef Zondacrypto zaczął sypać. Prawica ma się czego bać

Przeczytaj tekst Andrzeja Stankiewicza i Jacka Harłukowicza

Były szef Zondacrypto Przemysław Kral

Efekty widać przede wszystkim w województwie lubelskim. Rządzony przez marszałka Jarosława Stawiarskiego region od jesieni 2024 r. zawarł z PKOl umowy i zlecił świadczenia o łącznej wartości 10,8 mln zł. Najpierw było to 100 tys. zł za promocję podczas Gali Olimpijskiej Paryż 2024. Następnie 4,3 mln zł brutto za cykl „Z boiska na Igrzyska”. Kolejne 6,4 mln zł brutto zapisano w umowie dotyczącej „Imprez Olimpijskich 2025-2026”.

„Mateusz zabiegał u Ani”

Formalnie nie były to dotacje, lecz zakupy usług promocyjnych, w większości udzielane z wolnej ręki. Politycznie różnica jest jednak niewielka. Pieniądze z budżetu regionu zasiliły PKOl w czasie, gdy komitet miał coraz większe problemy ze zdobywaniem finansowania.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideoStawiarski jest dziś w PiS zaliczany do polityków pozostających w dobrych relacjach z Morawieckim. Jego przeciwnicy mówią wręcz o sojuszu z byłym premierem. Sam marszałek dystansował się od politycznego projektu byłego premiera, ale partyjni rozmówcy zwracają uwagę na ich bliskie kontakty, a także na konflikt marszałka z Przemysławem Czarnkiem, jednym z głównych adwersarzy Morawieckiego.

Dlatego miliony płynące z Lublina do PKOl są dziś na Nowogrodzkiej przedstawiane jako część operacji środowiska Morawieckiego.

Drugim województwem, które podpisało umowę bezpośrednio z PKOl, było Podkarpackie. Początkowo tamtejszy sejmik zarezerwował na ten cel 900 tys. zł, lecz ostatecznie kontrakt opiewał na 700 tys. zł. Łączna wartość potwierdzonych umów i świadczeń obu regionów wyniosła 11,5 mln zł.

PKOl próbował swoich sił także w Małopolsce, gdzie wartość projektu umowy po aktualizacji wynosiła 1 mln zł. Nie ma jednak potwierdzenia, że kontrakt został zawarty.

Z naszych informacji wynika, że Morawiecki miał zabiegać również o pieniądze z województwa świętokrzyskiego. Tam jednak plan się nie powiódł. Samorząd kierowany przez PiS nie podpisał umowy z PKOl. W partyjnych rozmowach ma to dziś służyć jako dowód, że finansowanie Piesiewicza nie było wspólną decyzją całej partii, lecz projektem konkretnej frakcji.

— Mateusz mocno zabiegał o to u Ani Krupki [wiceprezes PiS, szefowa świętokrzyskich struktur partii, była wiceminister sportu] — słyszymy na Nowogrodzkiej.

Pałac sceptyczny?Źródła Onetu przekonują również, że otoczenie prezydenta Karola Nawrockiego miało podchodzić sceptycznie do Piesiewicza. Prezes PKOl spotykał się z głową państwa i próbował przedstawiać te kontakty jako dowód politycznego wsparcia. W Pałacu Prezydenckim spotkania te miały być jednak traktowane jako czysto kurtuazyjne, wynikające z funkcji pełnionej przez Piesiewicza, a nie z politycznego zaufania.

— Paweł Szefernaker [szef gabinetu prezydenta] z niepokojem obserwował próby kontaktu Piesiewicza z Nawrockim — mówi nam jeden z polityków PiS.

Próba przypisania Piesiewicza Morawieckiemu pozwala więc odsunąć podejrzenia od obozu prezydenckiego i Nowogrodzkiej. Problem w tym, że droga Piesiewicza na szczyt polskiego olimpizmu od początku prowadziła przez najważniejsze gabinety państwa PiS.Trzeba przypomnieć wydarzenia z 2023 r. Przed wyborami prezesa PKOl urzędujący wówczas Andrzej Kraśnicki spotkał się w Pałacu Prezydenckim z Andrzejem Dudą, Jackiem Sasinem i Radosławem Piesiewiczem. To Piesiewicz wspólnie z Sasinem przekonywali Kraśnickiego do wycofania się z walki o kolejną kadencję.

Kraśnicki po latach mówił, że ostateczna decyzja należała do niego. Przyznał jednak, że otrzymał jasny sygnał: gdyby pozostał prezesem, środki spółek Skarbu Państwa zostałyby odcięte od PKOl. Po zmianie miało być ich znacznie więcej, także dla związków sportowych.

Znajomy nieżyjącego już Andrzeja Kraśnickiego: — Oni zrobili mu krzywdę. Wywierali na niego presję. Miałem wrażenie, że czuł się wręcz zastraszony.

Kraśnicki ustąpił, Piesiewicz wygrał wybory, a państwowe spółki początkowo rzeczywiście szeroko otworzyły portfele. Po utracie władzy przez PiS ten model się załamał. Wtedy pojawiły się pieniądze samorządów: przede wszystkim lubelskiego, w mniejszym stopniu podkarpackiego.

Dziś, gdy afera Zondacrypto wstrząsa polską polityką i sportem, dawni patroni Piesiewicza ustawiają się do niego plecami. W PiS nie ma sporu o to, czy prezes PKOl był człowiekiem partii. Trwa spór o to, czyim dokładnie był człowiekiem i kto zapłaci polityczną cenę za miliony, które do niego popłynęły.