Korespondencja z Nowego Jorku
Sześć lat temu był to półfinał Roland Garros, gdy świat dopiero przekonywał się o niezwykłym talencie Polki. Teraz zagrają w momencie, gdy Iga jest już wielką gwiazdą, w międzyczasie osiągnęła niewyobrażalne sukcesy i zdążyła nawet popaść w kryzys, z którego właśnie wychodzi. Ale mówiąc szczerze, z mojej perspektywy przed czwartkowym meczem ważniejsze jest to, jak Iga Świątek została potraktowana przez władze turnieju. W Paryżu i Londynie taka sytuacja nie miałaby miejsca.
Czytaj nas częściej w Google
Dodaj w GoogleDalszy ciąg artykułu pod materiałem wideoNiezrozumiała decyzja organizatorów
Po wielu miesiącach walki głównie z samą sobą, w końcu nadszedł długo wyczekiwany przełom. Iga udowodniła, że jest w znakomitej formie. Wygrała turniej w Toronto, a w Cincinnati dotarła do półfinału. Jej gra znów przypomina tę z absolutnie najlepszych lat. W Nowym Jorku rozpoczęła od bardzo przekonującego zwycięstwa nad wymagającą Xiyu Wang.
W drugiej rundzie zmierzy się z Nadią Podoroską. Nie jest to oczywiście hit, który zelektryzuje cały świat, ale fakt, że była mistrzyni US Open i była liderka rankingu zostaje zepchnięta z dwóch najważniejszych aren na trzeci co do wielkości obiekt, Grandstand, budzi mój niesmak. To mogło się zdarzyć tylko w Stanach Zjednoczonych, gdzie organizatorzy znacznie mniej liczą się z zasługami największych gwiazd niż w europejskich turniejach wielkoszlemowych.
Dlaczego to ma znaczenie?
Ta decyzja ma ogromne znaczenie w szerszym kontekście. Jeśli Iga wygra to spotkanie, w kolejnych fazach najprawdopodobniej wróci na kort Louisa Armstronga lub w ogóle wyląduje po raz pierwszy na ogromnym korcie centralnym Arthura Ashe’a. Z punktu widzenia budowania rytmu, to najgorszy z możliwych scenariuszy.
Na przestrzeni całego turnieju wielkoszlemowego znacznie lepiej jest ogrywać się na jednym, maksymalnie dwóch kortach, by wyczuć ich specyficzną akustykę, wiatr i nawierzchnię. Skakanie po trzech różnych obiektach sprawia, że zawodnik na żadnym z nich nie łapie pewności siebie. Nie wspominając już nawet o tym, że Grandstand, na którym Świątek zagra, nie jest zadaszony, a na czwartek zapowiadane są opady deszczu.
Iga już po meczu z Wang mówiła, jak jeden kort różni się tu od drugiego pod względem szybkości nawierzchni. — Główne korty są wolniejsze niż te na otwartej przestrzeni — mówiła.
Tak czy inaczej, przed Polką mecz, który ma być dla niej kolejnym krokiem na tej pięknej drodze w Ameryce Północnej. Świątek osiąga tam rewelacyjne wyniki w odmienionym nastroju i z odmienioną, znacznie swobodniejszą grą.
Jak sama przyznała po meczu pierwszej rundy, czeka ją teraz starcie z tenisistką, która przede wszystkim utrzymuje piłkę w korcie. Jeśli Iga zagra na takim poziomie, jak z Chinką, możemy być całkowicie spokojni. W tym meczu najważniejsze będzie to, co w kontekście naszej tenisistki powtarzam regularnie od dłuższego czasu. Jeśli Iga wygra z Igą w swojej głowie, to o ostateczny wynik nie powinniśmy się martwić. A jak będzie? Zobaczymy w czwartek o godz. 17.00.