Chcesz podzielić się swoimi spostrzeżeniami lub doświadczeniami na ten temat? A może masz historię do opowiedzenia? Napisz do autorki: magdalena.zmudziak@medonet.pl

„Moje kucharki powiedziały, że będą się bały środy”

Pierwsze zderzenie nowych wytycznych z codziennością szkolnej kuchni już nastąpiło. W jednej ze śląskich szkół podstawowych już 2 września obiad przygotowano bez mięsa i innych produktów odzwierzęcych. — Zaplanowaliśmy, że posiłek roślinny w ramach nowych zasad żywienia będzie u nas serwowany w środy — tłumaczy Medonetowi dyrektor wiejskiej podstawówki, który chce zachować anonimowość.

Logo

Czytaj nas częściej w Google

Dodaj w GoogleJak opowiada, sam postanowił sprawdzić, jak smakują nowe dania. Na pierwsze danie był krem z brokułów i kalafiora. — Zupa była bardzo gęsta, ale bez smaku. Doprawiłem ją sobie sam, ale wiem, że dzieciom nie jest to zalecane, zwłaszcza jeśli chodzi o sól. Drugie danie natomiast było dziwne. Suchy ryż, a do tego papka z warzyw z udziałem soczewicy i ciecierzycy, strasznie wszystko suche, smak mdły — opowiada.Pozytywnie ocenia za to wprowadzenie wody do picia w miejsce słodkich jak ulepek kompotów. — Nie miały w sobie prawie niczego wartościowego, teraz mamy wodę z miętą i cytryną i to po prostu schodzi — zauważa.

Werdykt? — Nie było aż tak źle, ale szału nie ma, za to dla nas w szkołach, zarządzających, planujących i w końcu osób gotujących te dania to jest wyzwanie — mówi.

Największe obawy personelu nie dotyczą jednak smaku. — Kucharki powiedziały, że będą się bały środy. Wtedy, jak sobie ustaliliśmy, muszą gotować tylko „roślinnie” — relacjonuje dyrektor.

Powód jest prosty: takie posiłki wymagają znacznie wcześniejszego planowania. Fasolę, ciecierzycę czy inne strączkowe trzeba odpowiednio przygotować i namoczyć, a nie da się tego zrobić na ostatnią chwilę ani ugotować ich na zapas. Dyrektor obawia się też, że wiele dzieci nie będzie chciało z takich posiłków korzystać. — W domu tak nie jedzą, czemu miałyby jeść w szkole? — podsumowuje.

Mniej mięsa, więcej warzyw. O co chodzi w diecie planetarnej w szkołach?

Od 1 września szkoły i inne placówki zbiorowego żywienia zaczęły wdrażać nowe zasady żywienia. Ich celem jest ograniczenie produktów wysokoprzetworzonych, zwiększenie udziału warzyw, owoców, produktów pełnoziarnistych i roślin strączkowych, a także stopniowe zbliżenie jadłospisów do założeń tzw. diety planetarnej.

To model żywienia opracowany przez ekspertów ds. zdrowia i środowiska, który zakłada większy udział produktów roślinnych i mniejsze spożycie mięsa. Jego twórcy wskazują, że taki sposób odżywiania może jednocześnie wspierać zdrowie ludzi i ograniczać wpływ systemu żywnościowego na klimat oraz środowisko.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideoDzieci tego nie zjedzą? Dyrektor podstawówki widzi realny problem

Szkolna praktyka pokazuje, że największym wyzwaniem mogą okazać się nie przepisy, lecz przyzwyczajenia. Dyrektor śląskiej podstawówki obawia się, że część uczniów zwyczajnie zrezygnuje z obiadów w dniach, gdy w menu pojawią się wyłącznie dania roślinne. To z kolei może oznaczać straty finansowe i problemy organizacyjne, ponieważ produkty trzeba przygotowywać z wyprzedzeniem.

— I robi się logistyczny problem. Dlatego myślimy o wprowadzeniu zasady, że jeśli dziecko nie będzie chciało jeść takiego posiłku w środę, rodzic powinien odwołać jego obiad już w poniedziałek — przyznaje. Na razie na szkolne obiady w tym roku zapisało się 110 dzieci ze 170 uczących się w jego szkole. W minionym roku te dane były inne. Ze 160 dzieci z obiadów korzystało aż 144. W pierwszą szkolną — wegańską i planetarną środę — obiad zjadło 80 dzieci.

Inny problem dostrzega również dietetyczka Monika Hajduk, choć patrzy na niego z innej perspektywy. — My dorośli nie zawsze znamy rośliny strączkowe, a tym bardziej dzieci. Mają one u nas w Polsce dalej trochę złą sławę. Mówimy, że są niesmaczne, ciężkostrawne i nie wiemy, jak i w czym je jeść — zwraca uwagę.

Jak podkreśla, wiele zależy od sposobu przygotowania posiłków. — Z ich udziałem możemy zrobić fantastyczne burgery, kotleciki, zupy, a nawet desery, które dzieci uwielbiają i mam nadzieję, że wszyscy wkrótce się o tym przekonamy! — dodaje.

Dietetyczka: żeby zadziała się zmiana, potrzebna jest zmiana

Eksperci nie mają jednak wątpliwości, że kierunek zmian jest słuszny. — Zmiany w żywieniu zbiorowym kierujące do diety planetarnej są bardzo korzystne i potrzebne w zrównoważonym systemie żywnościowym, a placówki żywienia zbiorowego odgrywają tu ogromną rolę. To one uczą młode pokolenia dobrych nawyków żywieniowych — podkreśla dietetyczka Monika Hajduk.

Jak zaznacza, szkoły są jednym z najważniejszych miejsc kształtowania codziennych nawyków żywieniowych. To właśnie tam dzieci przez wiele lat spożywają znaczną część posiłków.

— Żeby zadziała się zmiana, potrzebna jest zmiana. Jestem pewna, że po paru miesiącach, jeśli nawet nie tygodniach, przyzwyczaimy się do asortymentu nowych sklepików, wyglądu stołówkowych talerzy i zacznie to już być dla dzieci nową normą i codziennością — ocenia.

Zdaniem ekspertki szczególnie ważne jest zwiększenie obecności warzyw, owoców, nasion roślin strączkowych i produktów pełnoziarnistych. W dłuższej perspektywie ma to pomóc ograniczyć otyłość oraz rozwój chorób cywilizacyjnych wśród dzieci i młodzieży.

Rewolucje w szkolnych obiadach od września. Co dokładnie się zmieni?Idą zmiany w szkolnych stołówkachNie tylko zdrowie. W tle są także kwestie klimatu

Dieta planetarna nie powstała wyłącznie z myślą o zdrowiu. Jej założenia uwzględniają również wyzwania środowiskowe związane z produkcją żywności. — Na to wszystko nakładają się jeszcze zmieniający się klimat i wyzwania środowiskowe, co sprawia, że dieta przyjazna planecie to rozwiązanie konieczne do wdrożenia nie tylko na poziomie naszego własnego domu, ale także w jednostkach żywienia zbiorowego — mówi Monika Hajduk.

Nowe przepisy obejmują również sklepiki szkolne. W założeniu mają ograniczyć dostępność chipsów, słodkich batonów, napojów gazowanych i innych produktów o wysokim stopniu przetworzenia. Mają je zastąpić zdrowsze alternatywy.

— Sklepiki się nie zamykają, dzieci dalej będą mogły robić w nich zakupy, dalej mieć wybór, tylko zdrowszy — zauważa ekspertka.

Treści z serwisu Medonet mają na celu polepszenie, a nie zastąpienie, kontaktu pomiędzy Użytkownikiem a jego lekarzem. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjno-edukacyjny. Przed zastosowaniem się do porad z zakresu wiedzy specjalistycznej, w szczególności medycznych, zawartych w Serwisie należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem.