Mija tydzień, odkąd w ręce małopolskiej policji wpadło czterech mężczyzn podejrzewanych o brutalną napaść na Jakuba Ch. ps. „Yankes”. To kibol Hutnika Kraków, wielokrotnie karany, zamieszany m.in. w obrót narkotykami i obnoszący się pogardą dla Wisły Kraków. Pobicie, które zakończyło się śmiercią 36-latka, przypisywane jest członkom wrogiej mu „Młodej Ferajny”, jednej z grup chuligańskich tworzonej przez młodych fanatyków Wisły Kraków.
Jak słyszymy od małopolskich policjantów, śledczy ze specjalnie powołanej do tego grupy nadal pracują nad sprawą pobicia i nie wykluczają kolejnych kroków.
Czytaj nas częściej w Google
Dodaj w GoogleKibic Hutnika skatowany w Krakowie. Nowe fakty na temat przeszłości „Yankesa”
„Kibole przepędzili rodziny z dziećmi”Informacje o brutalnych porachunkach grup pseudokibiców zelektryzowały jednak mieszkańców Krakowa. U wielu wróciły wspomnienia sprzed kilku lat, gdy ganiający się po osiedlach z maczetami fanatycy Wisły i Cracovii stanowili niechlubną wizytówkę miasta. Największa kulminacja kibolskich porachunków miała miejsce w latach 2010-2013. W ciągu trzech lat zginęło siedem osób.
Wraz z tymi wspomnieniami wraca strach, o czym mogli przekonać się mieszkańcy Krakowa spędzający czas na Plantach Bieńczyckich, w jednym z parków Nowej Huty (północno-wschodnia część Krakowa).
— Kibole wpadli tam tuż przed zmrokiem, przepędzili rodziny z dzieciakami, starsze osoby spędzające tam wieczór, po czym odpalili race — relacjonuje nam świadek zdarzenia, ale — jak się okazuje — na tym pseudokibice nie poprzestali.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Do zdarzenia, które opisuje nasz Czytelnik, doszło 31 sierpnia około godz. 20. Potwierdza nam to krakowska policja, która dostała wezwanie o tym, że w parku znajdują się agresywni mężczyźni.
Co śmierć „Yankesa” oznacza dla półświatka? „Wypłyną rzeczy, które wcześniej były w ukryciu”
Pozdrowienia dla kumpla zza krat
Nim funkcjonariusze dojechali na miejsce, kibole urządzili mini racowisko i rozwinęli transparent. Na nim umieścili hasło: „PDW Śliwa”, co w pseudokibicowskim slangu oznacza „pozdrowienia do więzienia”. Kibice na umieszczonym w sieci nagraniu skandują te pozdrowienia, a następnie wyzywają kibiców drużyn z Suchych Stawów, czyli Hutnika oraz Cracovii. Obrywa się także policji.
Z grup w sieci, na których pojawił się filmik z akcji na Plantach Bieńczyckich, można dowiedzieć się, że przekaz ma być kierowany do jednego z podejrzanych o pobicie „Yankesa”. Przekreślona „sześćdziesiątka” na transparencie to z kolei przekaz do kolegi zza krat, by nie myślał nawet o pójściu na współpracę ze śledczymi. Padają groźby wobec „konfidentów”.
Nagranie trwa niespełna półtorej minuty. Zawiadomieni o zdarzeniu krakowscy policjanci rzeczywiście ruszyli z interwencją, ale, jak mówi Onetowi rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Krakowie, kom. Piotr Szpiech, gdy dotarli na miejsce, nikogo już nie zastali.
— Policjanci sprawdzili także okoliczny teren, ale po tych osobach już nie było śladu. Nie otrzymaliśmy zgłoszenia, by ktoś z postronnych osób ucierpiał, więc na tym się zakończyła interwencja — podkreśla kom. Szpiech.
Rzecznik podkreśla, że od czasu do czasu dochodzi w Krakowie do podobnych zajść, ale nie są one nagminne. — Nie obserwujemy też, żeby po ostatniej tragedii na os. Willowym incydenty z udziałem grup pseudokibiców w mieście miały się nasilić — zastrzega.
Kulisy ataku na „Yankesa”. Nowe informacje w sprawie „Młodej Ferajny”
„Obawiam się ataków”
Ale prof. Rafał Chwedoruk, który od lat bada środowiska fanatycznych kibiców polskich drużyn piłkarskich, jest zdania, że sytuacja w Krakowie może rozwinąć się w stronę dalszej przemocy.
— Zapewne jakaś część znajomych zmarłego kibica chciałaby szybkiej zemsty i kibicowskiej wojny na całego, ale to trochę tak, jak z potencjalnym atakiem Rosji na Polskę: zapewne Putin by chciał, ale nie ma kim tego zrobić. W kotłach, czy młynach polskich stadionów też nie ma teraz zastępów „żołnierzy” gotowych na taką walkę, siedzą tam często nastolatkowie i młodzi mężczyźni wychowani w innych czasach, niż poprzednie pokolenia. Wiedzą, że wszystko jest monitorowane. Ponadto w poprzednich dekadach prowadzono pewnego rodzaju „chuligańską pracę u podstaw”, bo żeby coś znaczyć w środowisku fanatyków, trzeba się było przez długi czas starać. Czasy się jednak zmieniły — przekonuje.
— Teraz ta część młodych ludzi, którzy stali się chuliganami, nie będzie dokonywać masowych aktów przemocy. Kraków nie zapłonie, bo takich radykalnych chuliganów jest mało i chociaż bywają bardzo brutalni, brakuje im także doświadczenia i sprytu poprzednich pokoleń. Koniec końców obawiam się nie tyle masowej eskalacji, ile dalszych, pojedynczych, bardzo brutalnych aktów przemocy — mówi.
Co kryje afera Zondacrypto? Q&A z Andrzejem Stankiewiczem i Jackiem Harłukowiczem