Nawrocki lubi pozować na swojego chłopa

Przy dobrych wiatrach Nawrocki mógłby przebić Trzaskowskiego. Oto urzędujący prezydent, jako pierwszy w historii III RP, otwiera przed młodymi podwoje słynnej rezydencji w Juracie. Inni prezydenci mieli w zwyczaju spędzać tu letnie urlopy, odgrodzeni szczelną ochroną od gawiedzi, a od czasu do czasu zapraszać do Juraty inne głowy państw.

Za czasów Andrzeja Dudy obywatele mogli co najwyżej protestować przed nadmorską rezydencją głowy państwa, kiedy w szczycie debaty nad ustawami dewastującymi sądownictwo Duda postanowił zaczerpnąć oddechu u wód. Nawrocki, który lubi pozować na swojego chłopa i podkreślać swój antyelitaryzm, chciał pokazać, że jest inny od poprzedników. Jako chłopak z gdańskiego blokowiska, który z niejednego pieca chleb jadł i w niejednej ustawce uczestniczył, otwiera drogę na salony takim jak on.

Jednak trzeba przyznać, że spotkanie w Juracie miało w sobie coś z ustawki. Najbardziej miało służyć promocji prezydenckiej pary. Oto uczestnicy mogli wziąć udział w biegu z prezydentem, wypić matchę z prezydentową i zobaczyć, jak Marta Nawrocka prezentuje sztukę samoobrony.

Na koniec zaplanowano pląsy przy dźwiękach muzy Skolima i Kubańczyka, co miało przypieczętować przednią zabawę. Wszystko miało świetnie wyglądać na obrazku. Dziennikarze na spotkanie nie zostali wpuszczeni (mogli co najwyżej wziąć udział w konferencji prasowej), natomiast na Campusie Trzaskowskiego mogą wejść w każdą dziurę. Nawet na pogawędkę z Tuskiem, na której padło pytanie, czy premier nie powinien wreszcie — jak Kaczyński — schować się do szafy i oddać władzę młodszym.

O pójściu na żywioł w Juracie nie było mowy. To wydarzenie miało pokazać prezydenta jako silnego chłopa, który się nie wywyższa, a panią prezydentową jako przykładną żonę i matkę o tradycyjnych zapatrywaniach na życie. I to się udało.

Nawrocki jest zdolnym aktorem

Nawrocki wchodzi w nowy sezon polityczny jako lider polskiej prawicy. Nie jest nim już Jarosław Kaczyński, mimo że posiada największy klub opozycyjny w Sejmie. Po latach dominacji po prawej stronie prezes musi się skupić na wymianie ciosów z Morawieckim i martwić, by obie Konfederacje na trwałe nie przeskoczyły go w sondażach. Zresztą i sam Kaczyński musiał pogodzić się z mocną pozycją Nawrockiego. Coraz częściej słychać, że chciałby, aby prezydent włączył się w budowę paktu senackiego prawicy, a nawet wspólnej listy do Sejmu. Trudno powiedzieć, na ile Nawrocki będzie potrafił wykorzystać sytuację i doprowadzić do zjednoczenia prawicy, wszak polityczne zdolności głowy państwa wciąż są zagadką.

Po roku prezydentury widać, że Nawrocki jest zdolnym aktorem, świetnie wyreżyserowanym przez autora kilku wygranych kampanii PiS, w tym prezydenckich, Pawła Szefernakera, ksywa „SSzofer” lub „szefermacher”, dziś szefa gabinetu Nawrockiego. Czy prezydent będzie potrafił samodzielnie stanąć na scenie i odegrać prawdziwą pierwszoplanową rolę? To wymagałoby wyjścia poza napisany przez jego współpracowników z PiS scenariusz rozmów z obiema Konfederacjami, w tym Braunem, Rozwojem Plus Morawieckiego i Kaczyńskim, poukładania się prawicy od nowa, już pod berłem Nawrockiego.

W tym sensie rozpoczynający się właśnie polityczny sezon będzie nie tylko sprawdzianem dla Tuska i jego ekipy, ale także dla Nawrockiego. I to być może nawet trudniejszym niż wygranie wyborów przed rokiem.