„Ludzie wyskakują przez okna. Muszę już iść” — przekazał żonie Michael, kilku minut po pierwszym telefonie. Więcej się nie odezwał. Monica, dziś 56-letnia, wspomina tamte chwile z bolesną precyzją. Stała w mieszkaniu, sparaliżowana, patrząc na ekran telewizora, gdy druga porwana maszyna wbiła się w budynek jej męża.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Wtedy zaczął się mój koszmar
— mówi „Daily Mailowi”.
Czytaj nas częściej w Google
Małżonkowie poznali się dokładnie dwa lata wcześniej — 11 września 1999 r. Ona właśnie zakończyła długi związek i nie planowała nowej relacji. On, sześć lat starszy, wiedział, że są sobie przeznaczeni. „Powiedział przyjacielowi: Ożenię się z tą dziewczyną” — wspomina. Szybko stali się nierozłączni.
Polski strażak odsłania kulisy ataku na World Trade Center. W pamięci utkwił mu jeden telefon

Iken oświadczył się po miesiącu, a w październiku 2000 r. wzięli ślub na karaibskiej plaży. Marzyli o rodzinie, chcieli mieć dzieci. Jednocześnie mężczyzna coraz częściej dzielił się niepokojem, że nie dożyje starości. Oboje nie mogli przewidzieć, jak szybko to przeczucie się spełni.
11 września. Dzień, który zmienił wszystko
Tamtego ranka Michael wyszedł z domu przed godz. 6. Miał odebrać dyplom z kursu żeglarskiego po pracy. Pożegnali się słowami: „kocham cię”. Monica wróciła do łóżka.
Pierwszy telefon od męża obudził ją tuż po ataku na północną wieżę. Prosił, by włączyła telewizor, uspokajając, że nic mu nie jest. Drugi telefon brzmiał zupełnie inaczej — Iken widział ludzi wyskakujących z okien. „Muszę już iść” — powiedział i się rozłączył. Monica wciąż żałuje, że nie krzyknęła: „Uciekaj!”.
Ukochany kobiety był na 84. piętrze wieży południowej. Nie zdołał się stamtąd wydostać. Nigdy nie odnaleziono jego ciała.
Straciłam nie tylko męża, ale wszystkie nasze marzenia i plany. Został zamordowany i cały świat był tego świadkiem
— zaznacza.
Nie mogąc urządzić tradycyjnego pogrzebu, zorganizowała mszę żałobną.
Walka o pamięć pozwoliła Monice przetrwać, ale nie uleczyła ran. „Przez lata byłam funkcjonującą alkoholiczką” — przyznaje. Przełom nastąpił w 2004 r., gdy poznała Boba Murphy’ego, strażaka, który 11 września został sam z całej jednostki. Połączyła ich żałoba. Z czasem zostali rodziną: dziś wychowują dwie córki, Madison i Megan.
„Mogłam się załamać i już nigdy nie wyjść z tej czarnej dziury, bo czułam, że moje życie się skończyło. Ale wyszłam z tego i coś zmieniłam” — podkreśla 25 lat później.