Tak piękne gole, jak ten strzelony w sobotnich derbach z Wieczystą (2:0), kibice futbolu w krajach hiszpańskojęzycznych nazywają „golazo”.

— Zdarzało mi się już takie bramki zdobywać i mam nadzieję, że w Wiśle będzie więcej golazo. Choć niech będą i zwyczajne gole, one też są całkiem fajne — mówi nam Jeremy Guillemenot.

Nowy napastnik Białej Gwiazdy wypowiada te słowa po angielsku, chwilę wcześniej zakończył rozmowę po hiszpańsku.

— Znam kilka języków, także francuski, niemiecki, portugalski… Poznawanie kolejnych nie sprawia mi kłopotu, hiszpański „złapałem” po trzech tygodniach. Język polski? Jest trudniejszy, na razie mogę tylko powiedzieć „dzień dobry” i „dziękuję”. Zajmie mi to więcej czasu, ale spróbuję się nauczyć — obiecuje 28-latek.

Kosmopolityzm wyniósł z domu — mama Dina pochodzi z Portugalii, ojciec Franck z Francji, a on, podobnie jak starsze siostry Jessica i Rebekka, na świat przyszedł w Genewie.

Cudownym dzieckiem futbolu okrzyknięto go w Servette FC, choć musiał na to nieco zaczekać. W rozmowie z reporterem serwisu tdg.ch mama Jeremy’ego wspominała, jak po raz pierwszy pojawiła się z czterolatkiem w centrum sportowym Balexert. — Mieszkaliśmy wtedy nieopodal starego stadionu Stade des Charmilles. Syn był bardzo rozczarowany, gdy powiedziano mu, że jest jeszcze za mały i może wrócić, gdy skończy sześć lat — opowiadała Dina Guillemenot.

Jérémy Guillemenot

SIPAUSA/NEWSPIX.PL / newspix.pl

Jérémy Guillemenot

Co ciekawe, nie było takich ograniczeń w klubie hokejowym Geneve-Servette HC. Szybko jednak musiał przerwać treningi, bo skacząc ze schodów złamał kość stopy. Gdy wrócił do zajęć po dłuższej nieobecności, rówieśnicy znacznie lepiej radzili sobie z jazdą na łyżwach, co okazało się bardzo zniechęcające. Wkrótce rodzina przeprowadziła się do podmiejskiego Eaux-Vives i to tam, w klubie Urania Geneve Sport, Jeremy stawiał pierwsze piłkarskie kroki.

O wiele lepsze warunki oferował jednak Servette, po przenosinach kariera nabrała rozpędu. Zdobył mistrzostwo kraju do lat 18, zagrał w Lidze Młodzieżowej UEFA, wystąpił w Euro U-17 i znalazł się na radarze bogatszych klubów z Zurychu i Bazylei. Do domu przyszło też zaproszenie na testy, wystosowane na papierze firmowym Barcelony. W sparingu katalońskiej drużyny U-19 strzelił dwa gole i wkrótce na stole wylądował kontrakt do podpisu.

Zaczynał w Barcy z Marcem Cucurellą

Nie miał agenta, po radę zwrócił się do rodziców i pośredników. — Jest kilka ścieżek, którymi może podążyć, ale jak przewidzieć, która jest właściwa? Rozważamy je, doradzamy mu, ale ostatecznie decyzja należy do niego — tłumaczył w mediach Franck Guillemenot, były piłkarz drużyn czwartej ligi francuskiej. — No tak, ale kto by odmówił Barcelonie? — pytał retorycznie 18-latek.

 Angel Rodado, Jeremy Guillemenot i Maciej Kuziemka

Krzysztof Porębski / newspix.pl

Angel Rodado, Jeremy Guillemenot i Maciej Kuziemka

W sezonie 2016/17 debiut w zespole Barcy B, prowadzonym przez Gerarda Lopeza, zaliczyło dwóch piłkarzy. Tym drugim był Marc Cucurella. W mediach społecznościowych zachowało się zdjęcie, przedstawiające Guillemenota wraz z czterema innymi zawodnikami Blaugrany obok aktualnego mistrza świata z Realu Madryt.

— Bardzo miło wspominam pobyt w Barcelonie, to była piękna historia. Konkurencja jest tam jednak potężna, ciężko się było przebić. Rywalizowałem z piłkarzami, którzy później zaistnieli w La Lidze i Lidze Mistrzów — opowiada.

Dwuletni okres w La Masii nie poszedł jednak na marne, notka w CV zrobiła swoje. Najpierw sięgnął po niego Rapid Wiedeń, a gdy tam zawiódł, znalazł pracę w St. Gallen. Tam rozkwitł, zdobył wicemistrzostwo Szwajcarii, a w najlepszym sezonie 2022/23 strzelił 14 goli (11 w lidze i trzy w krajowym pucharze), dokładając siedem asyst. Nie uszło to uwadze działaczy Servette, którzy wykupili swojego wychowanka za 500 tys. euro. Po roku sięgnął po Puchar Szwajcarii, a następnie strzelił gola Chelsea w kwalifikacjach Ligi Konferencji.

Jeremy Guillemenot jako piłkarz Servette FC

FOT.IMAGO/NEWSPIX.PL / newspix.pl

Jeremy Guillemenot jako piłkarz Servette FC

W przedsionku wielkiego futbolu znalazł się także za sprawą występów w kadrze U-21. Takie powołanie daje wchodzącemu w dorosłość piłkarzowi przekonanie, że otwierają się przed nim bramy nieba. Życie pokazuje jednak, jak może to być złudne. Za przykład niech posłuży mecz na stadionie Neuchatel Xamax z listopada 2019 r. Na środku obrony Francji zagrał Dayot Upamecano, a w składzie Szwajcarii zdobywca pierwszej bramki Guillemenot, strzelec dwóch kolejnych goli Andi Zeqiri oraz pomocnik Petar Pušić, a na ławce usiadł Filip Stojilković. Francuz trzy lata później jako gracz Bayernu został wicemistrzem świata, natomiast czwórka Szwajcarów, która wówczas triumfowała 3:1, znalazła swoją ziemię obiecaną w Ekstraklasie (Wisła, Widzew, Wieczysta i Cracovia).

Guillemenot nie jest pierwszym zawodnikiem Białej Gwiazdy, który reprezentował rezerwy Barcy. Grał w niej bowiem także jego dawny kolega z szatni — Jesus Alfaro oraz inny z Hiszpanów, Angel Rodado. Gdy jednak dyrektor sportowy Wisły Vullnet Basha wysłał ofertę do Szwajcara, ten zadzwonił do Maxime’a Domingueza, rodaka, który szkolił się w starszym roczniku akademii Servette, a w ubiegłym sezonie reprezentował barwy Pasów. 30-letni pomocnik, obecnie gracz Maritimo, doradził mu przenosiny do Krakowa, choć sam nie zagrzał tu długo miejsca.

Jeremy Guillemenot zdobył bramkę w swoim pierwszym występie na stadionie w Krakowie

FOTO BARTEK ZIOLKOWSKI / CYFRASPORT/NEWSPIX.PL / newspix.pl

Jeremy Guillemenot zdobył bramkę w swoim pierwszym występie na stadionie w Krakowie

Jeremy Guillemenot: było jak we śnie

Guillemenot potrzebował kilku tygodni, by nadrobić braki treningowe. Zaczął od debiutu na boiskach III ligi, wychodząc na boisko jako gracz wiślackich rezerw w meczu z Koroną II w Kielcach. Później były minuty na stadionie Pogoni Szczecin i wreszcie występ okraszony pierwszym golem przy Reymonta.

— Krzyknąłem Mikiemu [Rafałowi Mikulcowi], żeby podał mi piłkę i już w momencie jej uderzania miałem przeczucie, że poleci prosto do bramki — opowiada.

Ten gol miał dla niego wyjątkowy smak. Nie każdemu jest dane wcielić się w rolę bohatera w derbach, przy pełnym stadionie, na dodatek trafiając zza pola karnego w samo okienko.

— Jako piłkarz zawsze wyobrażasz sobie takie chwile, ale kiedy naprawdę się wydarzą, czujesz się trochę jak we śnie — mówi.

Gola zadedykował zmarłej w lipcu babci. Z rodziną jest bardzo zżyty. W najtrudniejszych chwilach, gdy po serii słabych występów w Servette kibice atakowali go bez pardonu, starał się w pierwszym rzędzie chronić rodziców, którzy to bardzo przeżywali.

— Wiem, że krytyka jest częścią gry, ale trudno było sobie z nią poradzić. Widziałem różne rzeczy w mediach społecznościowych, to było dla mnie trudne. Ale myślę, że jeszcze trudniej było mojej rodzinie. To dlatego zamiast z rodzicami, wolałem o tym rozmawiać z moją dziewczyną Mariną — tłumaczył w rozmowie z serwisem tdg.ch, który opisał jego historię.

Jeremy Guillemenot

Bartek Ziółkowski / newspix.pl

Jeremy Guillemenot

Choć zawodził, nowy trener Jocelyn Gourvennec wciąż dawał mu szanse. Za kadencji poprzedników — Rene Weilera i Thomasa Häberlego różnie bywało, często był ustawiany na boisku wszędzie, tylko nie tam, gdzie czuje się najlepiej. — Jestem środkowym napastnikiem, ale odpowiada mi też gra na pozycji numer 10 — podkreśla.

Po wygaśnięciu trzyletniego kontraktu z Servette, oferty przedłużenia nie było. Władze klubu pożegnały go godnie, co nie znaczy, że przykre wspomnienia, obelgi i szyderstwa poszły zupełnie w niepamięć. To dlatego aplauz, jakiego doświadczył po golu dla Wisły ze strony krakowskich kibiców, był dla niego tak ważny.

— Czułem się niesamowicie, gdy kibice skandowali moje imię. Poczułem z ich strony ogromne wsparcie. Wierzę, że się odwdzięczę kolejnymi golami — mówi.

O tym, że nie będzie łatwo spełnić taką obietnicę, przekonał się we wtorkowym (1 września) meczu Pucharu Polski. Z Odrą Opole zagrał słabo, a Wisła odpadła z rozgrywek. O kolejne występy w składzie, w którym zadomowili się Rodado i Jordi Sanchez, będzie musiał stoczyć ciężką walkę.