Dane Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) wskazują, że polska edukacja ma się bardziej niż źle. Najłatwiej obwinić za to media społecznościowe i rozwój sztucznej inteligencji, ale wpływ rzeczywistości cyfrowej jest ledwie wierzchołkiem tej lodowej góry. Problem tkwi także w wysokości i sposobie wydawania środków na edukację szkolną i akademicką. Poza tym reform wymaga też podejście do samego procesu uczenia się — w szkole, na uczelni i w całym dalszym życiu.

Nie ma chyba lepszego momentu niż rozpoczynający się właśnie rok szkolny, by o tym dyskutować, ale punktem zapalnym okazała się opublikowana jeszcze w wakacje publikacja brytyjskiego tygodnika „The Economist”. Dziennikarze, powołując się na dane OECD z 2024 r., wskazali, że młodzi dorośli radzą sobie z nauką gorzej, niż „nam się wydawało” i wszędzie.

Logo

Czytaj nas częściej w Google

Dodaj w Google

Nad Wisłą szczególnie alarmujący okazał się fakt, że co piąty polski student wykazuje umiejętności czytania i pisania nie wyższe od tych, których oczekuje się od 10-latka. W przypadku kompetencji matematycznych — aż 15 proc. respondentów (osób poniżej 35. roku życia, które w momencie badania studiowały) zatrzymało się na poziomie czwartej klasy szkoły podstawowej. Czy to znak, że jesteśmy świadkami intelektualnej zapaści młodego pokolenia?

Nie chodzi tylko o AI

Alicja Pacewicz, działaczka społeczna i oświatowa, współzałożycielka i ekspertka Centrum Edukacji Obywatelskiej i Fundacji „Szkoła z Klasą” oraz koordynatorka merytoryczna sieci „SOS dla Edukacji” mówi, że „problem jest realny, a z wynikami badań trudno dyskutować”. Podkreśla jednak, że jego źródeł należy upatrywać zarówno po stronie szkół i uczelni wyższych, jak i zmian kulturowo-społecznych, a temat pogarszającego się stanu wiedzy studentów nie jest całkowicie nowy. Wzbudzał dyskusje od lat. Po prostu długo nie był szczegółowo badany.

— Warto zwrócić uwagę na ostatnią edycję Międzynarodowego Badania Umiejętności Dorosłych (PIAAC) w Polsce, które wyglądają wręcz dramatycznie. Zaliczyliśmy spadek o 31 punktów w czytaniu i o 21 w matematyce między 2012 a 2023 r. Wygląda to niepokojąco, a równocześnie rodzi wątpliwości. Sam Instytut Badań Edukacyjnych, który te badania przeprowadzał, zastrzega, że wyniki mogą być niedoszacowane ze względu na „niskie zaangażowanie respondentów”. Część osób po prostu nie dokończyła zadań lub w ogóle do nich nie podeszła, nie miała chęci ani motywacji, by na to poświęcić czas — podkreśla ekspertka, przypominając, że w innych badaniach przeprowadzonych w ramach Programu Międzynarodowej Oceny Umiejętności Uczniów (PISA), w latach 2012-2018 polscy 15-latkowie należeli do światowej czołówki.

— Ci sami ludzie poszli na studia i nagle całkowicie przestali umieć czytać ze zrozumieniem czy rozwiązywać problemy matematyczne? To się nie składa w logiczną całość, dlatego mam wątpliwości co do tego, czy faktycznie aż 20 proc. z nich prezentuje poziom szkoły podstawowej — mówi ekspertka, jednocześnie komplikując te rozważania odnotowanymi dużymi spadkami w uczniowskich osiągnięciach po pandemii. Wciąż jednak jesteśmy jako kraj wysoko w rankingach, a te osoby, które osiągnęły słabsze wyniki, dopiero idą na studia i ich badania PIAAC nie objęło. Co zatem wiemy na pewno?

Z innego raportu, przygotowanego przez Higher Education Polic Institute, na który już rok temu powoływał się z kolei brytyjski dziennik „The Guardian”, wiadomo, że obecnie prawie 92 proc. studentów korzysta w jakiejś formie z generatywnej sztucznej inteligencji, co stanowi wzrost w porównaniu z 66 proc. w roku poprzednim.

— Nie jest ona problemem sama w sobie. To doskonałe narzędzie, które powinno być mądrze wykorzystywane w edukacji. Obserwujemy jednak zjawisko „zamrażania” deficytów. Kiedyś, gdy student czegoś nie rozumiał, musiał się z tym zmierzyć, powtórzyć to, czego nauczył się w liceum, poprosić o pomoc prowadzącego zajęcia, wyćwiczyć nowe umiejętności. Dziś generatywna sztuczna inteligencja pozwala te braki ukryć — mówi Alicja Pacewicz.

Do tego musimy dorzucić stale pogłębiające się problemy z utrzymaniem uwagi i koncentracji, które potęgują social media oraz godziny spędzone przed ekranem telefonu. Tzw. screen time polskich nastolatków nie należy do niskich. Z raportu „Nastolatki 3.0” NASK — Państwowego Instytutu badawczego wynika, że młodzież spędza online średnio 4 godziny i 59 minut dziennie w dni powszednie oraz 5 godzin i 16 minut w weekendy. Efekt?

— Zanika potrzeba używania kompetencji językowych czy matematycznych nabytych w szkole, bo w codziennym funkcjonowaniu, gdzie czyta się głównie krótkie teksty, streszczenia, posty i SMS-y, nie są one ćwiczone. Z niemal każdą umiejętnością jest tak, że gdy przestajemy jej używać, po prostu zanika. Tam samo z czytaniem ze zrozumieniem czy matematycznym rozumowaniem — komentuje Alicja Pacewicz.

Nauka „na pamięć” i „pod sprawdzian”

Kiedy przyjrzymy się danym o zdawalności matur, które od 2023 r. wynoszą ponad 80 proc., możemy wnioskować, że stan wiedzy wkraczających w dorosłość młodych jest dobry. Jednak tutaj pojawia się pytanie: na ile możemy tego typu liczby traktować jako miarodajne?

— Moim zdaniem polska szkoła sprawnie działa jako mechanizm przygotowujący do egzaminów i rozwiązywania rutynowych, ustrukturyzowanych zadań. Gorzej radzi sobie jednak z problemami niestandardowymi, wymagającymi przeniesienia umiejętności z jednego przedmiotu na drugi oraz umiejętnościami przekrojowymi, takimi jak krytyczne korzystanie z informacji i kreatywne myślenie, rozpoznawanie i rozwiązywanie problemów, a także współpracą i komunikacją, na przykład prezentowaniem swojego toku myślenia, czy formułowaniem wniosków — tłumaczy Pacewicz.

Zasada „zakuć, zdać i zapomnieć” to raczej wyraz uczniowskiego pragmatyzmu, a nie jakiejś wrodzonej niechęci polskich dzieci i nastolatków do nauki. Do tego skłania z jednej strony ogrom wiadomości do opanowania na wszystkich przedmiotach, a także sposób weryfikacji wiedzy. Sprawdziany w dużej mierze opierają się na tzw. pamięciówce, czyli wzorach, datach, formułkach, definicjach pojęć. Szkoła częściej wymaga rozwiązywania rutynowych zadań czy pisania wypracowań „pod klucz”, zamiast krytycznego i logicznego myślenia.

— Uczymy się bardzo szczegółowych rzeczy, na przykład z chemii czy historii, które w głowach nie łączą nam się z niczym ważnym i ciekawym. Trudno więc się dziwić, że szybko zaczyna się naturalny proces „wygaszania” wiedzy nieużytecznej życiowo — punktuje specjalistka i dodaje, że taki system nie buduje motywacji młodych ludzi do nauki.

— W badaniach PISA najbardziej niepokojące dla mnie wyniki dotyczą motywacji. Jeśli tylko 26 proc. polskich 15-latków deklaruje, że lubi uczyć się w szkole nowych rzeczy, to jest to fatalna wizytówka naszej szkoły — najgorszy wynik w całej Unii Europejskiej. Polska szkoła nie jest miejscem, w którym rodzi się ciekawość, motywacja do poznawania nowych rzeczy, stawiania pytań i gdzie zdobywa się uniwersalną, ponadprzedmiotową umiejętność uczenia się i rozwoju. Wydaje nam się czasem, że homo sapiens jest z natury istotą uczącą się i to wystarczy. Tymczasem w XXI w. nadmiaru informacji i niedostatku uwagi, którą kradną nam ekrany telefonów i feedy mediów społecznościowych, uczenie się to wymagająca ćwiczenia i determinacji, konkretna i jednocześnie złożona kompetencja. Składają się na nią między innymi obserwowanie, co mi pomaga, a co przeszkadza się uczyć, rozpoznawanie własnych trudności, radzenie sobie z nimi i szukanie pomocy, zadawanie sobie pytań, czego jeszcze nie wiem i jak mogę się tego dowiedzieć, no i co z tą wiedzą mogę dalej zrobić — mówi nasza rozmówczyni.

Z wiekiem nie jest lepiej, co potwierdza to raport Instytutu Badań Edukacyjnych (IBE) z 2025 r. zatytułowany „Uczenie się dorosłych w Polsce”. Dowiadujemy się z niego, że zaledwie 21 proc. dorosłych Polaków w wieku 25-65 lat w ciągu roku poprzedzającego badanie wzięło udział w jakiejkolwiek zorganizowanej formie edukacji. To jeden z najniższych wyników wśród 13 krajów objętych analizą. Stan czytelnictwa również podsuwa niezbyt optymistyczne refleksje.

W 2025 r. ubiegłym roku 41 proc. osób powyżej 15. r. ż. sięgnęło po co najmniej jedną książkę. To wprawdzie nie jest zły wynik, ale bardziej niepokoi fakt, że czytelnictwo wyraźnie spada po zakończeniu nauki. Najwięcej czytają uczniowie w wieku 15-18 lat.

Zdaniem Alicji Pacewicz pokutuje szkodliwe przeświadczenie, że do nauki czegoś nowego trzeba mieć wrodzony talent. Polska szkoła w oczach uczniów nie jest miejscem, które oferuje wiarę w możliwość rozwoju czy w to, że zdobywana na lekcjach wiedza jest użyteczna. Dodatkowo rzadko kiedy daje poczucie sprawczości i wpływu na to, czego i jak można się uczyć. Te problemy próbuje adresować rządowa, wchodząca w życie 1 września 2026 r. reforma „Kompas Jutra”, w której Pacewicz pokłada nadzieję, ale jednocześnie podkreśla, że cykl inicjowanych zmian to dopiero początek dłuższego procesu.

Uczelnia uczelni nierówna

Co dzieje się po skończeniu szkoły średniej? Wskaźnik skolaryzacji (czyli odsetek osób uczących się obliczany w stosunku do liczby ludności) na kolejnym etapie edukacji utrzymuje się w Polsce od lat na stosunkowo wysokim poziomie. Według stanu z końca grudnia 2025 r. na uczelniach w Polsce kształciło się prawie 1323 tys. osób, czyli o niemal 43 tys. więcej niż rok wcześniej.

Nie bez znaczenia jest tu niski próg wejścia na uczelnie. Problemem nie jest jednak masowość studiowania, lecz nierówna jakość kształcenia — zwłaszcza na studiach niestacjonarnych — oraz zbyt wczesne zawężanie specjalizacji na poszczególnych kierunkach, z pominięciem zajęć utrwalających i pogłębiających kompetencje uniwersalne, które w związku z tym zanikają.

— Wystarczy minimalnie zdać maturę, opłacić czesne, wziąć udział w kilku zjazdach i zaliczyć zajęcia prowadzone zdalnie. Wszystko to odbywa się równocześnie z pracą zarobkową, do której, oczywiście, młodych ludzi zmusza trudna sytuacja ekonomiczna. Gdy jednak okazuje się gdy ponad 1/3 polskich studentów kształci się niestacjonarnie, pojawia się problem. Przy braku bezpośredniego kontaktu z prowadzącymi, dyskusji seminaryjnych czy zajęć warsztatowych na żywo, poziom kompetencji nie tylko nie rośnie, ale nawet powoli spada. Zamiast prawdziwego studiowania jest włączanie wykładu „w tle”, pośpieszne zaliczanie zadań i pisanie prac bez głębszej refleksji, często z użyciem AI. Takie studia stały się po prostu produktem ukierunkowanym na wydanie dyplomu, co zresztą często pasuje obu stronom — i tym uczelniom, dla których to jest główne źródło finansowe, no i niestety także studentom — zauważa Pacewicz.

Uczelnie prywatne ze studiami w trybie zdalnym, jak podkreśla ekspertka, wypełnia również próżnię wynikającą z niedofinansowania uczelni publicznych oraz niedostatecznej liczby miejsc na studiach stacjonarnych.

— Drugą kwestią jest wczesna, posunięta do przesady specjalizacja. Idąc na kierunek humanistyczny, student ma pewność, że nie będzie musiał niczego liczyć. Odwrotnie na kierunkach ścisłych — tam studenci rzadko kiedy muszą napisać pracę argumentacyjną czy przeczytać skomplikowany tekst popularnonaukowy. Na uczelniach anglosaskich funkcjonuje tzw. core curriculum, czyli obowiązkowy zbiór kursów z krytycznego czytania, pisania oraz podstaw matematyki i statystyki, niezależnie od kierunku studiów. To sensowne i potrzebne rozwiązanie. Zamiast narzekać: „moi studenci są beznadziejni z matematyki” albo „nie potrafią czytać ze zrozumieniem złożonych tekstów” uczelnie powinny przypomnieć i/lub pogłębić te obszary wiedzy i umiejętności, których studentom brakuje. Nie ma innej drogi — podkreśla nasz rozmówczyni. Mimo poważnych wyzwań patrzy na przyszłość oświaty z nadzieją.

— Pewnych procesów technologicznych i kulturowych nie zdołamy zatrzymać, ale polską szkołę da się naprawić. Jestem o tym przekonana. Wymaga to jednak zmiany myślenia o procesie nauczania i uczenia się: odejścia od rozwiązywania szablonowych zadań pod sprawdzian czy egzamin na rzecz myślenia problemowego, stawiania pytań, rozumienia zależności czy formułowania wniosków, także z wykorzystaniem pracy projektowej i zespołowej. Wierzę w polskich nauczycieli i nauczycielki. Uważam, że są w stanie tak uczyć, a tysiące z nich od wielu lat już tak pracuje. Powinni jednak zdecydowanie więcej zarabiać i być bardziej doceniani, by móc czerpać satysfakcję ze swojej pracy i budować motywację oraz gotowość do uczenia się przez całe życie, także po zdaniu matury czy uzyskaniu dyplomu — apeluje Alicja Pacewicz.

Autor: Natalia Żelazowska