Czarodziej Lecha Poznań założył pelerynę-niewidkę. Trener ocenił jego dyspozycję - Zdjęcie główne

Autor: Kacper Paterski | Opis: Piłkarz Lecha szuka sposobu na ustabilizowanie swojej formy.

Luis Palma niczym piłkarski kameleon w Lechu Poznań

Luis Palma na przestrzeni ostatniego roku pokazał, że w Lechu Poznań jego forma potrafi przypominać sinusoidę. Honduranin zaliczył rewelacyjny początek sezonu 2025/26, a momentami wyglądał jak piłkarz z innej galaktyki. Wizytówką jego gwiazdorskich umiejętności technicznych, boiskowej magii oraz odpowiedzialności godnej prawdziwego lidera był naturalnie pamiętny mecz z Rapidem Wideń w Lidze Konferencji. Zaliczył wtedy gola i dwie asysty, pełniąc rolę czołowego atakującego swojej drużyny. 

W samej Ekstraklasie w rundzie jesiennej zdobył cztery gole i cztery asysty, a w Lidze Konferencji dwa trafienia oraz trzy decydujące podania. Tworzenie efektownych kompilacji jego boiskowych zagrań, internetowe akcje zbiórki funduszy na Honduranina oraz zasypywanie social-mediów postami na temat obowiązkowego wykupu Luisa Palmy stały się hobby kibiców Kolejorza. Nie można się było jednak temu dziwić: 14 meczów w Ekstraklasie, sześć w Lidze Konferencji, dwa w kwalifikacjach do Ligi Europy i trzy do Ligi Mistrzów z łącznie 1522 minutami na liczniku czyniły go graczem fundamentalnym dla Lecha Poznań. 

Jednak tak jak Palma rozkochał w sobie kibiców swoim piłkarskim kunsztem i niesamowitą paletą zagrań, tak na początku 2026 roku w meczach wyglądał jakby doznał piłkarskiej amnezji. Jego efektywność spadła do zera, a dotychczasowe nieomylne zagrania zawodnika przestały się sprawdzać. Jedna asysta z KuPS Kuopion była wszystkim, co Palma mógł zaoferować swoim kibicom od stycznia do początku kwietnia.

Fani w tym czasie snuli różne teorie, co stało za tym, że Honduranin tak nagle się załamał: zmęczenie nadmiarem meczów, kompromitująca utrata szans na mundial przez Honduras, hejt w jego kraju, a może ciężar presji związany z ważącymi się losami jego piłkarskiej przyszłości? Niezależnie od tego, jakie były tego faktyczne przyczyny, Luis Palma gasł w zastraszająco szybkim tempie – przestał być decydujący w ataku Lecha, a momentami nawet unikał odpowiedzialności za przebieg akcji. Z gwiazdy ligi, niosącej Lecha Poznań na barkach do zwycięstw, przeistoczył się ku zdumieniu wszystkich w zahukanego, etatowego rezerwowego.

Gwiazdor Lecha stracił gen boiskowego egzekutora

Jednak nawet i w takiej sytuacji piłkarz krok po kroku pracował na odzyskanie dawnej pozycji. Od 12 kwietnia zaczął się jego powrót do wielkiej formy, który dobitnie wyraził wynik pięciu goli w siedmiu ostatnich meczach i dwie asysty. To jemu Lech Poznań mógł zawdzięczać remis z Arką Gdynia, zwycięstwo z Radomiakiem Radom, zwycięstwo z Pogonią Szczecin i remis z GKS-em Katowice. Piłkarz odegrał decydującą rolę w czterech newralgicznych meczach decydujących o mistrzostwie.

Poznań wtedy na nowo przypomniał sobie wtedy o wielkości tego gracza, a szala znów zaczęła mocniej przechylać się na stronę wykupu Honduranina. Tak też się stało, a wynik w sumie 12 goli i 10 asyst pokazywał, że jeżeli piłkarzowi uda się utrzymać znakomitą dyspozycję, to może faktycznie zdominować ligę. Problem w tym, że w jego przypadku zdaje się, że znowu tego lata powróciliśmy do punktu wyjścia, mówiąc o problemie wahającej się formy Honduranina. 

Aktualne statystyki mówią jasno: Palma jako skrzydłowy przegrywa znaczną część pojedynków i nie daje sobie rady z dryblingami. Tymczasem to właśnie w ten sposób rok temu zachwycał trybuny, a przede wszystkim tworzył ogromne zagrożenie na połowie rywali. Jednym zwodem, jedną założoną „siatką”, jednym szybszym dotknięciem piłki potrafił otworzyć grę i sprawić, by zespół przeciwników znalazł się w ogromnych tarapatach. Tymczasem teraz brakuje mu przede wszystkim kontroli nad futbolówką. Przeciwnicy zdecydowanie zbyt łatwo odbierają mu piłki w trakcie pojedynków biegowych i cechują się coraz częstszą nieomylnością przy odbiorach w pojedynkach. W starciach z nim różnicy nie robi już technika, co bardziej fizyczność zawodnika.

Aby nie być gołosłownym, warto tu przytoczyć liczby z samej PKO BP Ekstraklasy. 0,65 udanych dryblingów na ledwie 28% skuteczności, ledwie 2.6 wygranych pojedynków na 33% skuteczności na 90 minut. Dla porównania w całym poprzednim sezonie PKO BP Ekstraklasy Palma potrafił mieć dwa wykonane dryblingi na mecz przy 65% skuteczności. Wygrywał też średnio 4,3 pojedynku na mecz na 51%. Z kolei teraz nawet w kwalifikacjach do Ligi Europy w przypadku pierwszej statystyki mamy proporcje 0,65 do 33% oraz trzy wygrane pojedynki na 50% skuteczności. A rywale nie byli z najwyższej półki. 

Problemem Honduranina niespodziewanie stała się też skuteczność jego strzałów. Słynący do niedawna z bramek wyłącznie pięknej urody z bardzo trudnych pozycji, Palma coraz częściej wywołuje szum na stadionie marnowanymi „setkami” w dogodnych sytuacjach. Przykłady? Sytuacja z 58. minuty w meczu z Jagiellonią, pudło z 11 metrów przy Bułgarskiej przeciwko Aarhus, strzał w bramkarza przeciwko Piastowi. Oczywiście faktem jest, że każdy może się mylić, ale w przypadku Palmy to już robi się nagminne.

Boiskowy altruizm i pomoc innym. To cechuje „przyjaznego Honduranina z sąsiedztwa”

Należy być jednak uczciwym i docenić to, że piłkarz po 12 meczach zapewnił sobie cztery asysty, czym podwoił swoje zdobycze z tego samego etapu w zeszłym sezonie. Przy każdym ze swoich decydującyh podań pokazał, że jego dośrodkowania są prawdziwymi perełkami i potrafią dać bardzo wiele Lechowi Poznań. Jego altruizm i umiejętne szukanie podań na głowy partnerów to coś, co stanowiło o jego największych atutach w poprzednim sezonie.

Statystyki w kontekście jego umiejętności rozegrania w Ekstraklasie świecą się na zielono. Piłkarz tworzy obecnie 2,27 sytuacji strzeleckiej na mecz swoim kolegom i ma tyle samo udanych dośrodkowań. Jego expected assists wynosi 0,32 na mecz, co też dobitnie wskazuje na to, że wywiązuje się z zadań, mając ich łącznie dwie. Widać to także przy jego stylu gry, gdzie bardziej niż na agresywnym wchodzeniu w pole karne i samodzielnym decydowaniu o przebiegu akcji, decyduje się na szukaniu innych opcji do rozegrania z pomocą kolegów. 

Forma Luisa Palmy jest sprawą dyskusyjną, bowiem piłkarzowi z jednej strony daleko jest do gwiazdorskiego poziomu, do którego nas przyzwyczaił rok temu, ale z drugiej strony błędem jest mówić, że gracz ten nic nie wnosi do gry swoją obecnością. Niels Frederiksen sam był pytany po meczu z Jagiellonią Białystok, jak zamierza ustosunkować się do dyspozycji swojego piłkarza i czy zgadza się z tym, że ten znów znajduje się pod kreską formy. 

– Luis miał bardzo wysokie liczby w poprzednim sezonie. Często też rozmawialiśmy wcześniej na temat Walemarka, a wielu kibiców nie mogło zrozumieć tego, dlaczego on w poprzednim sezonie nie mógł zdobywać goli. Teraz robi to praktycznie w każdym meczu. Każdy ma wzloty i upadki, ale Luis wciąż jest bardzo ważnym piłkarzem – notuje asysty i kreuje nam wiele okazji strzeleckich. Dzisiaj też sam miał okazję, której nie wykorzystał, ale nie jest to coś, co mnie martwi, bo wierzę, że karta się odwróci i zacznie strzelać częściej. Nie jest w najwyższej formie, z której go znamy chociażby z ostatniej części poprzedniego sezonu, kiedy grał na bardzo wysokim poziomie, ale tak już jest. Wierzę, że powróci do swojej najwyższej dyspozycji – dzielił się spostrzeżeniami Niels Frederiksen.

Słowa Nielsa Frederiksena dość dobitnie wskazują na to, że efektowność często przysłania boiskową efektywność, której Luisowi Palmie nie brakuje. Oczywiście, trudno nie prezentować krytycznego podejścia, widząc kolejny przegrany pojedynek, kolejną łatwo straconą piłkę podczas dryblingu czy niesamowite pudło, ale równocześnie warto też spojrzeć na dyspozycję piłkarza nieco szerzej.

Nie ma wątpliwości co do tego, że bez jego wizji gry, dzielenia się piłką, właściwej decyzji w rozegraniu oraz ogromnej woli walki, determinacji i ciężkiej pracy w pressingu, ostatnie mecze mogłyby wyglądać zupełnie inaczej pod względem wyników.

Michał Korek

Miłośnik piłki nożnej i fan koszykówki. Przygodę z dziennikarstwem zaczął w liceum od założenia podcastu „Calcio Polska”. Na studiach dołączył do redakcji sportowej Radia Meteor i do telewizji uniwersyteckiej Kurier Akademicki. Współtwórca programu „Echo Milanello” na YouTube, redaktor strony Acmilan.com.pl. W 2022 roku zdobył wyróżnienie w XVI edycji międzynarodowego konkursu FanFila w kategorii poezja.