Trzy lata temu te dwie drużyny rywalizowały o złoto mistrzostw Europy. Teraz zmierzyły się ze sobą o rundę wcześniej. Wielu ekspertów sugerowało, że Turczynki wybrały sobie taką drogę – że odpuściły mecz z Polkami, by trafić do tej części drabinki z myślą o ewentualnym finale z Włoszkami. Niezależnie od tego, czy gospodynie rzeczywiście kombinowały, czy też nie, rozpędzone Serbki pragnęły rewanżu za finał z 2023 roku.
Zgodnie z przewidywaniami początek spotkania był pojedynkiem na linii Melissa Vargas – Tijana Bosković. Obie atakujące toczyły ze sobą niejako osobny mecz, gdzieś obok rywalizacji Turcji z Serbią. Zdecydowanie lepiej wyszła na tym turecka siatkarka, a wkrótce do walki dołączyły kolejne zawodniczki. Turczynki wypracowały sobie kilkupunktowe prowadzenie (19:14).
ZOBACZ WIDEO: Nadchodzą zmiany w PKOl. „Prezes Piesiewicz stracił zdolność do pełnienia tej funkcji”
Pierwszy set nie obfitował w dobrą grę defensywną. Obie drużyny atakowały z wysoką skutecznością, a różnica była widoczna przede wszystkim w przyjęciu. W tym elemencie Serbki cierpiały zdecydowanie bardziej i zasłużenie przegrały inauguracyjną odsłonę (25:20).
Na początku drugiego seta byliśmy świadkami ogromnej kontrowersji sędziowskiej. Pani arbiter podjęła decyzję niezgodną z przepisami, co artykułowały Serbki oraz trener Zoran Terzić. Wiadomo jednak, że o przyznaniu się do błędu przez sędziego nie ma mowy – długa kłótnia siedziała w głowach Serbek, Turczynki od razu odskoczyły (8:3), a trener Terzić natychmiast zdecydował się na aż cztery zmiany.
Serbki znowu zdołały wrócić do walki w tym secie (14:13). Turecka rozgrywająca zaczęła natomiast częściej uruchamiać grę środkiem. Gospodynie prezentowały solidny, dobry poziom, ale przede wszystkim miały zdecydowanie mniej wahań w swojej grze. Serbki z kolei przeplatały momenty świetne z kiepskimi. Wystarczył tylko jeden skończony atak z dwunastu Vargas, by Turczynki utrzymały kontrolę nad spotkaniem. Rywalki popełniały proste błędy, a to zdecydowanie nie był dzień Tijany Bosković, która nie przypominała samej siebie z poprzednich meczów. Turczynki bez większych problemów wygrały tę partię 25:19.
Niesione dopingiem tysięcy kibiców na hali w Stambule reprezentantki nie pozwalały rywalkom na złapanie rytmu. Od początku trzeciej odsłony nałożyły presję z pola serwisowego. Bardzo kiepsko wyglądała w tym spotkaniu serbska rozgrywająca, która zupełnie nie miała pomysłu na prowadzenie gry – w przeciwieństwie do tureckiej (10:3).
Gospodynie wiedziały już, że koniec jest nieunikniony – od tego momentu grały już spokojnie i kontrolowały przebieg seta. Kiedy Serbki za sprawą Aleksandra Uzelac zbliżyły się na cztery punkty, trener Daniele Santarelli natychmiast poprosił o czas i przypomniał swoim podopiecznym jaka jest stawka, i że ten mecz trzeba zakończyć jak najszybciej – tak też zrobiły (25:20).
Mistrzostwa Europy 2026 kobiet
Turcja – Serbia 3:0 (25:20, 25:19, 25:20)
Turcja:
Erdem, Sahin, Aydin, Gunes, Vargas, Baladin, Ozge (libero) oraz Yatgin;
Serbia:
Ognjenović, Uzelac, Popović, Bosković, Ivanović, Kurtagić, Jegdić (libero) oraz Gocanin (libero), Tica, Cajić, Mirković.