Faworyt tego spotkania wydawał się oczywisty. Mało kto przed meczem wierzył w końcowy sukces gości, zwłaszcza po świetnym występie miejscowych przeciwko mistrzom Polski w czternastej kolejce.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Jan Krzystyniak otwarcie przyznaje, że sam miał ogromne obawy o dyspozycję Falubazu.

Logo

Czytaj nas częściej w Google

Dodaj w GoogleGigantyczny potencjał Falubazu i koniec absurdalnych wymówek

Były szkoleniowiec podkreśla, że przed spotkaniem każdy ekspert stawiał na Gorzowian, którzy na domowym torze potrafią dominować. Porażka gospodarzy wywołała lawinę usprawiedliwień, z którymi stanowczo rozprawia się Krzystyniak.

— Teraz oczywiście zaczynają się dyskusje. Kibice zastanawiają się nad słusznością roszad taktycznych, potencjalną pomocą plandeki dla Zielonej Góry oraz wpływem opadów deszczu na obraz spotkania. Zawsze będziemy się czegoś doszukiwać. Taka już jest natura żużla. Ja zawsze powtarzam jedno: całą czarną robotę wykonują zawodnicy. Nieważne, czy była plandeka, czy padał deszcz, czy tor był taki, czy inny. W pewnym momencie wychodzi po prostu wartość zawodnika. Wczoraj ta wartość po stronie zielonogórskiej była naprawdę ogromna — analizuje ekspert Przeglądu Sportowego Onet.

Dobra postawa gości obnażyła jednak pewien paradoks. Falubaz ma gigantyczny potencjał, co budzi ogromną frustrację wśród kibiców, którzy musieli drżeć o utrzymanie drużyny aż do samego końca rozgrywek.

— Kibic zielonogórski może być wręcz wściekły. Nie dlatego, że jego drużyna wygrała, tylko dlatego, że ci zawodnicy pokazali wczoraj, na co ich stać. Człowiek zaczyna się głośno zastanawiać, dlaczego ci panowie nie pokazywali takiej dyspozycji przez cały sezon. Przecież ta drużyna była zagrożona spadkiem. Wczoraj pojechała na niezwykle trudny teren i nagle ci sami zawodnicy potrafili zniwelować osiem punktów straty w połowie zawodów. Gorzów miał przewagę, wydawało się, że kontroluje spotkanie, a mimo to Zielona Góra krok po kroku tę przewagę odrabiała — zaznacza stanowczo Krzystyniak.

Dramat finansowy i sportowy w Gorzowie Wielkopolskim

Zielonogórzanie osiągnęli swój cel, ale dla pokonanych oznacza to prawdziwą katastrofę. Jeśli Gorzowianie pokonają Krono-Plast Włókniarz, będą zmuszeni walczyć w barażu. Brak bezpośredniego utrzymania to również potężny cios w finanse borykającego się z problemami ośrodka.

— To była walka o utrzymanie. Dla jednego i dla drugiego klubu konsekwencje tego wszystkiego byłyby ogromne. Dla gorzowskiej Stali ta walka o utrzymanie może kosztować naprawdę bardzo drogo. Mówi się przecież o ogromnych pieniądzach. Problem jest podwójny, ponieważ nie ma wyniku sportowego, a jeszcze trzeba będzie zapłacić bardzo wysoką cenę za sezon, który dla Gorzowa przez końcówkę okazał się kompletnym rozczarowaniem — podsumowuje były trener.