Jeszcze niedawno zachwycaliśmy się serią zwycięstw Chicago Fire, a teraz liczymy tej drużynie mecze bez wygranej (już cztery). Sobotnie spotkanie z Toronto FC w 24. kolejce Major League Soccer zakończyło się remisem 4:4. W 63. minucie ze swojej bramki cieszył się Robert Lewandowski. Wydawało się, że będzie to trafienie na wagę kompletu punktów, jednak przyjezdni wypuścili prowadzenie z rąk w samej końcówce.
Polak nie rozgrywał wybitnego spotkania, natomiast w tej konkretnej sytuacji wywiązał się należycie ze swojej roli. Philip Zinckernagel zagrał w pole karne, Maren Haile-Selassie przepuścił piłkę, a Lewandowski nie pomylił się z pięciu metrów (—-> ZOBACZ).
Dla „Lewego” była to natomiast szósta bramka dla Chicago Fire. I jednocześnie piąte trafienie w Major League Soccer.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Wiek to tylko liczba! Taką bramkę zdobył 40-latek
Paradoks tego meczu polega na tym, że wcale nie stał na jakimś wybitnym poziomie. Nie oglądaliśmy wielu dogodnych szans, a padło aż osiem bramek. Trzy z nich zdobył Josh Sargent.
Strzelanie rozpoczął w 13. minucie Haile-Selassie, ale odpowiedź gospodarzy była błyskawiczna – Sargent wykorzystał świetne podanie Djordje Mihailovicia, ośmieszył Jacka Elliotta w polu karnym i uderzył nie do obrony. Podobnie było po krótko rozegranym rzucie rożnym przez ekipę z Kanady – Sargent dopadł do futbolówki i dokonał egzekucji.
O sporym szczęściu mógł mówić Sam Rogers, który w końcówce pierwszej połowy powinien być usunięty z boiska. Sędzia Tori Penso była jednak wobec niego bardzo pobłażliwa i nie ukarała go drugą żółtą kartką. Trener Berhalter na drugą połowę tego zawodnika już nie wypuścił. Przeczuwał, co może się wydarzyć.
A działo się sporo, choć – na szczęście – z piłkarskiego punktu widzenia. Zwrotów akcji było mnóstwo. Na początku drugiej połowy do wyrównania doprowadził… Walker Zimmerman, który interweniował tak niefortunnie, że trafił do własnej bramki. Chwilę później hat-tricka skompletował Sargent (chirurgiczna precyzja przy strzale zza pola karnego).
Jednak później Chicago Fire zadało dwa ciosy w pięć minut. Najpierw trafił (po raz drugi) Haile-Selassie, a po chwili z gola cieszył się Lewandowski.
Ostatnie słowo należało jednak do gospodarzy – w doliczonym czasie gry pięknego gola strzelił rezerwowy Derrick Etienne Jr.
Toronto FC – Chicago Fire 4:4 (2:1)
0:1 Maren Haile-Selassie 13′
1:1 Josh Sargent 27′
2:1 Josh Sargent 38′
2:2 Walker Zimmerman (s.) 49′
3:2 Josh Sargent 54′
3:3 Maren Haile-Selassie 58′
3:4 Robert Lewandowski 63′
4:4 Derrick Etienne Jr. 90+2′
Składy:
Toronto: Luka Gavran – Richie Laryea, Walker Zimmerman, Benjamín Kuscević, Matheus Pereira (55′ Jackson Gilman) – Markus Cimermancić (79′ Emilio Aristizabal), Djordje Mihailović (79′ Derrick Etienne Jr.), Alonso Coello – Theo Corbeanu (64′ Lewis Morgan), Josh Sargent, Daniel Salloi.
Chicago: Chris Brady – Jonathan Dean, Sam Rogers (46′ Noah Allen), Jack Elliott, Andrew Gutman – Anton Saletros, Dje D’Avilla (77′ Mauricio Pineda), Maren Haile-Selassie (77′ Sergio Oregel) – Philip Zinckernagel (89′ Johan Gomez), Robert Lewandowski, Puso Dithejane (64′ Robin Lod).
Żółte kartki: Cimermancić, Kuscević (Toronto) oraz Rogers, Lod (Chicago).
Sędzia: Tori Penso.