Polki odbiły się od ściany w półfinale mistrzostw Europy kobiet w piłce siatkowej. Choć trzecia partia padła łupem podopiecznych Stefano Lavariniego, pozostałe zakończyły się wyraźnymi porażkami (19:25, 19:25 i 16:25).
Trudno jednak winić Biało-Czerwone za taki stan rzeczy, bo skrzyżowały się drogi drużyn o skrajnie odmiennym potencjale.
– Nie chodzi o to, by umniejszać naszym dziewczynom, ale trzeba jasno podkreślić, że to nie jest poziom Włoszek. Przede wszystkim mówimy o zespołach, które są w zupełnie innych miejscach, biorąc pod uwagę proces budowy. Nawet jeśli jesteśmy w stanie konkurować z tak silną drużyną w pojedynczej partii, nie utrzymamy ich rytmu przez cały mecz. To kosztuje zbyt wiele sił. Nie mamy na to jeszcze gotowych schematów. Drużyna musi się dotrzeć – mówi w rozmowie z WP SportoweFakty Ireneusz Mazur były trener reprezentacji Polski w piłce siatkowej mężczyzn.
ZOBACZ WIDEO: Tego nie było w telewizji. Polki pokazały kulisy awansu
To jeszcze nie etap, by eliminować Włoszki z wielkich turniejów
Polki jednak dały krótką nadzieję na sprawienie niespodzianki w pojedynku z Włochami, właśnie za sprawą trzeciego, wygranego seta 25:21. To jednak tylko podrażniło wyżej notowane rywalki.
– Przede wszystkim mówimy o drużynie kompletnej, mającej określoną koncepcję. Włoszki jej ściśle przestrzegały. Przygotowane warianty pozwalają zaoszczędzić wiele sił. Dzięki temu na przykład mniej biega się po parkiecie i można zaoszczędzoną energię spożytkować inaczej. Nie można też uciekać od potencjału kadrowego. Mówimy o indywidualnościach z najwyższej półki, jak Paola Egonu, Jekaterina Antropowa albo Miriam Sylla, czy Alessia Orro – wylicza Mazur.
W sieci od kilku dni krążyły rozmaite komentarze, sugerujące, że Turczynki odpuściły piątego seta z Polkami, by uniknąć Włoszek w półfinale. Debatowano, czy zwycięstwo podopiecznych Lavariniego było w pełni fortunne. Mazur rozwiał wszelkie wątpliwości.
– Abstrahując od tego, że wkalkulowana porażka nigdy nie jest zgodna z duchem sportu i tak się po prostu nie robi, ja rozpatruję całą sytuację w inny sposób. Taki triumf dał naszym dziewczynom mentalnego kopa. W przyszłości, zwłaszcza w newralgicznych momentach, będą sobie przypominały, że ekipy pokroju Turcji można pokonać. To ważne z perspektywy psychomotorycznej. Odpuszczać jakiś mecz, by potem wylosować lepiej? Po pierwsze, najpierw trzeba awansować do takiego półfinału, po drugie, jestem przeciwnikiem podobnych rozważań – bez cienia wątpliwości stwierdza ekspert.
Mazur stawia na Polki w meczu o 3. miejsce
Przed Biało-Czerwonymi mecz o 3. miejsce z Serbią. Zawodniczki z terenów dawnej Jugosławii nie są aż tak wymagającym przeciwnikiem. Choć również stać je na wiele.
– Z całą pewnością Włoszki i Serbki dzieli pewna różnica klas. Przede wszystkim w przypadku Serbek, ich lata dominacji minęły i kilka lat wcześniej byłyby zdecydowanie groźniejsze. Jedyna większa przeszkoda w moim mniemaniu to doświadczenie. Bardzo cenne na tym etapie. Chodzi o to, żeby szybko dojść do siebie po porażce, zresetować głowy i przystąpić do walki bez dodatkowych obciążeń. Serbkom będzie o to prościej – przyznaje nasz rozmówca.
Zapytaliśmy wprost, o dokładne przewidywania Mazura przed nadchodzącym pojedynkiem. – Tak jak powiedziałem – to bardzo trudny wątek. Gdybym już musiał spróbować podejść do tego czysto logicznie, możliwie najbardziej odcinając się od subiektywnego myślenia… Wskazałbym na Polki po tie-breaku. Ze względu na indywidualności, które mogą przesądzić o losach meczu. Ale to oczywiście nic pewnego. Półfinał już jest wielkim sukcesem. Kibicujemy dalej – podsumowuje Ireneusz Mazur.
Bogumił Burczyk, dziennikarz WP SportoweFakty