„Medaliki” odpadły z europejskich pucharów, mają też na koncie pięć ligowych porażek i zamykają tabelę. Efektem było zwolnienie Dawida Kroczka, którego tymczasowo zastąpił Dawid Szulczek.

Właśnie zmiana na ławce rywali budzi w stolicy Wielkopolski lekki niepokój. – To zawsze wprowadza niepewność w przygotowaniach do meczu. Inna sprawa, że Raków zdążył już rozegrać jedno spotkanie po tych roszadach. Nie przewiduję rewolucji u przeciwnika, zwłaszcza że obowiązki przejął tam dotychczasowy asystent – przyznał Niels Frederiksen.

Przekaz Duńczyka jest jasny. – Nasza mocna stroną to fakt, że nie jesteśmy aż tak zależni od rywala. Bez względu na jego system czy rozwiązania, na które się zdecyduje, i tak skupimy się głównie na sobie – oznajmił.

Opiekun „Kolejorza” uważa, że zamieszanie w sztabie szkoleniowym częściej rodzi problemy niż korzyści. – Zmiany trenerów wiążą się z szukaniem poprawy, ale gdy jest ich za dużo, może się zdarzyć, że bardziej pomogą przeciwnikowi. To oczywiście indywidualna sprawa każdego klubu, jednak na dłuższą metę brak stabilizacji bywa kłopotliwy – dodał Frederiksen.

Wobec koszmarnej postawy Częstochowian, za faworyta niedzielnej potyczki uchodzi mistrz Polski. Dość powiedzieć, że w tabeli oba zespoły dzieli przepaść. Piłkarze ze stolicy Wielkopolski zebrali już 13 pkt., co przed trwającym weekendem dawało im pozycję lidera, zaś ich najbliższy rywal jako jedyny w całej stawce ma zerowy dorobek.

Mecz 7. kolejki PKO Ekstraklasy Lech Poznań – Raków Częstochowa odbędzie się w niedzielę o godz. 17.30.

ZOBACZ WIDEO: To dlatego mecz Lecha został przerwany. Sceny na stadionie