Wokół nowej odsłony „Nigdy w życiu!” w ostatnim czasie narosło sporo emocji. Joanna Jabłczyńska, która nie wcieli się w rolę Tosi, znalazła się w centrum medialnej dyskusji. Jak sama przyznała w „Dzień dobry TVN”, skala całego zamieszania zdecydowanie ją przerosła. — Po pierwsze, mam nadzieję, że to rzeczywiście jest zamknięcie, bo tu było bardzo dużo zwrotów akcji — powiedziała na początku rozmowy.Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideoJoanna Jabłczyńska chciała odwołać wizytę w „Dzień dobry TVN”. Padły mocne słowa
Czytaj nas częściej w Google
Aktorka nie ukrywała, że ostatnie wydarzenia były dla niej wyjątkowo obciążające.
Jestem ostatnio bardzo szczera, więc powiem, że chciałam odwołać dzisiejszą wizytę tutaj, bo jestem tym wymęczona psychicznie, fizycznie i ze wszystkich stron. Kompletnie się nie nadaję na takie historie i zupełnie nie to miałam na celu, żeby coś takiego rozhulać
— przyznała.
Jabłczyńska podkreśliła jednak, że skoro zdecydowała się zabrać głos, musiała również zmierzyć się z konsekwencjami swojej decyzji. — Jak już w to weszłam, to musiałam jakoś z tego wybrnąć, więc mam nadzieję, że to już koniec i cieszę się, że coś dobrego z tego wyszło — dodała.

TVN / Materiały „Na prawach cytatu”
Joanna Jabłczyńska w „DDTVN”
Jednym z pozytywnych efektów całego zamieszania okazała się zbiórka, którą Joanna Jabłczyńska uruchomiła. Aktorka zdradziła w programie, że była to jej pierwsza tego typu inicjatywa i na początku bardzo stresowała się, czy wszystko zrobiła prawidłowo.
— Pierwszy raz zakładałam zbiórkę, robiłam to szybko i przyznam szczerze, że następnego dnia dzwoniłam do organizacji, która organizuje tę zbiórkę, czy na pewno wszystko dobrze zrobiłam, bo się bardzo stresowałam. To poszło tak szybko i w ogóle przerosło moje najśmielsze oczekiwania — opowiadała.

Skala odzewu okazała się dla niej ogromnym zaskoczeniem. Jabłczyńska początkowo wyznaczyła cel na 50 tys. zł. W niedzielę rano na koncie zbiórki znajdowało się już 425 tys. zł. Aktorka zaznaczyła, że właśnie ogromne wsparcie, które otrzymała, było jednym z powodów jej wizyty w „Dzień dobry TVN”.
„Postanowiłam tutaj przyjść, żeby podziękować za taki ogrom wsparcia, który dostałam i który teraz widać na tej zbiórce. I bardzo zachęcam do wzięcia w niej udziału” — zaapelowała.
Marcin Prokop postanowił zapytać aktorkę, czy z perspektywy czasu ponownie zdecydowałaby się opublikować nagranie, od którego rozpoczęło się całe zamieszanie. Odpowiedź Jabłczyńskiej była bardzo osobista. Aktorka zaznaczyła, że w całej sytuacji nie chodziło wyłącznie o nią.
Nie chodzi mi o mnie. Mogę być skreślona w tej branży i nic mi to nie zrobi, bo ja sobie mieszkam 100 km poza Warszawą, mam swoje kury, mam swój ogród, mi tam dobrze. Mi wiele już w życiu nie potrzeba, mam ustabilizowaną sytuację finansową, zawodową i tak dalej
— podkreśliła.
— Mam nadzieję, bo widzę to na szczęście, że z tego coś dobrego po prostu wyjdzie. I nie mówię tu tylko o zbiórce, która jest przewspaniała i to jest ogromna kasa na wspaniałą fundację. Ale też widzę, jakie rozmowy zaczęliśmy. Zostałam wychowana w taki sposób, żeby siedzieć cicho, żeby dziękować za to, co się ma, nie wychylać się i tak dalej. Mam nadzieję, że to się zmieni i po prostu ludzie będą potrafili walczyć o siebie, mówić po prostu prawdę i to, co czują też — podsumowała Joanna Jabłczyńska.

Marcin Gadomski / AKPA
Joanna Jabłczyńska
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. W serwisie Plejada.pl każdego dnia piszemy o najważniejszych wydarzeniach show-biznesowych. Bądź na bieżąco! Obserwuj Plejadę w Google. Odwiedź nas także na Facebooku, Instagramie, YouTubie oraz TikToku.Chcesz podzielić się ciekawym newsem lub zaproponować temat? Skontaktuj się z nami, pisząc maila na adres: plejada@redakcjaonet.pl.