„Czuję się, jakbym wychodził na wojnę” – tak swoje codzienne spacery z psem opisuje mieszkaniec białostockiego osiedla Białostoczek. Mężczyzna mówi, że regularnie spotyka tam psy puszczane bez smyczy, które podbiegają do jego husky. Obawia się, że któregoś dnia jego pies zareaguje ze strachu i zaatakuje.

Mieszkaniec osiedla Białostoczek zwraca uwagę na swoją bezradność związaną z sytuacją, w której psy są wyprowadzane na spacer bez smyczy.

Właściciele psów puszczają je bez smyczy, czują się bezkarni, bo myślą, że ich zwierzę nic nikomu nie zrobi. Ja czuję się codziennie, jakbym wychodził na wojnę, bo te psy podbiegają do nas. Boję się, że mój husky wystraszy się i zaatakuje, a wtedy, jeśli podbiegnie do nas mały pies, to przecież na mojego spadnie cała wina. Na prośby mieszkańców, żeby wziąć psa na smycz, słyszę, że nie zrobią tego i jeśli chcę, to mogę sobie dzwonić na policję. Czuję się bezradny – mówi Pan Radosław z osiedla Białostoczek.

Mężczyzna jedną z takich sytuacji zgłosił policji. Podkomisarz Malwina Olszewska tłumaczy, że Komenda Miejska Policji w Białymstoku rozpoczęła w tej sprawie czynności wyjaśniające.

Dostaliśmy takie zgłoszenie i podjęliśmy czynności wyjaśniające. W takiej sytuacji mieszkaniec może zgłosić incydent na Krajowej Mapie Zagrożeń. Choć nie ma tam zakładki o psach puszczanych bez smyczy, w opisie incydentu można dokładnie przedstawić sytuację. Należy jednak pamiętać, że w przypadku zagrożenia, należy zadzwonić pod numer alarmowy 112 – zaznacza podkomisarz Malwina Olszewska.

Policja zapewnia, że na osiedle Białostoczek regularnie kierowane są patrole. Od początku tego roku do 20 sierpnia było ich blisko 300, w tym także patrole piesze.

| red: zh