Niewielki wzrost, a nawet spadek cen żywności, do którego zdołały się już przyzwyczaić globalne rynki, właśnie odchodzi do lamusa. — Wydaje się, że deflacja w zakresie cen żywności jest sytuacją przejściową, a w kolejnych miesiącach prawdopodobnie będziemy obserwować wzrosty cen — ocenia analityk PKO BP Mariusz Dziwulski. Jest kilka kategorii, w których zmiana cen będzie najbardziej odczuwalna.

Czytaj również: Te miasta wyraźnie odstają pod względem zarobków. Nie tylko wielkość decyduje

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Nie tylko kawa. W te produkty już uderzyły zmiany pogodowe

Media obiegły już informacje o ryzyku skokowego wzrostu cen kawy. Zmiany pogodowe wywołane przez zjawisko El Niño już zmniejszają plony u największych producentów, a także przyszłe regulacje unijne (zakładające, że produkty importowane spoza UE również muszą dostosować się do europejskich zasad produkcji) mogą doprowadzić do tego, że w najczarniejszym scenariuszu ceny wystrzelą nawet o 300 proc.

Dziwulski podkreśla, że klimat uderza nie tylko w kawę. — El Niño może spowodować spadki produkcji i wzrost cen niektórych artykułów rolnych na świecie w perspektywie kilkunastu miesięcy. Należą do nich m.in. cukier, kakao, ryż, kawa czy też herbata — wylicza.

Żniwa słabsze niż wcześniej. Rosja podgrzewa sytuację

Obecnie polskie dane mogą uspokajać. Według szybkiego szacunku GUS inflacja konsumencka wyniosła w sierpniu 2026 r. 3,4 proc. rok do roku, a ceny żywności i napojów bezalkoholowych spadły o 0,9 proc. rok do roku i o 0,7 proc. w porównaniu z lipcem. Są jednak symptomy świadczące o wzroście cen już w niedalekiej przyszłości.

Globalny indeks cen zbóż FAO wzrósł w lipcu o 3,4 proc. względem czerwca i był o 6,9 proc. wyższy niż rok wcześniej. A wkrótce prawdopodobny jest znacznie większy skok. Jednocześnie Departament Rolnictwa Stanów Zjednoczonych (USDA) szacuje, że światowa produkcja zbóż ogółem w sezonie 2026/27 zmaleje o ponad 2 proc.

— W ostatnich tygodniach ceny zbóż i oleistych rosły w reakcji na eskalację działań wojennych na Morzu Czarnym. Rosja i Ukraina wymieniały ataki na statki oraz infrastrukturę związaną z przeładunkiem i eksportem zbóż, co spowodowało poważne zakłócenia w eksporcie zbóż z regionu Morza Czarnego. Jeżeli w najbliższym czasie nie dojdzie do odblokowania wysyłek zbóż z Ukrainy i Rosji, presja na wzrost cen będzie narastać. Taka sytuacja mogłoby oznaczać wzrost cen produktów wytwarzanych ze zbóż, ale również — w dalszej perspektywie — mięsa. Ceny pszenicy na koniec sierpnia były już o ok. 20 proc. wyższe niż rok wcześniej — mówi Mariusz Dziwulski.

Również w Polsce sytuacja podażowa jest nieco trudniejsza niż rok wcześniej. Pierwszy szacunek GUS wskazywał, że krajowe zbiory zbóż podstawowych z mieszankami zbożowymi mogą wynieść 25,3 mln ton, czyli o 4,9 proc. mniej niż rok wcześniej. Średni plon miał spaść o 4,7 proc., a zbiory zbóż ozimych aż o 8 proc. Komisja Europejska szacowała z kolei produkcję wszystkich zbóż w Polsce na niespełna 34 mln ton, o około 3,34 mln ton mniej niż w rekordowym poprzednim sezonie.

Susza w „kukurydzianym pasie”

Napięcie na rynku zbóż widoczne jest również w globalnych notowaniach kukurydzy. KE obniżyła prognozę jej zbiorów w Polsce o 436 tys. ton, wskazując na mniejszy areał, deficyt wody i wysokie temperatury. Prognozowany plon wynosił 7,28 tony z hektara, o 0,9 proc. mniej od średniej pięcioletniej. Jak podaje FAO, kukurydza zdrożała o 3,6 proc., m.in. z powodu gorącej i suchej pogody w amerykańskim Corn Belt. To najważniejszy region rolniczy w Stanach Zjednoczonych, położony w środkowo-zachodniej części kraju, gdzie dominuje uprawa kukurydzy oraz soi.

Kukurydza ma duże znaczenie paszowe, dlatego wzrost cen prawdopodobnie będzie sprzyjał podobnym tendencjom na rynku drobiu, wieprzowiny, jaj i mleka.

Koniec cukrowego eldorado

Po cukrowej panice, jaka wybuchła kilka lat temu, od dłuższego czasu nie ma już śladu. Największe markety i dyskonty licytują się na promocje, a kilogram można kupić za mniej niż 3 zł. W tym roku mniejsza podaż może jednak sprawić, że tak niskich cen nie uda się już utrzymać.

Komisja Europejska prognozuje, że produkcja cukru w UE w sezonie 2026/2027 spadnie o prawie 15 proc., czyli o 2,45 mln ton, do około 14,1 mln ton. Powierzchnia upraw buraków ma zmniejszyć się o 8,4 proc. do 1,224 mln hektarów.

Niskie ceny obniżyły kontraktacje i zasiewy, a choroby roślin również dają się we znaki. W Polsce areał buraków może spaść z ponad 258 tys. do około 238 tys. hektarów. Produkcja cukru szacowana jest na około 2,1 mln ton wobec 2,57 mln ton w poprzedniej kampanii, co oznacza spadek rzędu 18 proc.

Tradycyjnie już napięta sytuacja na rynku ropy doprowadzała również do skoku cen oleju — głównie dlatego, że rośnie wówczas produkcja wykorzystywana do biopaliw. Wzrost cen olejów windował również ceny masła. Pomimo półrocznego kryzysu na Bliskim Wschodzie, obecnie nie ma takich zawirowań.

— W przypadku masła, które jest substytutem tłuszczów do smarowania wytwarzanych z olejów roślinnych, a także cukru obecnie czynniki podażowe związane z wysoką produkcją przeważają nad czynnikami popytowymi — ocenia Dziwulski.

To jednak wkrótce może się zmienić. — Rosnący popyt na surowce oleiste w sektorze biopaliw skutkuje podwyżkami cen olejów roślinnych, mimo prognoz wzrostu światowej produkcji. Indeks cen olejów FAO w lipcu 2026 r. był o 17 proc. wyższy r/r, osiągając jednocześnie najwyższą wartość od czterech lat — przypomina Mariusz Dziwulski.

Kiepsko z owocami

Upały, a także wcześniejsze przymrozki przełożyły się już na słabsze zbiory owoców. Według GUS tegoroczna produkcja owoców z drzew w Polsce może być niższa o blisko 19 proc. w stosunku do 2025 r.

— Warto odnotować, że straty w produkcji odnotowano nie tylko w Polsce. Według WAPA tegoroczne zbiory jabłek w UE będą niższe o 16 proc. r/r i osiągną najniższy poziom od dziewięciu lat. Mimo że wysokie zapasy tłumiły podwyżki cen w pierwszej części III kw., a jabłka były produktem spożywczym, który w lipcu potaniał najbardziej — bo o 25 proc. r/r — kolejne miesiące prawdopodobnie przyniosą odwrócenie tej tendencji — tłumaczy Dziwulski.

— GUS pod koniec lipca wstępnie oszacował, że tegoroczne zbiory warzyw gruntowych będą niższe o 4,5 proc. r/r. Wcześniej szacowano już wyraźne spadki powierzchni upraw, np. ziemniaków z uwagi na niską opłacalność. Ziemniaki jeszcze kilka miesięcy temu były najsilniej taniejącym produktem żywnościowym, jednak już w lipcu były droższe o blisko 5 proc. — podsumowuje analityk PKO BP.

Grzegorz Kowalczyk, dziennikarz Business Insider Polska