Kluczowe mecze w Stambule przyniosły ogromną dawkę emocji. Zaczęło się jeszcze w popołudnie, gdy na parkiet wybiegły Polki. W meczu o brąz przegrały jednak z Serbkami 1:3 i po 17 latach czekania nie wskoczyły na podium mistrzostw Europy. Gdy płakały po porażce, trybuny zapełniały się fanami z Turcji.Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Trudno było znaleźć kogokolwiek zaznajomionego z kobiecą siatkówką, kogo dziwiłby skład finału. Co ciekawe, nie doszłoby do takiego spotkania, gdyby nie… porażka Turczynek z Polską 2:3. Po tym, jak gospodynie nie wygrały grupy, trafiły do innej części drabinki niż liderki rankingu FIVB.

Logo

Czytaj nas częściej w Google

Dodaj w GoogleTurczynki mistrzyniami Europy!

Biało-Czerwone przegrały z Włoszkami, a Turczynki rozbiły Serbki 3:0 i w ten sposób aktualne mistrzynie olimpijskie i mistrzynie świata zmierzyły się z obrończyniami tytułu.

Atutem zawodniczek znad Bosforu miała być żywiołowa publiczność i atut własnej hali. Już podczas hymnów słychać było gigantyczne wsparcie. Atmosfera była wyjątkowa, a podgrzewał ją spiker krzyczący co jakiś czas: „Turkiye!”.

Okrzyk radości po pierwszym secie wybrzmiał jednak po stronie siatkarek z Półwyspu Apenińskiego. Jedną z wielkich bohaterek początku finału była Jekaterina Antropowa. Włoska siatkarka pochodząca z Rosji na samym początku popisała się dwoma asami serwisowymi, a później przewaga jej zespołu rosła. Stopniowo trybuny uciszały się i na chwilę zamilkły po wykorzystaniu setbola przez Annę Danesi.

Antropowa dała popis także w drugim secie. Wykończyła długą akcję na 3:1, a później Włoszki prowadziły nawet czterema punktami. Imponowały blokiem, podejmowały ryzyko w ataku i długo się to opłacało. Do czasu.

Było 12:10 dla zawodniczek z Półwyspu Apenińskiego, gdy Turczynki po raz pierwszy w finale posłały asa serwisowego. Melissa Vargas poprowadziła następnie zawodniczki znad Bosforu do remisu, a po zablokowaniu Antropovej fani cieszyli się z prowadzenia 21:20. Włoszki nie wytrzymały nerwowo, nagle zaczęły popełniać błędy, a pochodząca z Kuby 26-letnia gwiazda skończyła atak na 25:22.

Zwrotów akcji było więcej. Włoszki ponownie wyszły na prowadzenie i wróciły do swojej najlepszej dyspozycji z dużą dawką opłacalnego ryzyka. Efekt? 25:12 i pogrom gospodyń w partii numer trzy. To był siatkarski popis w czystej postaci, ale też wstydliwe momenty dla Turczynek po tym, jak nabrały się na kolejne kiwki czy akcje blok-aut.

W kolejnej partii ulubienice miejscowych fanów wyszły na prowadzenie 3:0, ale to jeszcze o niczym nie świadczyło. Gdy poparły to ciężką pracą przy kolejnych akcjach, nadzieje w Stambule na tie-break były żywe. Po nieudanym ataku Cebecioglu przewaga stopniała do jednego „oczka” (17:16) i robiło się nerwowo. Mistrzynie Europy z 2023 r. doskonale poradziły sobie po trudnym momencie i wygrały 25:18.

Nieprawdopodobne emocje i wrzawa towarzyszyły tie-breakowi w Stambule. Gdy tylko do serwisu podchodziła wielka gwiazda, spiker krzyczał: „Vargas! Vargas!”, a tłum szybko podchwycił pomysł. Turczynka pomyliła się wtedy, ale jej kadra prowadziła 8:5, a po chwili wróciła do czteropunktowej przewagi. Miejscowi nie wyobrażali sobie, by stracić taką szansę. Pojawiły się gwizdy, a po zepsutym serwisie Orro było coraz bliżej. Turcja obroniła mistrzostwo Europy po triumfie w tie-breaku 15:10.

Tegoroczny turniej ME odbywał się w Turcji, Czechach, Szwecji i Azerbejdżanie. Przed rozpoczęciem rywalizacji zasady były jasne, a faworyci zdawali sobie sprawę z bonusu, jaki zapewnić może tylko zdobycie tytułu mistrzyń Europy. W związku z tym Turczynki zapewniły sobie właśnie kwalifikację na igrzyska olimpijskie w Los Angeles. Najważniejsza impreza czterolecia zaplanowana jest na 2028 r.

Włochy — Turcja 2:3 (25:16, 22:25, 25:12, 21:25, 10:15)