Agnieszka Natalia Woźniak, dziennikarka Wirtualnej Polski: W przypadku rozwodów emocje na sali sądowej mogą sięgnąć zenitu. Jaka sytuacja najbardziej zapadła pani w pamięć?
Urszula Kubat, radczyni prawna z Częstochowy: Pamiętam sprawę sprzed kilku lat, którą dziś wprawdzie wspominam z lekkim uśmiechem, ale wtedy wszystkim na sali zrzedły miny. Byliśmy już na samym finiszu postępowania rozwodowego. Cały materiał dowodowy został przeprowadzony, przesłuchano świadków. Małżonkowie mieli rozstać się bez orzekania o winie. Sędzia, tuż przed zamknięciem rozprawy, zadaje rutynowe pytanie: „Czy strony zgłaszają jeszcze jakieś wnioski dowodowe?”.
I w tym momencie pełnomocnik drugiej strony wstaje i spokojnym głosem informuje sąd, że właśnie zdobył dokument potwierdzający, iż mój klient… kilka dni wcześniej został ojcem dziecka innej kobiety. Mój klient po prostu „zapomniał” mi o tym wspomnieć. Dziecko urodziło się w trakcie trwania małżeństwa, więc druga strona natychmiast zażądała rozwodu z wyłącznej winy mojego klienta. Sytuacja zrobiła się niezwykle poważna. Ostatecznie udało mi się wybronić klienta. Udowodniliśmy przed sądem, że do całkowitego i nieodwracalnego rozkładu pożycia małżeńskiego doszło znacznie wcześniej, zanim w ogóle wszedł w relację z tą drugą kobietą.
Czy rozprawa sądowa często przybiera zupełnie nieoczekiwany obrót?
Przyznam, że pamiętam kilka takich historii. Podczas jednej z rozpraw na środku sali stanęła pewna siebie kobieta, przekonana, że wie wszystko o swoim nowym partnerze. Została wezwana, by zeznawać w sprawie rozwodowej mężczyzny, z którym od miesięcy ma romans. W trakcie przesłuchania pełnomocnik zdradzanej żony zaczął składać kolejne dowody i zadawać szczegółowe pytania. I nagle, na oczach wszystkich obecnych na sali, ta kobieta dowiedziała się, że mężczyzna nie był z nią szczery. Prowadził podwójne życie. Zdradzał żonę z kochanką, ale równolegle oszukiwał nową partnerkę. Żadnej nie mówił prawdy.
Czy z pani doświadczenia wyłaniają się powtarzalne scenariusze i typy zachowań kochanek przed sądem?
Zdecydowanie tak. Pierwsza grupa to kobiety, które przychodzą do sądu z silnym postanowieniem zaprzeczania wszystkiemu za wszelką cenę. Trzymają stronę swojego partnera, choć to wciąż żonaty mężczyzna, i przekonują, że łączyła ich wyłącznie przyjaźń. Tłumaczą, że on po prostu potrzebował się wygadać, wypłakać, bo miał trudną sytuację w domu, albo że połączyły ich wspólne pasje i życiowe problemy. Czasem idą w zaparte. Niektóre naiwnie wierzą, że jak zaprzeczą, to uchronią kochanka. Kłamstwo ma jednak krótkie nogi.
Pamiętam, gdy jedna z kobiet próbowała przekonywać, że z żonatym mężczyzną łączyła ją tylko „czysta przyjaźń”, wspieranie w trudnych chwilach i wspólne pasje. I wtedy pełnomocnik przedłożył wydruki wiadomości: „Kochanie, czekam z kolacją”, „O której jedziemy do hotelu?” albo „Było cudownie z tobą w nocy”. Wtedy sędzia chłodnym tonem oznajmił: „Proszę podejść do stołu sędziowskiego”. Sięgnął do akt, w których znajdowało się sprawozdanie detektywistyczne ze zdjęciami w negliżu czy kadrami z hotelu, i pytał: „Czy to pani jest na tym zdjęciu? Czy to pani pisała te SMS-y?”. Kobieta zaczerwieniła się, głos jej zadrżał i gwałtownie sięgnęła po szklankę wody. Wiele osób w takiej sytuacji prosi o chwilę przerwy, ale nie zawsze sąd wyraża na to zgodę.
Niektóre kobiety przyznają się do romansu, ale próbują stworzyć przed sądem portret głęboko skrzywdzonego męża. Zeznają, że żona po urodzeniu dziecka odrzuciła go pod każdym względem, również w sypialni, że traktowała go tylko jak bankomat, nie doceniała go, wręcz „kastrowała” z męskości. Rysują obraz złej małżonki i próbują przekonać sąd, że w tej sytuacji zdrada była w pełni uzasadniona, a mężczyźnie należało się po prostu trochę współczucia.
Radczyni prawna Urszula Kubat © Archiwum prywatne 
Wielu wierzy w te mity. Adwokatka od rozwodów wyjaśnia raz na zawsze
A jak zachowują się te, które wcale nie zamierzają przepraszać za to, że weszły w cudzy związek?
To kobiety dumne z tego, gdzie się znalazły. Postrzegają siebie jako zwyciężczynie. Pamiętam panią, dla której mężczyzna zostawił żonę, a po rozwodzie faktycznie wzięli ślub, więc ona przyszła do sądu z przekonaniem, że odniosła życiowy sukces.
Bywają też niestety bardzo bezczelne zachowania – na przykład kobiety, które z uśmiechem zeznają o szczegółach pożycia i sugerują, że dawały mężczyźnie w sypialni znacznie więcej niż zdradzana żona. Często wchodzą w relacje z żonatymi mężczyznami i są z tego zadowolone.
Jest głęboko wierząca. Oto co mówi o Kościele
Jak wygląda konfrontacja dwóch kobiet: żony i kochanki, zanim jeszcze otworzą się drzwi do sali rozpraw?
To są bardzo trudne i nierzadko traumatyczne momenty. Zdarza się, że zdradzana żona przychodzi pod salę rozpraw na 15 minut przed czasem ze swoimi przyjaciółkami. Tworzą zgrany obóz, a kochanka musi przyjść sama i przejść tuż obok nich. Słyszy złośliwe, nieprzyjemne komentarze rzucane jakby „do siebie”, nienawistne spojrzenia. Czasem dochodzi do wręcz dantejskich scen. Dla zdradzonej kobiety to często jedyny moment bezpośredniej konfrontacji, ale korytarz sądowy naprawdę nie jest miejscem na takie sceny.
Radczyni prawna Urszula Kubat © Materiały własne
Zdradzone żony często szukają zemsty?
Znam takie przypadki. Niektóre żony potrafią śledzić nową partnerkę męża, wystawać pod jej domem, rzucać złośliwe komentarze przy wysiadaniu z samochodu. Nachodzą ją w pracy, wydzwaniają z numerów zastrzeżonych.
Chcę jasno zaznaczyć – jako kobieta szczerze współczuję zdradzanym żonom. To są niezmiernie trudne przeżycia i ogromne emocje. Ale trzeba pamiętać, że za zdradę nie odpowiada wyłącznie kochanka, ale przede wszystkim mąż, który się jej dopuścił. Poza tym są lepsze sposoby, aby pójść po swoje. Kobieta, która dowiaduje się o wieloletniej zdradzie męża, mając u swojego boku dobrego pełnomocnika, zyskuje cały wachlarz możliwości procesowych. W grę mogą wchodzić kwestie alimentów, podziału majątku czy mediacji, która daje przestrzeń do wyrażenia emocji i powiedzenia mężowi wprost, co myśli się o jego zachowaniu i nowej partnerce.
Przykro patrzy się na to, jak wykształcone kobiety, na co dzień zajmujące wysokie stanowiska, przychodzą do sądu i zachowują się tak, jakby chciały dopuścić się fizycznego lub emocjonalnego linczu. Choć czasem panie potrafią być solidarne. Pamiętam przypadek, gdy kochanka po odkryciu, że mężczyzna z nią też nie był szczery, skontaktowała się po rozprawie ze zdradzaną żoną i przekazała jej kompletny materiał dowodowy obciążający niewiernego męża.
„Alpejski rozwód”. Tak zostawiają swoich partnerów
Niektóre z par decydują się na tzw. otwarte związki. Co dzieje się, gdy małżonkowie się na wolność w relacji, a potem trafiają do sądu na sprawę rozwodową?
Trzeba uważać, ponieważ polski system prawny nie ocenia takich układów pobłażliwie. Artykuł 23 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego wyraźnie nakłada na małżonków obowiązek wierności. Niezależnie od tego, jak nowoczesne poglądy mają partnerzy, prawo nie pozostawia złudzeń. Jeśli żona najpierw zgadza się na inne kobiety męża, a po roku mówi: „Koniec układu, od dziś chcę tradycyjnego związku”, a mąż nadal spotyka się z partnerką, wina za rozpad pożycia leży wtedy co do zasady po obu stronach. Oboje małżonkowie zgodzili się bowiem na złamanie złotej zasady wierności małżeńskiej. Najlepiej przeprowadzić taki rozwód polubownie i nie wchodzić przed sądem w pikantne szczegóły.
Zresztą zawsze powtarzam swoim klientom: pod żadnym względem, poza czysto osobistą, chwilową satysfakcją, walka o orzekanie o winie się nie opłaca. Takie sprawy o winę ciągną się latami i narażają nas na gigantyczny stres. Spokój ducha i dobro dzieci są warte znacznie więcej, dlatego w swojej pracy robię wszystko, by studzić emocje, chyba że sytuacja wymaga, aby walczyć po stronie słabszego i na jego rzecz.
Po tylu latach najczęściej rozwodzą się Polacy. GUS wskazuje


