Osiem meczów, osiem zwycięstw i ani jednego momentu, w którym Włoszki musiały uznać wyższość rywalek. Z drugiej strony gospodynie turnieju, Turczynki, które przed własną publicznością przeszły przez fazę pucharową jak burza. W Stambule spotkały się dwie drużyny o wielkich ambicjach – Włoszki chciały odzyskać europejski tron, Turcja marzyła o obronie tytułu przed własnymi kibicami.

Włoszki od samego początku narzuciły presję w polu serwisowym, czego efektem były cztery asy serwisowe w wykonaniu Jekateriny Antropowej i Sarah Fahr. Turczynki popełniały sporo prostych błędów, a podopieczne Julio Velasco świetnie ustawiały się w bloku, skupiając głównie na Melissie Vargas i szybko wypracowały sobie przewagę (15:8), a później już tylko ją kontrolowały. Pojedyncze stracone punkty nie robiły na nich żadnego wrażenia – zero reakcji, jest kolejna akcja i to dało im łatwe zwycięstwo na inaugurację (25:16).

ZOBACZ WIDEO: Tego nie było w telewizji. Polki pokazały kulisy awansu

Drugi set rozpoczął się bardzo podobnie – Włoszki szybko wypracowały sobie kilkupunktową przewagę (12:6). Wówczas sprawy w swoje ręce wzięła Melissa Vargas, która weszła na niebotyczny poziom i niemal w pojedynkę rozmontowała rywalki. Podobnie jak w półfinale – okazało się, że Włoszki da się złamać. Ich ogromne problemy w przyjęciu i ataku były wodą na młyn dla Turczynek, które doprowadziły do wyrównania w tym meczu (22:25).

Wydawało się, że Turczynki pójdą za ciosem. Nic bardziej mylnego. Gospodynie ponownie nie ustrzegły się prostych błędów, które bezlitośnie wykorzystały Włoszki. Dzięki temu szybko zbudowały wyraźną przewagę (14:7). Na koniec seta wyniosła ona aż 13 punktów, choć od pewnego momentu jasnym stało się, że drużyna Daniele Santarelliego poddała się i czeka na kolejną partię.

To, co działo się w tym spotkaniu, trudno było wytłumaczyć. Włoszki po raz kolejny momentami wydawały się nieuchwytne, by w czwartym secie zupełnie stracić kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie. Żywiołowy doping kibiców poniósł Turczynki do walki, a te skrzętnie wykorzystywały każdy błąd rywalek (7:14). Wyraźnie poprawiły grę w przyjęciu i w obronie.

Włoszki jednak nie zamierzały oddać tego seta tak łatwo – przebudziły się i zaczęły nękać Turcję blokiem. Chwilę później nawiązały kontakt z przeciwniczkami (16:17). Turczynki nie dały jednak sobie wydrzeć tej partii z rąk. W przeciwieństwie do Paoli Egonu, nie zawodziła Melissa Vargas, która wraz z Zehrą Gunes poprowadziła Turczynki do tie-breaka (21:25).

Obie drużyny wiedziały, o jaką stawkę toczy się walka, dlatego żadna piłka nie była stracona. Dzięki temu otrzymaliśmy fenomenalny pokaz gry defensywnej. Przy zagrywce swojej największej gwiazdy Turczynki odskoczyły. Przechodzące piłki wykorzystywała Eda Erdem Dundar (4:8). Julio Velasco musiał reagować.

Czas na jego życzenie niewiele zmienił. Włoszki nie potrafiły przełamać naporu rywalek, które niesione dopingiem tysięcy tureckich kibiców pewnie zmierzały po tytuł. Tak też się stało (10:15). 28 punktów niesamowitej Melissy Vargas zapewniło reprezentacji Turcji nie tylko mistrzostwo Europy, ale i kwalifikację olimpijską: Turcja zagra na igrzyskach olimpijskich w Los Angeles w 2028 roku.
 
Mistrzostwa Europy 2026 kobiet

Włochy – Turcja 2:3 (25:16, 22:25, 25:12, 21:25, 10:15)

Włochy: Orro, Egonu, Fahr, Danesi, Sylla, Antropowa, Fersino (libero) oraz Spirito, Giovannini, Cambi, Adigwe;

Turcja: E.Sahin, Vargas, Baladin, Aykin, Gunes, Erdem, Ozge (libero) oraz S.Sahin, Yatgin, Cebecioglu, Erkek.