Tenis, jak wszystko, podlega zmianom. W tej dyscyplinie sportu w ostatnim czasie najbardziej charakterystyczne stało się odchodzenie od gry jednoręcznym bekhendem. Większość zawodników wybiera bekhend uderzany oburącz – mniej estetyczny, ale dający większą stabilność.
To ma swoje przełożenie również w wynikach osiąganych przez tenisistów w turniejach. O najważniejsze tytuły, na czele z wielkoszlemowymi, w ostatnich latach rywalizują przede wszystkim zawodnicy grający oburęcznym bekhendem.
ZOBACZ WIDEO: Amerykański gwiazdor zwrócił się do Lewandowskiego. „Musisz uważać na jedzenie”
Pod tym względem tegoroczne rozgrywki zapiszą się w annałach tenisa. Sezon 2026 jest pierwszym w dziejach, w którym w wielkoszlemowych półfinałach nie wystąpi tenisista grającym jednoręcznym bekhendem.
A podkreślmy, że historia turniejów Wielkiego Szlema została zapoczątkowana w 1887 roku, kiedy odbyła się pierwsza edycja Wimbledonu. Co ciekawe – wówczas trzech z czterech półfinalistów grało jednoręcznym bekhendem
Ostatnim, który starał się do tego nie dopuścić, był Stefanos Tsitsipas. Podczas trwającego aktualnie US Open Grek przegrał jednak w 1/8 finału 2:6, 3:6, 4:6 z Benem Sheltonem. I w taki sposób „najdłuższa seria w historii tenisa” dobiegła kresu.
Dodajmy, że ostatnim grającym jednoręcznym bekhendem półfinalistą wielkoszlemowym był Lorenzo Musetti, który dotarł do 1/2 finału Roland Garros 2025. Z kolei ostatnim mistrzem – Dominic Thiem, triumfator US Open 2020.