Rozmowa odbyła się 6 września na Festiwalu Herlinga-Grudzińskiego „Pociąg do literatury” w Kielcach.

Magdalena Rigamonti: Od wiosny tego roku jest na rynku pani książka „Właśnie, że tak! Nigdy w życiu. 20 lat później”. Została pani producentką filmu, który powstaje na jej podstawie.

Katarzyna Grochola: Właśnie skończyły się zdjęcia.

Logo

Czytaj nas częściej w Google

Dodaj w Google

Magdalena Rigamonti: To jest druga część „Nigdy w życiu”?

Katarzyna Grochola: Nie, prostuję to od kwietnia. I mimo że to robię, i tak wszyscy wolą mówić, że to druga część „Nigdy w życiu”. Nie mam na to wpływu, jak na wiele innych rzeczy.

Magdalena Rigamonti: To nie Zondacrypto generuje w polskim internecie największe zasięgi, tylko afera o film „Właśnie że tak”, której jest pani jedną z głównych bohaterek. Wrzuciłam informację do sociali, że będę z panią rozmawiać, i oprócz lawiny nieprzychylnych pani komentarzy pojawił się też taki: „Czyli to ty będziesz Tosią?!!!”. Mogę zostać Tosią?

Katarzyna Grochola i prowadząca Magdalena Rigamonti podczas spotkania w ramach VI Festiwalu Herlinga-Grudzińskiego

Piotr Polak / PAP

Katarzyna Grochola i prowadząca Magdalena Rigamonti podczas spotkania w ramach VI Festiwalu Herlinga-Grudzińskiego

Katarzyna Grochola: Proszę państwa, zdjęcia do filmu „Właśnie, że tak!” skończyły się dwa dni temu. Teraz czekam na montaż. Ale też chcę państwu powiedzieć, że na ekrany wchodzi film „Lalka”.

Magdalena Rigamonti: Gotowe są dwie „Lalki”.

Katarzyna Grochola: I kompletnie to zostało przesłonięte przez mój film, który zobaczycie mniej więcej za rok. I jakoś mi przykro, bo bardzo czekam na „Lalkę”.

Magdalena Rigamonti: Czy to prawda, że Joanna Jabłczyńska już w czerwcu wiedziała, że nie zagra Tosię we „Właśnie, że tak”?

Katarzyna Grochola: Asia mnie przeprosiła i w ogóle nie widzę powodu, żeby cokolwiek podsycać. Napisałam książkę „Właśnie, że tak!”, w której nie ma ani jednego słowa o polityce czy jakichkolwiek poglądach, po to, żeby świat był lepszy, żeby zwrócić uwagę na to, że jesteśmy wobec siebie życzliwi i przyjaźni, że są rzeczy ważniejsze niż internet. Moi bohaterowie posługują się mediami w bardzo zrównoważony sposób. Jasiek, który jest synem Tosi, posługuje się internetem, żeby znaleźć wiadomości o tym, że Zuckerberg zabronił dzieciom korzystania z telefonów…

I jakoś mam wrażenie, że cokolwiek chce się dobrego zrobić, to i tak jakiś przewrotny diabełek coś tam swojego ukręca.

Magdalena Rigamonti: Jestem przewrotnym diabełkiem.

Katarzyna Grochola: Skupiam się nie na tym, co ktoś powiedział w internecie, a na realnym życiu. Algorytm nakręca pewne rzeczy. Mam bardzo niedobry stosunek do sztucznej inteligencji.

Magdalena Rigamonti: Ona jest.

Katarzyna Grochola: Ale ja też jestem, więc ja wybieram siebie.

Magdalena Rigamonti: Kim pani jest w tych ostatnich tygodniach?

Katarzyna Grochola: Jestem zupełnie żywą osobą. Schudłam cztery kilo.

Magdalena Rigamonti: Z nerwów, z powodu tego, co się wokół pani dzieje?

Katarzyna Grochola: Może schudnę jeszcze cztery. Jestem osobą życzliwą innym. Nie chcę, żeby ktokolwiek stawał w mojej obronie, obrażając kogokolwiek, ponieważ to do niczego dobrego nie prowadzi.

To cieszy tylko Metę i algorytm… Jestem producentką świetnego, mam nadzieję, wzruszającego i rodzinnego filmu pod tytułem „Właśnie, że tak!”. Gra tam mnóstwo aktorów. Judyta już nie pracuje w gazecie, prowadzi razem z mężem biuro matrymonialne, więc spotyka różnych ludzi. Akcja filmu nie kręci się tylko wokół Judyty, ale także wokół naszej samotności, szukania partnera i niechęci do mediów społecznościowych. I…

W tej ostatniej książce napisałam zdanie, na które się teraz powołam: „Nawet najdłuższa żmija z czasem przemija”.

Katarzyna Grochola

Magdalena Rigamonti: Sama pani wraca do tego tematu.

Katarzyna Grochola: Ten temat cały czas tyka. To jest takie delikatne tykanie. Ono nie jest przyjemne. Teraz hejt się skupił na mojej córce i to mnie potwornie boli.

Magdalena Rigamonti: Na pani się skupił.

Katarzyna Grochola: Ja jestem bardzo dojrzałą osobą. Mam 69 lat, jestem siwiusieńka i nie mam takiej pięknej siwizny jak pani w czwartym rzędzie, tylko białą watę. Muszę farbować włosy.

Magdalena Rigamonti: Pani córka też jest dorosłą, dojrzałą kobietą.

Katarzyna Grochola: Serce matki najbardziej boli, kiedy dzieciom staje się krzywda. Ja tu jestem mniej ważna.

Magdalena Rigamonti: Wracając do zdjęć do filmu. W rolach głównych: Danuta Stenka i Artur Żmijewski. I Agnieszka Żulewska, a nie Joanna Jabłczyńska, jako Tosia.

Katarzyna Grochola: I dlatego bardzo jestem wdzięczna Joasi Jabłczyńskiej, że nie dość, że sama wpłaciła na wskazaną przeze mnie fundację Rak’n’Roll, którą założyła Magda, którą kiedyś w filmie „Chemia” zagrała Agnieszka Żulewska, to jeszcze rozkręciła zbiórkę na tę fundację. [od red.: Katarzyna Grochola wysłała do Joanny Jabłczyńskiej oficjalne wezwanie, domagając się opublikowania oficjalnych przeprosin na profilach społecznościowych przez okres 14 dni za naruszenie jej dobrego imienia, czci oraz tajemnicy korespondencji i wpłaty 5 tys. zł na rzecz Fundacji Rak’n’Roll]

Jako osoba po dwóch incydentach związanych z nowotworem cieszę się, że Fundacja Rak’n’Roll zarobiła mnóstwo pieniędzy. Namawiam wszystkich, żeby wpłacali na tę zbiórkę Joasi Jabłczyńskiej.

Katarzyna Grochola podczas spotkania w ramach VI Festiwalu Herlinga-Grudzińskiego

Materiały prasowe

Katarzyna Grochola podczas spotkania w ramach VI Festiwalu Herlinga-Grudzińskiego

Magdalena Rigamonti: Jeszcze raz zapytam: Joanna Jabłczyńska w czerwcu wiedziała, że nie będzie grać w filmie „Właśnie, że tak!”?

Katarzyna Grochola: Jeśli potwierdziła to w internecie i przeprosiła mnie, to chyba tak.

Magdalena Rigamonti: To dlaczego teraz, dwa miesiące później, rozpętała się ta afera?

Katarzyna Grochola: Specjalista od algorytmów powiedział mi, że algorytm podchwytuje nasze emocje w internecie. Do tych emocji, które są prawdziwe i które tworzą prawdziwi ludzie, dochodzą boty… Ja się na tym wszystkim nie znam. Po prostu mam wrażenie, że coś wybuchło, że widzowie filmu „Nigdy w życiu” tak bardzo polubili tamtych bohaterów sprzed ponad 20 lat, że wiadomość o tym, że Joasia Jabłczyńska nie będzie grać Tosi, strasznie ich uderzyła.

Magdalena Rigamonti: No, a pani teraz żal, że jej nie ma w tym filmie?

Katarzyna Grochola: Nie może mi być żal dlatego, że ludziom jest żal. Taką decyzję podjęliśmy wszyscy po castingu i… Poza tym, jaki producent mówi, kto odpadł z castingu?To musiałaby być jakaś wredna istota.

Magdalena Rigamonti: Pani jest producentką.

Katarzyna Grochola: Jestem producentką.

Magdalena Rigamonti: I pani zdecydowała, że Joanna Jabłczyńska nie zagra Tosię.

Katarzyna Grochola: Nie sama. Decyzje o obsadzie podejmował cały pion reżysersko-produkcyjny.

Ale ja też naprawdę rozumiem i wiem, że Joasi potrzebne było wsparcie. No szkoda, że to wsparcie zamieniło się też w jakąś nienawiść. Ale przecież to jest też dowód na to, jak bardzo ludzie potrzebują wsparcia.

O Boże, no bo jeżeli ktoś jest czymś rozczarowany, to na miłość boską wesprzyjmy go. Proszę zobaczyć, ilu ludzi znalazło się i powiedziało: „Hej, jesteśmy z tobą”.

Magdalena Rigamonti: Czy pani też potrzebuje wsparcia?

Katarzyna Grochola: Od dwóch dni nie zaglądam do internetu.

Magdalena Rigamonti: Pytam o realne życie. Na ulicy plują pani pod nogi?

Katarzyna Grochola: Mój pies wypadł z pokoju rozpędzony, bo biegł za drugim psem i strasznie się uderzył w głowę. To jest mój problem dzisiaj. Naprawdę.

Wczoraj posadziłam cztery krzaki róż, a z mężem, przy pomocy przyjaciół, zrobiliśmy porządek w komórce. To jest nowe życie. W życiu nie miałam takiego początku.

Magdalena Rigamonti: Most Świętokrzyski zagra we „Właśnie, że tak”?

Katarzyna Grochola: Obawiam się, że nie wiem. Nie śledziłam zdjęć plenerowych.

Magdalena Rigamonti i Katarzyna Grochola podczas spotkania w ramach VI Festiwalu Herlinga-Grudzińskiego

Materiały prasowe

Magdalena Rigamonti i Katarzyna Grochola podczas spotkania w ramach VI Festiwalu Herlinga-Grudzińskiego

Magdalena Rigamonti: Oprócz tego, że pojawia się bardzo wiele emocjonalnych komentarzy dotyczących tego, kto powinien zagrać Tosię, są też filmoznawcze analizy na temat hitu kinowego powstałego na podstawie pani książki „Nigdy w życiu”, tego, jak utkwił on w pamięci wielu widzów, stał się częścią ich tożsamości i jak przywykli do tego, że Stenka jest Judytą, a Jabłczyńska Tosią…

Katarzyna Grochola: Znam kobiety, które po tej książce i po filmie wybudowały, podobnie jak Judyta, swój własny dom. Cztery są takie u mnie w Milanówku.

(…)

Magdalena Rigamonti: Pytam o to w tym kontekście, że dopóki pani siedzi i pisze książkę, to bohaterowie są pani własnością. „Nigdy w życiu” przeczytały miliony ludzi, film na podstawie książki był wielkim hitem i to już jest ich historia, to są ich postaci. Oni pamiętają Tosię, która ma twarz Joanny Jabłczyńskiej i takiej Tosi chcą.

Katarzyna Grochola: I mają do tego prawo. Mają prawo do wyrażania swoich emocji.

Magdalena Rigamonti: Do hejtowania pani? Do mówienia: „Nienawidzę Grocholi”, „Grochola jest skończona”?

Katarzyna Grochola: Może dla tych, którzy tak mówią i piszą, jestem skończona. No ale czy to jest powód, by kwiaty więdły mi w ogrodzie albo by mój pies odzyskał wzrok?

Pamiętam te czasy, bo jako starsza pani pamiętam, kiedy Kmicic był odżegnywany od czci i wiary, ponieważ znakomity aktor Olbrychski zagrał Azję. Pół Polski wtedy znienawidziło Olbrychskiego, reżysera Jerzego Hoffmana i aktorkę Małgosię Braunek. Internetu wtedy nie było, ludzie pisali listy, wyrażając w nich swoje oburzenie. Potem, już po premierze filmu, okazało się, że wszyscy kochają Olbrychskiego. Wiele rzeczy już w swoim życiu widziałam i wiem, że lepiej zajmować się życiem, a nie tym, co jest wykreowane, co bardzo często jest nieprawdziwe, na co nie mamy wpływu.

Magdalena Rigamonti: W internecie jest wiele filmików na pani temat nagranych przez prawdziwych ludzi, nie przez boty.

Katarzyna Grochola: Ja tylko jeden podałam, który zresztą usunęłam. W obronie Agnieszki Żulewskiej. A moja córka wystąpiła w obronie matki. I to też spowodowało hejt.

Trzy lata temu leżałam chora na raka. Wycinali mi płuco i pamiętam, że przychodzili do mnie przyjaciele i nie mówili, że kogoś nienawidzą, tylko „wyjdziesz z tego”, „znam kogoś, kto też nie ma płuca i żyje”, „nie martw się, jestem z tobą”.

Przyjeżdżała do mnie przyjaciółka, żeby chodzić ze mną po korytarzu, ponieważ ostatnia rzecz, jaką chciałam robić, to było chodzenie po operacji płuca. Musiałam chodzić, bo miałam dreny, którymi spływały różne nieprzyjemne rzeczy. Zmuszała mnie do chodzenia, za co jestem jej bardzo wdzięczna.

I to było prawdziwe wsparcie. Pamiętam, że na dworze było minus 14 st. C. Przyjechali do mnie moi bardzo dorośli przyjaciele, którzy mieli po 82 lata. Wtedy, przy tym mrozie, zabroniłam nawet mężowi przyjeżdżać, bo było i zimno, i ślisko. Nie wiedziałam, że weszli do szpitalnej sali, bo spałam. Kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam, że obok mnie leżą solone migdały w słoiczku i tatar z łososia. Oni wiedzieli, że uwielbiam to jeść. Przyszli, popatrzyli, że śpię, zostawili smakołyki. Nie chcieli mnie budzić. Mówię to po to, żeby hejt hejtem, a ja i tak zawsze będę rozglądać się za dobrymi stronami życia. Ta rozmowa jest dla mnie trudna… Mam zwracać uwagę na coś, na co nie chcę zwracać uwagi…

Magdalena Rigamonti: Jest pani w środku „afery o Tosię”.

Katarzyna Grochola: Jestem. Dla obserwatorów w środku, dla siebie — z boku. Jestem w swoim ogrodzie, jestem ze swoim mężem. Stałam dwie godziny w korku, był poważny wypadek, na szczęście nie było żadnych trupów, więc może się dobrze skończyło. To jest moje życie.

Magdalena Rigamonti: Pani życie zawodowe to bycie pisarką, a teraz także producentką filmową. Rozmawiałyśmy wiosną w „Rachunku sumienia” i wtedy powiedziała mi pani, że będzie pani robić film.

Katarzyna Grochola: Od czasu ostatniego pobytu w szpitalu miałam marzenie. Myślałam sobie, że mogę żyć od badania do badania, włazić w ten tunel i czekać, aż mi powiedzą, czy mam nowe przerzuty, czy nie, czy mnie dopadnie po raz kolejny rak, czy też mogę zrobić coś dobrego i fajnego.

No i wybrałam to dobre i fajne. Okazało się, że ludziom, widzom, czytelnikom tak bardzo zależy na postaciach, na konkretnych aktorach… To też jest dla mnie jakaś wiadomość.

Magdalena Rigamonti: Jaka to wiadomość?

Katarzyna Grochola: Taka, że lubimy postaci, które znamy, i chcemy się przekonać, jak ktoś wygląda dzisiaj oraz jaki byłby jako postać, którą poznało się 20 lat temu. Joasia Jabłczyńska wygląda bardzo młodo, jakby nie minęło 20 lat.

(…)

Magdalena Rigamonti: To, co się dzieje, może sprawić, że ludzie będą mieli ogromne oczekiwania wobec pani filmu „Właśnie, że tak”.

Katarzyna Grochola: Albo też nie będą mieli, bo po złości nie pójdą do kina. To jest wybór ludzi. Nie mam na to wpływu. Naprawdę rozumiem emocje.

Magdalena Rigamonti: Rozumie pani emocje osoby, która czuje się poszkodowana? Katarzyna Grochola: Rozumiem. Nieraz w życiu byłam w sytuacji, kiedy płakałam w poduszkę, bo świat był niesprawiedliwy. Rozumiem sytuację, kiedy coś się chce i się tego nie dostaje. To się może łączyć z rozczarowaniem.

Jeżeli ktoś myśli, że ja wywróciłam świat, to go nie przekonam. A jeżeli powiem, że wprowadzam do tego świata coś nowego? Moja Judyta się zmieniła. Już nie mieszka w swoim małym domku.

Magdalena Rigamonti: O kasę jeszcze chcę zapytać: jak się produkuje film, to właśnie producent wykłada pieniądze. Zainwestowała pani w swój film.

Katarzyna Grochola: Dlaczego ja mam o tym mówić? To są wszystko tajemnice handlowe. Mam przyjaciół, którzy zaufali i… To jest ciężka harówka. Miałam wybór albo leżeć i czekać, co na mnie spadnie, albo działać. I działam.

(…)

Katarzyna Grochola i prowadząca Magdalena Rigamonti podczas spotkania w ramach VI Festiwalu Herlinga-Grudzińskiego

PAP/Piotr Polak

Katarzyna Grochola i prowadząca Magdalena Rigamonti podczas spotkania w ramach VI Festiwalu Herlinga-Grudzińskiego