Powodem miało być rosnące niezadowolenie Donalda Trumpa i jego administracji z postawy europejskich sojuszników NATO. Decyzja dotycząca Polski wywołała jednak zaskoczenie w amerykańskim Kongresie, ponieważ Pentagon nie przedstawił jasnego uzasadnienia.

Polski MON oraz MSZ podjęły wówczas szeroko zakrojoną ofensywę dyplomatyczną, zmierzającą do odblokowania rotacji amerykańskich żołnierzy do Polski. Jednocześnie nasi politycy, na czele z ministrem obrony, zapewniali, że redukcja liczebności wojsk USA w Europie nie dotyczy Polski, a rotacja brygady pancernej do naszego kraju została wstrzymana jedynie czasowo.

W maju rzeczywiście trwały intensywne polsko-amerykańskie rozmowy dyplomatyczne. W Stanach Zjednoczonych byli m.in. wiceministrowie obrony Cezary Tomczyk, Magdalena Sobkowiak i Paweł Zalewski. Sygnały płynące z Białego Domu i Pentagonu były na tyle optymistyczne, że nasi politycy, choć jeszcze nieoficjalnie, zaczęli mówić o stałej bazie amerykańskich wojsk w Polsce. Podobne informacje słyszeliśmy również od wysokich rangą wojskowych.

Nastroje były na tyle optymistyczne, że na początku lipca wicepremier Kosiniak-Kamysz poinformował publicznie, iż proces rotacji amerykańskiej brygady pancernej zostanie przeprowadzony „w ciągu najbliższych tygodni”. Od tamtej zapowiedzi minęły jednak ponad dwa miesiące, a w sprawie amerykańskiego kontyngentu w Polsce nadal panuje cisza.

Onet wysłał więc w tej sprawie oficjalne pytania do resortu obrony. MON nie przedstawił jednak żadnych konkretów dotyczących ewentualnego wznowienia rotacji amerykańskiej brygady pancernej. Nie odpowiedział również na pytanie dotyczące tego, ilu żołnierzy amerykańskich przebywa obecnie w naszym kraju.

„Stan Wyjątkowy”. Tusk atakuje Nawrockiego aferą Zondacrypto. Kaczyński topi Ziobrę. Czy tajemniczy X to Sakiewicz?Donald Tusk oraz Karol Nawrocki

W odpowiedzi przesłanej do Onetu ministerstwo podkreśla jedynie, że liczebność sił USA w naszym kraju jest zmienna, a dokładne dane nie są publikowane ze względów bezpieczeństwa. Znacznie ważniejszy jest jednak inny fragment stanowiska resortu. MON przyznaje bowiem, że nadal oczekuje na wyniki amerykańskiego przeglądu wojsk w Europie, czyli tzw. European Posture Review.

To właśnie od tego dokumentu mają zależeć przyszłe decyzje dotyczące rozmieszczenia amerykańskich sił na Starym Kontynencie.

Warszawa nadal czeka na decyzję Waszyngtonu

W przesłanej odpowiedzi MON informuje nas, że amerykański przegląd ma zostać przedstawiony „w najbliższych miesiącach”. Oznacza to, że nawet polskie władze nie otrzymały jeszcze ostatecznych informacji dotyczących przyszłego kształtu obecności wojskowej USA w Europie, w tym również w naszym kraju.

— Wstępne informacje na ten temat mamy dostać za dwa tygodnie. Amerykanie dali nam do zrozumienia, że wiążące decyzje zapadną najwcześniej pod koniec tego roku — mówi nasz informator z MON.

To istotna zmiana w porównaniu z deklaracjami składanymi jeszcze kilka miesięcy temu przez polskich polityków i wojskowych. Wówczas przekonywali oni, że amerykańska obecność w Polsce pozostaje niezagrożona i będzie kontynuowana. Dziś przyznają, że nie są w stanie wskazać ani skali planowanej rotacji, ani terminu jej rozpoczęcia.

Uznany litewski ekspert: rola Polski jest absolutnie kluczowaPolscy żołnierze na defiladzie wojskowej z okazji Dnia Rumunii, Bukareszt, 1 grudnia 2025 r.; w kółku: Linas Kojala (fot. Centrum Studiów Geopolityki i Bezpieczeństwa)

Wojskowi spodziewają się jednak, że w ciągu najbliższych tygodni administracja amerykańska przedstawi wstępny dokument określający dalsze plany dotyczące obecności militarnej w Europie Środkowo-Wschodniej.

— Dopiero wtedy będzie można mówić o konkretnych rozstrzygnięciach dotyczących Polski — podkreśla wysoki rangą oficer.

Pentagon pogrążony w sporachNa proces decyzyjny w tej sprawie wpływa jednak niestabilna sytuacja na szczytach amerykańskiej armii. Kilka dni temu Daniel Driscoll, najwyższy rangą cywilny urzędnik odpowiedzialny za wojska lądowe USA, złożył rezygnację po konflikcie z sekretarzem obrony Pete’em Hegsethem.

Wcześniej Hegseth przeprowadził serię głośnych zmian personalnych w wojsku. Ze stanowisk odeszli lub zostali usunięci m.in. szef sztabu US Army gen. Randy George, dowódca odpowiedzialny za szkolenie i transformację gen. David Hodne oraz dowódca wojsk lądowych USA w Europie i Afryce gen. Christopher Donahue.

Efektem tych wstrząsów, zdaniem amerykańskich mediów, jest poważny kryzys przywództwa w armii. Po odejściu Driscolla US Army pozostaje bez stałego cywilnego szefa, a obowiązki najwyższego dowódcy wojskowego pełni gen. Chris LaNeve, którego nominacji nie zatwierdził jeszcze Senat. Liczba czynnych czterogwiazdkowych generałów spadła w ciągu roku o połowę, a część kluczowych stanowisk pozostaje nieobsadzona.

Amerykańskie media opisują sytuację jako bezprecedensowy chaos na szczytach dowodzenia, który może utrudniać podejmowanie strategicznych decyzji dotyczących armii USA, w tym także jej obecności w Europie.

Pete Hegseth

Will Oliver / POOL / PAP

Pete Hegseth

Rozmówcy Onetu związani z polskimi siłami zbrojnymi zwracają uwagę, że w takich warunkach proces planowania i zatwierdzania kolejnych rotacji uległ wyraźnemu spowolnieniu.

Jeden z oficerów wysokiej rangi mówi wprost, że „amerykański partner stał się znacznie mniej przewidywalny niż jeszcze dwa lata temu”. Chodzi nie tylko o personalne zmiany w Pentagonie, ale także o toczącą się w USA debatę dotyczącą przyszłego podziału odpowiedzialności za bezpieczeństwo Europy.

Colby wysyła sygnał do Europy

Pod koniec sierpnia podczas wystąpienia przed Radą Północnoatlantycką NATO Elbridge Colby, zastępca sekretarza obrony USA ds. polityki i jeden z głównych autorów obecnej amerykańskiej strategii bezpieczeństwa, wyraźnie podkreślił, że Europa musi wziąć odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo.

W praktyce oznacza to, że Pentagon może coraz ostrożniej podchodzić do utrzymywania kosztownej obecności wojskowej w Europie, oczekując większego zaangażowania finansowego i militarnego ze strony sojuszników.

To właśnie z Colbym pod koniec sierpnia w Brukseli rozmawiał wiceminister obrony Paweł Zalewski. Samo spotkanie nie przyniosło jednak przełomu.

Jak słyszymy od naszych rozmówców w MON, polska delegacja nie wróciła z konkretnymi deklaracjami dotyczącymi zwiększenia obecności wojskowej USA ani uruchomienia nowej rotacji wojsk.

Iran zamierza przejść do ataku. Nowe informacje wywiadu USA. Trump ma powody do niepokojuDonald TrumpNuklearna wpadka i polityczna burzaDodatkowe zamieszanie wywołała wypowiedź wiceministra Zalewskiego po rozmowach z przedstawicielami Pentagonu. Zapytany o możliwość rozmieszczenia w Polsce amerykańskich zdolności nuklearnych, odpowiedział jednoznacznie, że Polska nie chce głowic nuklearnych na swoim terytorium.Słowa te błyskawicznie wywołały polityczną burzę, ponieważ od miesięcy przedstawiciele polskiego rządu sygnalizowali zainteresowanie udziałem w programie NATO Nuclear Sharing.Od stanowiska Zalewskiego zdystansował się minister obrony. Władysław Kosiniak-Kamysz oświadczył, że Polska pozostaje zainteresowana udziałem w programie Nuclear Sharing oraz prowadzi rozmowy dotyczące europejskiego parasola nuklearnego.

Rozbieżność między wypowiedziami obu polityków została odebrana jako sygnał chaosu komunikacyjnego w momencie, gdy Warszawa zabiega o uzyskanie od administracji Donalda Trumpa jednoznacznych deklaracji dotyczących przyszłości amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce. Tymczasem kluczowe decyzje wciąż pozostają w Waszyngtonie, a termin ich podjęcia nadal nie jest znany.