W czasie pierwszych gemów szukałem błędów Igi, jakichkolwiek problemów, które można byłoby wskazać, aby przesadnie nie lukrować komentarza. Szczególnie, że kolejny mecz Polka miała zagrać z prawdziwą gwiazdą kobiecego tenisa – Naomi Osaką lub Jeleną Rybakiną. Miałem napisać, że wszystko pięknie, ale prawdziwy test jeszcze przed Igą. Jeśli na wielkim turnieju rozegra wielki mecz z wielką rywalką, to tytuł jest nie tylko w zasięgu Igi, ale wręcz stanie się faworytką do jego wywalczenia. Tymczasem wszystko runęło.
Qinwen Zheng delikatnie dmuchnęła w pieczołowicie budowany przez Igę domek z kart. I to wystarczyło, aby udowodnić, że nasza tenisistka zapomniała umocnień, fundamentów, pewności siebie, która byłaby swego rodzaju klejem scalającym jeden element z kolejnymi.
ZOBACZ WIDEO: Wszystko jasne! Znamy plany Mai Chwalińskiej
Chinka miała świetne momenty, ale to nie był tenis, dzięki któremu była skazana na triumf. Szczególnie, że do piątego gema pierwszej partii Świątek wychodziło praktycznie wszystko. Było idealnie, aby potem pudłować z najprostszych piłek i popełnić dwa błędy serwisowe. Chinka też je popełniła, ale w odróżnieniu od tego, co zrobiła Iga, nie stały się one faktem w kluczowych momentach spotkania.
Nawet na ogół stonowany w reakcjach Francisco Roig nie mógł powstrzymać się od głośnych uwag i festiwalu min wyrażających coś w rodzaju rozczarowania.
Trzeba sobie jednak jasno powiedzieć, że Chinka dokonała prawdziwego cudu. Nie tylko dlatego, że pokonała Polkę grającą z gigantyczną przewagą, ale też dlatego, że powróciła ze stanu 0:5 w drugim meczu z rzędu (wcześniej dokonała tego pokonując Madison Keys)! I to jest wyczyn wręcz niewyobrażalny. Zwroty akcji w tenisie zdarzają się stosunkowo często – taki urok tego sportu – ale powstanie z popiołów w tak niedogodnej sytuacji w dwóch meczach z rzędu? Ileż determinacji trzeba mieć w sobie, jak wielką wiarę we własne możliwości, aby tego dokonać… Szkoda, że Zheng ten cud (7:5, 6:3) wyczarowała właśnie teraz i właśnie przeciwko Polce.
Żeby było jasne – choć trudno nie odczuwać rozczarowania – Iga wciąż jest w okresie odbudowy. Przyznaję, sam sądziłem, że droga powrotu na najwyższy poziom jest już za naszą tenisistką i teraz przyszedł czas na stabilność i przywrócenie żelaznej konsekwencji. Jak widać, nie do końca. Proces trwa.
I w tym procesie Iga jest na etapie mocno zaawansowanym dzięki wygranej w Toronto i półfinale w Cincinnati. Czyli dzięki sukcesom w dwóch piekielnie trudnych turniejach wysokiej rangi. Świątek ma więc dobre doświadczenie i przyjemne wspomnienia z okresu zaledwie ostatnich dwóch miesięcy. Nie musi szukać myślami momentów z poprzedniego sezonu, aby przypomnieć sobie, jak rewelacyjnie potrafi grać w tenisa.
A więc mimo druzgocącej porażki z Zheng, Iga wciąż jest kilka kroków do przodu od stanu zniżki formy, której byliśmy świadkami przez sporą część tego roku. Teraz od niej i jej teamu zależy, jak przepracowany czas wykorzysta w kolejnych spotkaniach. No i w tym wszystkim należy mieć nadzieję, że kłopoty z udem, przez które Iga skorzystała z przerwy medycznej w trakcie poniedziałkowego spotkania, nie okażą się poważniejszą kontuzją. Wydaje się bowiem, że teraz Iga potrzebuje kolejnych spotkań, aby jak najszybciej zapomnieć o tym, co wydarzyło się w 1/8 tegorocznego US Open.