Bartosz Bocheńczak z Konfederacji oraz Marian Banaś zebrali za mało podpisów pod swoimi kandydaturami. — Nadal weryfikujemy podpisy pana Bartosza Bocheńczaka — przekazał w rozmowie z mediami przedstawiciel Miejskiej Komisji Wyborczej.Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Bocheńczak nie zamierza zrzucać winy na kwestie proceduralne czy inne osoby. „Nie będę snuł teorii spiskowych, szukał winnych ani przerzucał odpowiedzialności na kogokolwiek. Uważałem, że złożenie niemal 5000 podpisów zapewni nam wystarczający margines bezpieczeństwa. Jak się okazało — pomyliłem się” — napisał na X.

Logo

Czytaj nas częściej w Google

Dodaj w Google

Polityk Konfederacji przyznał, że powinien zebrać więcej podpisów. „System jest, jaki jest. Zasady były znane, a naszym obowiązkiem było zebrać większą liczbę podpisów i jeszcze dokładniej zweryfikować je przed złożeniem. Powinniśmy byli poświęcić temu więcej uwagi. Jako kandydat ponoszę za to pełną odpowiedzialność. Zawaliłem” — napisał wprost.

Uber zwalnia w Krakowie. Pracownicy odkrywają kulisy akcji „Another India”Samochód z logo firmy UberBartosz Bocheńczak uderza się w piersi. „Przepraszam”

Przeprosił też osoby, które były zaangażowane w zbiórkę podpisów dla niego. „Przepraszam również ponad setkę wolontariuszy, którzy przez ostatnie miesiące pracowali w tej kampanii. Zbieraliście podpisy niezależnie od pogody, rozdawaliście materiały wyborcze, organizowaliście spotkania i festyny, jeździliście po całym Krakowie i poświęcaliście swój prywatny czas. Wielu z Was robiło to po pracy, kosztem odpoczynku i czasu z najbliższymi. Wiem, ile wysiłku, energii i serca włożyliście w ten projekt. Nie chcę, żeby ktokolwiek obwiniał Was za to, co się wydarzyło. To nie wolontariusze zawiedli. To ja powinienem był dopilnować, abyśmy zebrali bezpiecznie większą liczbę podpisów” — uderzył się w piersi.

Przeprosił też Krakowian, którzy z jego osobą wiązali nadzieje. „Przepraszam również wszystkich mieszkańców Krakowa, którzy udzielili mi poparcia, zaufali, złożyli podpis pod moją kandydaturą i liczyli na to, że będą mogli oddać na mnie głos. Przepraszam sympatyków, współpracowników i wszystkich, którzy uwierzyli, że możemy wspólnie zawalczyć o inne zarządzanie Krakowem. Zawiodłem Wasze zaufanie i mam tego pełną świadomość” — oświadczył Bocheńczak, stwierdzając, że dziś może powiedzieć tylko dwa słowa: przepraszam i dziękuję. Wyraził nadzieję, że być może powtórne liczenie podpisów jeszcze coś zmieni.