Minusy przyznał Mateusz Puka, dziennikarz WP SportoweFakty

– To Jakub Kępa jest głównym winowajcą nadchodzącego końca dominacji Orlen Oil Motoru Lublin. Klub śmiało dalej mógłby walczyć o mistrzostwo Polski i nie potrzebował do tego wcale większych nakładów finansowych. Ostatecznie wicemistrzowie Polski mogą być wdzięczni losowi, że w ogóle znaleźli się w play-off i dziś mogą jedynie żałować błędów z przeszłości.

Drugi najbogatszy z polskich klubów żużlowych konsekwentnie przez lata odmawiał zaangażowania w projekt Ekstraligi U24. Gdy Stal Gorzów przeprowadzała kolejne castingi na żużlowców, lublinianie stawiali w tych rozgrywkach na oszczędnościowy skład i nawet nie udawali, że zależy im na szukaniu kandydatów na nowe gwiazdy. Potencjał płynący z tych rozgrywek nie został wykorzystany, a przez to klub nie miał przygotowanego żadnego zagranicznego juniora po odejściu z klubu Wiktora Przyjemskiego. To bardzo mocno zemściło się na klubie w tym roku.

To zresztą nie jedyny grzech zaniedbania Jakuba Kępy, bo prezes Motoru był tak pewny siebie, że pozwolił w zeszłym roku na wyraźne osłabienie zespołu, a przez całą zimę zapewniał, że jego zdaniem wcale tak nie jest, a “formacja seniorska jest na bardzo podobnym poziomie, a wręcz będzie sprawować się lepiej niż czwórka seniorów z zeszłego roku”. Poprzednie sukcesy uśpiły jego czujność, a działacz wyraźnie nie docenił roli, jaką w ostatnich latach pełnił Wiktor Przyjemski.

Z tego powodu z okresu dominacji Motoru zostały tylko piękne wspomnienia, a wielkich pieniędzy i sukcesów nie wykorzystano na to, by zbudować solidne zaplecze składu na kolejne lata. Lata prosperity Motoru pod względem sportowym zostały przespane. Przyszłoroczny sezon musiał więc ratować transfer Adama Bednara, którego władze Stali „zapomniały” zakontraktować na dłuższy okres. Przez lata prezes Kępa lubił stawiać się w opozycji do patrzącego na żużel od strony biznesowej Andrzeja Rusko. Ostatecznie to właśnie Rusko zbudował znacznie stabilniejsze zaplecze klubu i pomógł w karierze m.in. Francisa Gustsa, Mikkela Andersena, czy Wiliama Drejera.

– To drugi sezon z rzędu, który zakończy się dużą porażką Stali Gorzów. Zarówno sportową, jak i finansową. Teraz działacze muszą do końca drżeć o utrzymanie w lidze i martwić się czy zawodnicy zgodzą się jeździć ostatnie mecze sezonu za połowę obiecanej stawki. W innym przypadku trzeba będzie szybko szukać 1,5 mln złotych do zalepienia dziury w budżecie i znów zastanawiać się, jak sprostać wymogom salary cap. Dziwi to tym bardziej, że klub dysponował wszystkim, by zakończyć rok sukcesem.

Ostatecznie Piotr Paluch nie wykorzystał w pełni możliwości ambitnego i młodego zespołu, a działacze będą musieli latami tłumaczyć się ze straty Adama Bednara, który już niedługo może stać się największą gwiazdą ligi z tym, że punkty będzie zdobywał już dla Motoru Lublin. Większą katastrofą może być już tylko spadek z ligi.

– Nazar Parnicki ma być w przyszłym roku liderem Fogo Unii Leszno, a ze względu na odejście z klubu Grzegorza Zengoty i koniec kariery Janusza Kołodzieja, wyniki Unii będą jeszcze bardziej uzależnione od jego dobrej formy. W niedzielę zawodnik był totalnie bezbarwny i choć w tym roku zdarzały mu się słabsze występy, ale jeszcze nigdy nie był aż tak wolny.

Oczywiście można to tłumaczyć zmęczeniem po turnieju mistrzostw Europy w Gustrow, czy ogólnymi problemami spowodowanymi dodatkowymi obowiązkami w Grand Prix. To jednak pokazuje, jak dużo ryzykują władze Unii Leszno budując przyszłoroczny skład, stawiając Parnickiego na pozycji seniorskiej.

ZOBACZ WIDEO: Kolejny błąd sędziego? Moonfin Magnus złożył protest

Plusy przyznał Mateusz Kmiecik, dziennikarz WP SportoweFakty

+ Piotr Pawlicki pokazał, że nie będzie popychadłem. Oczywiście, Polak w niedzielę na torze spisał się słabo. W końcu wywalczył zaledwie osiem punktów w sześciu startach. Po meczu jednak zachował się jak prawdziwy lider drużyny. Gdy żużlowcy Fogo Unii wyszli pod sektor najbardziej zagorzałych kibiców, usłyszeli wiele obelg. Nagle nie wytrzymał tego Pawlicki, który wdarł się w sprzeczkę z fanami. I nic w tym dziwnego. Zapewne nie chciał słuchać, że hańbi swój klub.

– Bardzo dziękuję wszystkim kibicom na stadionie za wsparcie, ale ten sektor za nami, traktuje nas jak małpy w zoo, a jak wygrywamy, to jest fajnie. To jest bardzo nieprzyjemne, bo my naprawdę serce zostawiamy na torze i wykonaliśmy mnóstwo pracy, włożyliśmy mnóstwo wysiłku w to wszystko. Uważam, że nie zasługujemy na takie traktowanie, bo doszliśmy naprawdę do fajnego miejsca w tym sezonie i to trzeba docenić, a to, że niektórzy po prostu tego nie potrafią, to nie moja wina – powiedział zawodnik po spotkaniu (więcej TUTAJ).

Wypada przyznać 31-latkowi rację. W końcu Unia jest w tym roku beniaminkiem PGE Ekstraligi, a i tak awansowała do fazy play-off i nadal jest w grze o medal. Co prawda finał się już prawie całkowicie oddalił, gdyż Leszczynianie przegrali u siebie z Betard Spartą 35:55, lecz nie są bez szans w dwumeczu o brąz, w którym oponentem zapewne będzie w przeciętnej dyspozycji Orlen Oil Motor. Sukces oznaczałby pierwszy krążek od sezonu 2020.

+ Maciej Janowski wraca na salony. Nie ma żadnych wątpliwości, że obecny rok dla 35-latka jest naprawdę udany. Nie dość, że w tej chwili może się pochwalić najwyższą średnią biegopunktową od sezonu 2022, to jeszcze powrócił na stałe do kadry, a w sobotę po raz pierwszy w życiu wygrał rundę SEC. Dzięki temu przesunął się na siódmą pozycję w klasyfikacji generalnej i podłączył do gry nie tylko o medal, ale także o końcowy tryumf. A to da przepustkę do Grand Prix.

+ Cichy bohater PRES Grupy Deweloperskiej Toruń. Norick Bloedorn przez połowę sezonu był krytykowany za swoje występy na wyjeździe. Przełamanie nastąpiło 5 lipca w Grudziądzu. Od tego czasu niemiecki jeździec jako gość spisuje się naprawdę dobrze. Dzięki temu na obcych torach zdobywa średnio 1,345 punktu na jeden wyścig, co jest lepszym rezultatem od Damiana Ratajczaka, Bartłomieja Kowalskiego czy Bastiana Pedersena. W niedzielę 22-latek zainkasował dziewięć „oczek” oraz dwa bonusy i pokonał choćby Bartosza Zmarzlika. Bez niego nie byłoby zwycięstwa ekipy z województwa kujawsko-pomorskiego w Lublinie.

+ Taki junior to skarb. Kamil Witkowski musiał chwilę odpoczywać z powodu kontuzji, ale jak wrócił, odjechał jeden z najlepszych meczów sezonu. 18-latek w swoich dwóch pierwszych startach był niepokonany. Ostatecznie zapisał obok swojego nazwiska sześć punktów oraz bonus, a jego Hunters PSŻ wszedł do finału Metalkas 2. Ekstraligi. Gdyby młodzieżowiec spisał się gorzej, Poznaniacy już zakończyliby udział w rozgrywkach.