Nie oznacza to jeszcze, że AfD będzie rządzić. Pozostałe partie dotychczas wykluczały współpracę z ugrupowaniem. Wynik ma jednak znaczenie wykraczające poza granice stosunkowo niewielkiego landu. Pokazuje, że partia, która jeszcze kilka lat temu znajdowała się na obrzeżach niemieckiej polityki, może realnie walczyć o władzę w całych Niemczech.

W samej Saksonii-Anhalt mieszka około 12,5 tys. osób z polskim obywatelstwem. Polacy są trzecią pod względem liczebności grupą cudzoziemców w tym landzie, po Ukraińcach (33,3 tys.) i Syryjczykach (26,3 tys.).

AfD traktuje nasz kraj instrumentalnie. Gdy Warszawa sprzeciwia się przyjmowaniu migrantów, unijnej centralizacji albo liberalnej polityce obyczajowej, jest przedstawiana jako sojusznik. Gdy polska polityka koliduje z interesami Niemiec definiowanymi przez AfD, szczególnie w sprawie Rosji i Nord Streamu, staje się nawet potencjalnym zagrożeniem.

Która polska partia jest AfD najbliższa?

Najbliższym partnerem AfD jest Nowa Nadzieja Sławomira Mentzena, czyli jedna z głównych partii tworzących Konfederację. Oba ugrupowania należą do europejskiej frakcji Europa Suwerennych Narodów. Do zdominowanej przez AfD grupy w Parlamencie Europejskim należą europosłowie Stanisław Tyszka (jest jej wiceprzewodniczącym) i Marcin Sypniewski.

Nie należy jednak mówić, że AfD jest sojusznikiem całej Konfederacji. Europosłowie związani z Ruchem Narodowym, Anna Bryłka i Tomasz Buczek, należą do konkurencyjnej grupy Patrioci dla Europy, której architektami są Marine Le Pen i Viktor Orban.

Za co AfD chwali Polskę?

AfD popiera taką Polskę, która osłabia polityczną integrację Europy. W związku z tym chwali polskie przywiązanie do suwerenności narodowej, restrykcyjną politykę migracyjną i opór wobec części decyzji unijnych instytucji.

W okresie rządów PiS czołowi politycy AfD wielokrotnie bronili naszego kraju. Jeden z liderów partii, Alexander Gauland, przekonywał w 2017 r., że stoi „po stronie Europy Wschodniej”, gdy Polska, Węgry i Czechy odmawiały przyjmowania migrantów według unijnych kwot. AfD krytykowała również postępowanie Komisji Europejskiej prowadzone wobec Polski w związku z naruszaniem praworządności.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Po zwycięstwie PiS w wyborach w 2019 r. ówcześni liderzy AfD gratulowali partii Jarosława Kaczyńskiego. Ocenili, że dzięki temu sukcesowi „konserwatywne siły w Europie stają się mocniejsze”.

Po zapowiedzi czasowego zawieszenia prawa do azylu na granicy polsko-białoruskiej partyjny portal AfD pisał w październiku 2024 r., że Polska „pokazuje, jak to się robi”. Stwierdził wręcz, że premier Donald Tusk zaczął realizować „politykę AfD”.

Za co AfD krytykuje Polskę?

W lipcu 2024 r. klub AfD złożył w Bundestagu projekt uchwały, w którym uznał, że Polska znalazła się w „prawdziwym kryzysie konstytucyjnym”. Zarzucił rządowi Donalda Tuska polityczną czystkę w TVP, ograniczenie wolności informacji, ignorowanie prerogatyw prezydenta Andrzeja Dudy oraz wykorzystanie spraw Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika do rozprawy z przeciwnikami.

AfD żądała, aby niemiecki rząd publicznie potępił działania Warszawy i wystąpił przeciwko Polsce do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Pozostałe główne frakcje Bundestagu odrzuciły wniosek, zarzucając AfD pomijanie wcześniejszego podporządkowania instytucji państwa przez PiS.

Co politycy AfD mówią o Polakach?

W sierpniu 2025 r. Oskar Lipp, rzecznik gospodarczy AfD w bawarskim landtagu, nazwał Polaków „pracowitymi” i podkreślał, że przez dziesięciolecia byli ważni dla niemieckiej gospodarki. Rosnące zjawisko powrotu Polaków do ojczyzny przedstawiał jako dowód gospodarczej i społecznej degradacji własnego kraju.

Zupełnie innym językiem posłużył się kilka tygodni temu Fabian Keubel, samorządowiec AfD z Drezna. Polityk nazwał Polaków „Afroamerykanami Europy”, zarzucając im budowanie tożsamości na roli ofiary. Pisał też o wypędzeniu Niemców, „kradzieży ziem” i rzekomej ochronie terrorystów odpowiedzialnych za wysadzenie Nord Streamu.Czy lider AfD nazwał Polskę zagrożeniem?W listopadzie 2025 r. współprzewodniczący AfD Tino Chrupalla powiedział w telewizji ZDF, że „Polska może być zagrożeniem dla Niemiec”. Jako przykład podał odmowę wydania Niemcom obywatela Ukrainy podejrzewanego o udział w wysadzeniu gazociągów Nord Stream.

Pytany, czy Polska może być równie niebezpieczna jak Rosja, Chrupalla odpowiedział twierdząco i stwierdził, że interesy gospodarcze Polski różnią się od niemieckich. Jednocześnie mówił, że nie dostrzega aktualnie zagrożenia dla Niemiec ze strony Rosji.

Nie była to jednak opinia jednomyślnie zaakceptowana przez AfD. Poseł Rudiger Lucassen, rzecznik frakcji do spraw obronności i były pułkownik Bundeswehry, nazwał wywód Chrupalli „absurdalnym”. Przypomniał, że Polska jest sojusznikiem w NATO, a siły zbrojne obu państw współpracują w ramach wspólnego korpusu.

Jaki jest stosunek AfD do III Rzeszy i II wojny światowej?

AfD potępia III Rzeszę, Holokaust i nazistowskie zbrodnie, ale równocześnie prowadzi ofensywę przeciwko dotychczasowej niemieckiej kulturze pamięci. Chce, aby odpowiedzialność za lata 1933-1945 przestała być jednym z fundamentów współczesnej tożsamości Niemiec. Z polskiego punktu widzenia szczególnie niepokojące są te wypowiedzi, które pomniejszają sprawstwo Niemiec i ZSRR, a część odpowiedzialności za katastrofę 1939 r. przesuwają na samą Polskę.

Szczególnie kontrowersyjne były słowa Alexandra Gaulanda wygłoszone w Bundestagu w 2021 r. Polityk AfD potępił niemiecką napaść na ZSRR jako ideologiczną wojnę na wyniszczenie, ale jednocześnie przedstawił pakt Ribbentrop-Mołotow jako zrozumiałą i słuszną z punktu widzenia Stalina decyzję. Wskazał przy tym na Polskę, która wcześniej nie zgodziła się na wejście Armii Czerwonej na swoje terytorium. W ten sposób sugerował, że stanowisko Warszawy przyczyniło się do fiaska porozumienia przeciwko Hitlerowi i pozostawiło Moskwie niewielki wybór.

AfD była jedyną partią w Bundestagu, która nie poparła uchwały wzywającej niemiecki rząd do niezwłocznego rozpoczęcia prac nad budową stałego pomnika polskich ofiar II wojny światowej w Berlinie.

Jak AfD odnosi się do polskich żądań reparacji?

Jednoznacznie je odrzuca. W programie wyborczym partia stwierdza, że roszczenia Polski zostały już ostatecznie uregulowane w prawie międzynarodowym, a ich ponowne podnoszenie zagraża europejskiemu porządkowi pokojowemu.

We wrześniu ub.r., podczas wizyty prezydenta Karola Nawrockiego w Niemczech, posłanka AfD Birgit Bessin mówiła, że polskie żądania szkodzą porozumieniu narodów Europy. Markus Frohnmaier, rzecznik frakcji do spraw zagranicznych, nazwał je motywowanymi polityką wewnętrzną i pozbawionymi podstaw prawnych.

W styczniu br. Kay Gottschalk, odpowiedzialny we frakcji AfD za politykę finansową, w odpowiedzi na polskie żądania zapowiedział, że jako przyszły minister finansów zażąda od Polski 1,3 bln euro za rzekomy współudział w zniszczeniu Nord Streamu.

Erika Steinbach, była polityk CDU, wieloletnia przewodnicząca Niemieckiego Związku Wypędzonych (BdV), związana obecnie z AfD, dodała, że Polska ma wobec Niemców „gigantyczny otwarty rachunek” za powojenne wysiedlenia i przejęcie majątku.

Czy AfD kwestionuje polską granicę zachodnią?W oficjalnym programie partii nie ma postulatu zmiany granicy na Odrze i Nysie. Niepokój wywołują jednak wypowiedzi niektórych jej polityków. Alice Weidel nazywała tereny obecnych wschodnich Niemiec „Niemcami Środkowymi”. W rozmowie z austriackim pismem „Der Eckart” nie chciała posłużyć się polską nazwą Głubczyc, rodzinnego miasta jej ojca, używając wyłącznie dawnej niemieckiej nazwy Leobschutz.

Historyk Jens-Christian Wagner ocenił, że takie określenia sugerują, iż właściwe „Niemcy Wschodnie” znajdują się obecnie po polskiej stronie granicy. Europoseł AfD Tomasz Froelich zapewniał natomiast: „Nikt w AfD nie kwestionuje granic Polski”.

Czy AfD chce deportować Polaków z Niemiec?AfD chce deportować osoby bez prawa pobytu, zagranicznych przestępców oraz uchodźców, wobec których ustała podstawa ochrony. Oficjalny program nie wskazuje obywateli UE jako adresatów polityki „remigracji”. W sierpniu br. współprzewodnicząca AfD Alice Weidel zapowiedziała jednak, że po przejęciu władzy partia „zamknie granice” i wyprowadzi Niemcy ze strefy Schengen. Taki ruch nie oznaczałby automatycznie odebrania Polakom prawa do pracy lub pobytu w Niemczech, ale przywróciłby trwałe kontrole i poważnie uderzył w mieszkańców pogranicza, pracowników dojeżdżających do Niemiec oraz polsko-niemiecki handel.Co AfD sądzi o Rosji?

To obszar największej sprzeczności między interesami Polski a programem AfD. Partia domaga się natychmiastowego zniesienia sankcji gospodarczych na Rosję, przywrócenia handlu z Moskwą i odbudowy uszkodzonych gazociągów Nord Stream.

AfD sprzeciwia się dalszemu rozszerzaniu NATO i UE na wschód. Zakłada pozostanie Niemiec w Sojuszu Północnoatlantyckim jedynie do czasu stworzenia „niezależnego i zdolnego do działania europejskiego sojuszu wojskowego”. Takie stanowisko jest przeciwieństwem polskiej polityki bezpieczeństwa, która opiera się na militarnej obecności USA w Europie.

Co zwycięstwo AfD oznacza dla Polski?

W krótkiej perspektywie wygrana AfD niewiele zmienia w stosunkach między Warszawą a Berlinem. W dłuższej perspektywie wynik jest jednak dla Polski ważnym sygnałem. Pokazuje rosnące poparcie dla partii, której najważniejsze postulaty są sprzeczne z fundamentami polskiej polityki bezpieczeństwa. Partia może być dla części polskiej prawicy partnerem w sporach ideologicznych, ale trudno uznać ją za naturalnego sojusznika Polski.