W nocy z 26 na 27 maja 2023 roku 16-letni Krzysztof Dymiński wyszedł z domu pod Warszawą i zapadł się pod ziemię. Od tamtej pory jego ojciec przeczesuje Wisłę, walczy z systemem i szuka odpowiedzi. W szczerej i emocjonalnej rozmowie w podcaście „Balans” opowiada o poszukiwaniach syna, zderzeniu z bezdusznością procedur, presji psychicznej oraz o tym, jak tragedia wpłynęła na funkcjonowanie całej rodziny.

Krzysiek kupił mamie kwiaty z okazji Dnia Matki, spotkał się z dziewczyną, a wieczorem omówił z rodzicami plany na weekend. Wydawało się, że to kolejny zwykły dzień w rodzinie Dymińskich. Około godziny 1 w nocy matka weszła do jego pokoju, pocałowała go w czoło i poprosiła, by odłożył telefon. Przed godziną 4 rano nastolatek wyszedł z domu, zabierając ze sobą plastikową różę. Na Instagramie opublikował krótką wiadomość: „Dziękuję, żegnajcie”. Ostatni raz kamerę monitoringu minął na Moście Gdańskim w Warszawie.

W domu zostawił zegarek – prezent od ojca, z którym wcześniej się nie rozstawał. – Chodził w nim codziennie. Teraz możemy spekulować, czy go zapomniał, czy zostawił dla mnie. Traktuję to jako pamiątkę po synie, który gdzieś jest – wyznaje Daniel Dymiński.

Od tamtej nocy rodzeństwo i rodzice żyją w stanie emocjonalnego zawieszenia. Mimo setek zgłoszeń od społeczeństwa i przeszukania dziesiątek kilometrów rzeki, status Krzyśka wciąż brzmi: osoba zaginiona.

Walka z systemem

Daniel Dymiński, wykorzystując swoje 25-letnie doświadczenie wojskowe, zorganizował prywatną akcję poszukiwawczą na skalę niespotykaną w Polsce. Zgromadził zaawansowany sprzęt: sonary, drony z termowizją, echosondy i łodzie. W trakcie poszukiwań własnego syna odnalazł na Wiśle i w jej okolicach zwłoki siedmiu innych zaginionych osób, dając ich bliskim upragnioną odpowiedź i spokój.

W rozmowie nie kryje jednak rozczarowania postawą służb i sztywnymi procedurami. – Policja odmawia nam jako rodzicom obejrzenia nawet ostatniej drogi naszego syna. Proponowaliśmy: zamknijcie nas w pokoju, włączcie nagranie z monitoringu, my sobie go obejrzymy i wyjdziemy. Nawet na to się nie chcą zgodzić. Obawiam się, że tych nagrań po prostu nie ma i dlatego nam nie chcą pokazać – mówi bez ogródek.

Ojciec zaginionego wytyka służbom brak archiwizacji kluczowych danych. – Nie nagrywać sonarowania, nie nagrywać lotów dronem… Dla mnie to jest po prostu kuriozalne i niewyobrażalne – dodaje.

Gdy policja przez trzy tygodnie nie potrafiła zweryfikować tożsamości chłopaka podobnego do Krzyśka, matka opublikowała zdjęcie w sieci. Chłopak zgłosił się sam w ciągu ośmiu godzin.

Męskość na granicy wytrzymałości

Jednym z najważniejszych wątków rozmowy jest redefiniowanie pojęcia męskości. Dymiński głośno sprzeciwia się mitowi twardego faceta, który musi dusić w sobie emocje. – Mężczyzna, który moim zdaniem potrafi powiedzieć o swoich słabościach komuś – to jest największa siła tego mężczyzny. Nie to, że potrafi 110 kg wziąć na klatę, bo to da się wyćwiczyć – podkreśla.

Opowiada o chwilach załamania, łzach i konieczności skorzystania z pomocy traumatologów oraz psychologów. Apeluje do innych ojców, by nie wstydzili się szukać wsparcia. – W takiej sytuacji nie ma twardziela. To nie świadczy o tym, że jesteś mniej facetem, gdy pójdziesz poprosić kogoś o pomoc. Jeśli masz złamaną rękę, idziesz do lekarza. Z duszą jest tak samo – mówi Dymiński.

Daniel przeżywa ciągłe wewnętrzne rozdarcie między rodziną, która jest na miejscu, a zaginionym synem. – Rozmawiam z nim w samochodzie, pytam: 'Krzysiek, gdzie jesteś, daj mi jakiś znak’. Jedna połowa serca mówi: będę cię szukał tak długo, aż cię znajdę. A druga mówi: Daniel, musisz zająć się żoną i drugim synem. Ale nie potrafię powiedzieć swojemu synowi, którego nie ma: 'Słuchaj Krzysiu, ja już kończę to’ – przyznaje.

Dziecko ucieka od problemów, a nie z domu

Dymiński porusza także kwestię cyfrowych zagrożeń. Zwraca uwagę na bezwzględność algorytmów Big Tech, które podsuwają młodym ludziom w kryzysie niebezpieczne treści. Opowiada, że przed zaginięciem Krzysiek repostował na TikToku niepokojące materiały, na które rodzice wcześniej nie zwrócili uwagi.

Sprzeciwia się również powszechnemu w mediach sformułowaniu o ucieczkach młodych ludzi z domu. – Nienawidzę tej narracji, że dziecko uciekło z domu. Ono uciekło od problemów, z którymi sobie nie poradziło. Mówiąc, że uciekło z domu, od razu stygmatyzuje się rodzinę, że coś tam musiało być nie tak. Dziecko idzie do swojego pokoju, wydaje ci się, że jest bezpieczne, a przez ekran telefonu bombardowane jest hejtem i nierealnymi wzorcami – grzmi Dymiński.

Przekuć dramat w pomoc innym

Historia poszukiwań Krzysztofa stała się osią dokumentu Michała Marczaka pt. „Bez końca”. Dymińscy zgodzili się na udział w nim bezinteresownie – z nadzieją, że film uchroni choć jedną osobę przed tragicznym krokiem. I to się udaje. Ojciec przytacza wiadomości od nastolatków, którzy po obejrzeniu filmu zrezygnowali z planów samobójczych.

Wciąż nie odnaleziono Krzysztofa Dymińskiego. O jego historii powstał film

Wciąż nie odnaleziono Krzysztofa Dymińskiego. O jego historii powstał film

Rodzina stworzyła również serwis gdziejesteś.org oraz „Nawigator Poszukiwań” – praktyczny przewodnik dla bliskich osób zaginionych. Daniel Dymiński przypomina w nim kluczową zasadę: – Jeśli zauważacie, że dziecko zniknęło lub macie złe przeczucia, od razu idźcie na policję. Nie trzeba czekać ani 24, ani 48 godzin. Policja ma obowiązek natychmiast przyjąć zgłoszenie.