Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz opisała właśnie w serwisie X, że przez 3,5 godziny była przesłuchiwana w prokuraturze! Czego dotyczy sprawa? Sama minister funduszy i szefowa Polski 2050 napisała: „Co tu się odstawia”, do wpisu załączając… emoji z twarzą klauna. Czyżby Donald Tusk szukał haków na koalicjantów?
Co tu się odstawia 🤡
Wczoraj 3.5 godziny przesłuchiwała mnie prokuratura i to nie byle jaka, a regionalna. Jako świadka. Ale wszystkie (dosłownie wszystkie) pytania dotyczyły tylko mnie i mojej rodziny. Najwyraźniej jestem świadkiem w swojej własnej sprawie
– napisała w serwisie X Pełczyńska-Nałęcz.
O co chodzi?
Jak wyjaśniła, sprawa dotyczy rzekomego zwrotu 770 zł VAT z czasów, gdy obecna minister pełniła funkcję ambasadora RP w Moskwie.
I teraz hit – istota wątpliwości jest wokół tego czy ja aby na pewno w tym czasie mieszkałam w Rosji. Czy mam na to dowody?! Bo jak rozumiem sam fakt bycia ambasadorem takim dowodem nie jest.
Jak widać sprawa naprawdę gruba. Zondakrypto czy Pan Kacprzyk ( nomen omen ciągle nieprzesłuchany) mogą się przy tym schować
– dodała w komentarzu.
„Na 100% nie ma w tym żadnej polityki”
Przewodnicząca Polski 2050 przypomniała, że „cała rzecz miała miejsce ponad 10 lat temu”.
Ale na pewno nikt tu nikogo nie próbuje zastraszyć. Na 100% nie ma w tym żadnej polityki
– napisała.
Choć Pełczyńska-Nałęcz swój wpis okrasiła sporą dawki ironii, to z pewnością nie jest jej całkowicie do śmiechu. Można postawić pytanie, czy to nie jest aby próba „grillowania” i szukania haków na koalicjantów przez Donalda Tuska?
olnk/ źr. wPolityce.pl za X