Deklaracja o budowie przez Niemcy silnej armii nie jest nowa – kanclerz Friedrich Merz złożył ją w październiku 2025 r. Nie była to pusta obietnica: Berlin rozpoczął długofalowe działania, zmierzające do odbudowy potencjału Bundeswehry. Nie ograniczają się one do zakupów sprzętu; równolegle Niemcy odbudowują bazę przemysłową i zdolności w zakresie rekrutacji i szkolenia żołnierzy.
To konieczność, bo Bundeswehra jest dziś cieniem swojej dawnej potęgi. Przez dekady była dla kolejnych rządów Niemiec źródłem oszczędności budżetowych, a jej rolę (podobnie jak w wielu innych krajach NATO) sprowadzono do wojsk ekspedycyjnych, uczestniczących w konfliktach asymetrycznych czy misjach stabilizacyjnych w odległych rejonach świata. Dziesięciolecia zaniedbań doprowadziły niemieckie siły zbrojne do stanu, w którym wysłanie na Litwę w pełni ukompletowanej 5-tys. brygady przekracza ich możliwości.
Prezentacja piekarników Samsung
Przez ponad 30 lat Niemcy przeznaczały na obronę mniej niż 2 proc. PKB. Po zakończeniu zimnej wojny wskaźnik ten spadł do około 1,2-1,4 proc., w roku 2014 i 2015 osiągając rekordowo niski poziom 1,16 proc. PKB. Warto jednak pamiętać, że niski udział w PKB to – w kraju z tak potężną gospodarką – nadal dziesiątki miliardów euro budżetu obronnego. W roku 2022 wydatki na obronność w wysokości 1,46 proc. PKB oznaczały budżet wojska w wysokości 53 mld euro. Dla porównania – polski, rekordowy budżet na obronność to w 2026 r. 46,5 mld euro, stanowiące ok. 4,8 proc. polskiego PKB.
Pieniądze dla armii
Władze w Berlinie są świadome skali problemu i mają środki, aby go rozwiązać. Niemiecki budżet obronny w roku 2026 to 2,69 proc. PKB i 108 mld euro. Kwota ta ma tylko rosnąć, by w roku 2029 sięgnąć 163 mld, z czego część pochodzić będzie ze specjalnego funduszu obronnego Sondervermögen. Na same zakupy zbrojeniowe przewidziano do 2035 r. 377 mld euro.
Nie chodzi tu jednak o proste zalanie armii rzeką pieniędzy, bo gigantycznym środkom, jakie Berlin przeznacza na zbrojenia, towarzyszy reforma niemieckich sił zbrojnych. Proces ten ma przebiegać równolegle ze zmianami w gospodarce, która – po latach demilitaryzacji – ponownie ma być zdolna do produkcji uzbrojenia na dużą skalę.
Zamówienia sprzętu wojskowego
Bundeswehra to obecnie, w 2026 r., około 187 tys. żołnierzy w służbie czynnej (pobór został w Niemczech zawieszony w 2011 r.). Armia ma do dyspozycji ok. 300 czołgów Leopard 2 w różnych wersjach, po około 400 bojowych wozów piechoty Marder 1 i Puma, 500 transporterów GTK Boxer, 110 samobieżnych armatohaubic PzH 2000 i 33 wyrzutnie rakiet MLRS (MARS 3). Lotnictwo wojskowe tworzy około 140 samolotów Eurofighter i kilkadziesiąt starych maszyn Panavia Tornado, a marynarka wojenna to 11 fregat, sześć okrętów podwodnych i sześć korwet.
Bojowy wóz piechoty Puma © Krauss-Maffei Wegmann
Jak na polityczną i gospodarczą rolę Niemiec nie są to wielkie siły, jednak najbliższe lata mają przynieść radykalną zmianę. Według dokumentów, do których dotarła redakcja „Politico”, Berlin wdraża ogromne zamówienia. W grę wchodzi nawet 1000 nowych czołgów, setki bojowych wozów piechoty i transporterów, a także zamówienie co najmniej 54 nowych armatohaubic PzH 2000 i ok. 150 nowych haubic RCH-155, zdolnych do prowadzenia ognia w ruchu.
Niemcy kupią także setki – nawet 500 – nowych wieloprowadnicowych wyrzutni rakiet EuroPULS/MARS 3, opracowanych wspólnie z Izraelem. Zamówiono już 400 pocisków manewrujących Tomahawk i co najmniej trzy baterie nowych, amerykańskich systemów Typhon. Wzmacniana jest obrona przeciwlotnicza – obok zamówienia setek systemów antydronowych, jak Skyranger, i starań o możliwość produkcji pocisków do systemu Patriot, Niemcy kupiły także w Izraelu system antybalistyczny Arrow 3.
Samobieżna armatohaubica RCH 155 © Krauss-Maffei Wegmann
Z myślą o przenoszeniu broni jądrowej zamówiono również 35 amerykańskich samolotów F-35. Marynarkę wojenną wzmocni sześć budowanych wspólnie z Norwegią nowych okrętów podwodnych typu 212CD i nowe fregaty typu F127 i F128 – największe okręty od czasu drugiej wojny światowej.
Rozbudowa niemieckiego przemysłu obronnego
Podpisanym i planowanym umowom towarzyszy wzrost możliwości przemysłu obronnego. Niemieckie firmy powoli, ale konsekwentnie zwiększają produkcję amunicji – sam tylko koncern Rheinmetall (wliczając jego zagraniczne fabryki) wyprodukuje w 2026 r. co najmniej 1,1 mln pocisków 155 mm, czyli dwukrotnie więcej niż całe Stany Zjednoczone.
Niemieckie armatohaubice PzH 2000 © Flickr | Tobias Nordhausen
Rozbudowywane są także moce produkcyjne w zakresie broni pancernej, a realizacja lawinowo rosnących zamówień wymaga otwierania zagranicznych montowni, jak na Węgrzech, w Norwegii czy we Włoszech. Warto przy tym podkreślić, że Niemcy pozostały jedynym państwem w Europie, które jest obecnie w stanie samodzielnie produkować czołgi i oferować ich nowe typy, jak KF51, który trafi do armii włoskiej.
Zmiany w prawie
Modernizacji technicznej towarzyszą zmiany prawne, służące odbudowie systemu rekrutacji i szkoleń. Według deklaracji ministra obrony Borisa Pistoriusa, już w 2028 r. Niemcy – bazując na obecnych przepisach – powinny być zdolne do przeprowadzenia masowej mobilizacji. Sieć zlikwidowanych wcześniej lokalnych biur rekrutacyjnych ma zostać odbudowana do 2027 r.
Niemiecki plan zakłada obowiązkową rejestrację i badania medyczne potencjalnych poborowych, choć pobór – przynajmniej na razie – nie zostanie przywrócony, a rozwój armii ma bazować na ochotnikach. Gdyby było ich zbyt mało, przymusowy pobór (popierany obecnie przez 54 proc. Niemców) mógłby być realizowany m.in. poprzez losowanie, wskazujące, kto z potencjalnych rekrutów ma trafić do armii.
Niemieccy żołnierze na Litwie © GETTY | Paulius Peleckis
Alternatywnym pomysłem na zasilenie szeregów wojska jest przywrócenie tzw. „roku społecznego”. To obowiązkowa, roczna służba na rzecz państwa, którą można realizować w wojskowym mundurze, ale także w inny sposób – w służbach ratowniczych czy jako pomoc dla osób starszych.
Działania na rzecz zwiększenia liczebności armii przynoszą pierwsze efekty i w ciągu ostatnich 12 miesięcy liczebność Bundeswehry wzrosła. Wzrost jest jednak na razie niewielki – przybyło ok. 3,7 tys. żołnierzy, co jest kroplą w morzu potrzeb. Plan przewiduje, że w 2037 r. niemieckie siły zbrojne osiągną docelową liczebność – 250 tys. żołnierzy w służbie czynnej i ponad 300 tys. aktywnej rezerwy. Taka struktura ma ograniczyć koszt funkcjonowania sił zbrojnych w czasie pokoju, ale umożliwi w razie potrzeby szybkie wystawienie ponad półmilionowej armii.
Zdolność dalekiego rażenia
Warto przy tym zauważyć, że o ile polscy politycy mówią o budowie najliczniejszej armii w Europie, to Niemcy chcą budować armię najsilniejszą. Poza zamawianiem lub planami zamówienia czołgów i artylerii czy uczestnictwem w programie Nuclear Sharing, Niemcy prowadzą także prace nad rozbudową zdolności do dalekich uderzeń. Bundeswehra ma być zdolna nie tylko do niszczenia wojsk przeciwnika, ale także jego zaplecza gospodarczego.
Fregaty F127 z systemem Aegis. Niemcy budują najpotężniejsze okręty od II wojny światowej
Doraźnym rozwiązaniem mają być wdrożone do 2027 r. pociski manewrujące, jak LCCM (Low Cost Cruise Missiles) czy pozyskane z USA pociski Tomahawk wraz z systemem wyrzutni Typhon.
Docelowe plany Berlina są jednak znacznie ambitniejsze. Podpisane w marcu 2026 r. porozumienie z Wielką Brytanią przewiduje wspólne prace nad systemami uderzeniowymi o zasięgu przekraczającym dwa tys. km. Pierwszy z nich – pocisk manewrujący (High-End Cruise Missile) ma wejść do służby na początku lat 30., a drugi, hipersoniczny (Hypersonic Glide Vehicle) kilka lat później, w połowie następnej dekady.
