Dodaj o2 – Blisko Ludzi jako preferowane źródło w Google

Nasze treści będą częściej wyświetlać się w Twoich wynikach Google

Chaos i zamieszki w południowej części Anglii. W Portsmouth (jak relacjonuje BBC) setki osób próbowało 7 września zatrzymać autokary, w których znajdowało się ok. 140 migrantów. Ich pontony wyciągnięto z wody tego samego dnia.

Ubrani na czarno aktywiści zablokowali wcześniej też porty m.in. w Dover. Zapowiadają, że akcja będzie trwała trzy dni.

„Brexit ciągle trwa”. Ekspert o politycznej decyzji UK 

Demonstranci wznoszą antymigracyjne hasła. Krzyczą o „brytyjskich ulicach”. Chcą „odesłania azylantów do domu”. Blokują też ruch dla samochodów ciężarowych i osobowych, utrudniając tym samym Brytyjczykom powrót do domów z rejonu kanału La Manche. Dokonano też ataku na siedmiu policjantów. Funkcjonariusze na razie nie dokonali aresztowania najbardziej krewkich uczestników demonstracji.

Przypłynęło 140 migrantów. Protestujący starli się z policją w Wielkiej Brytanii

Przypłynęło 140 migrantów. Protestujący starli się z policją w Wielkiej Brytanii

Za wywołaniem zamieszek stoją Stephen Yaxley-Lennon (przedstawiający się jako Tommy Robinson) i jego najbliższy współpracownik Daniel Thomas, znany szerzej jako Danny Tommo. To on jest założycielem skrajnej, nacjonalistycznej organizacji Patriot Platform. Organizacja ta nie tylko walczy z nielegalnymi migrantami. Zapowiada „próbę odzyskania kontroli nad Wielką Brytanią”.

Razem odzyskamy nasze granice, przywrócimy porządek i wyślemy jasny komunikat: Wielka Brytania należy do narodu brytyjskiego i ją odzyskujemy – pisał Danny Tommo w maju 2026 roku w mediach społecznościowych.

„The Telegraph” wskazuje, że działania ultranacjonalistycznej partii krytykują nie tylko politycy liberalni, ale też konserwatywni. Lokalni działacze twierdzą, że działania Patriot Platform są „samolubne”.

Chociaż ruch 37-letniego Tommo (byłego ochroniarza Robinsona, kreującego się na „człowieka ludu” i „robotnika” mimo pochodzenia z klasy średniej) wywołuje ogólnokrajowe debaty, Bartosz Kielak, dziennikarz „The Times”, który współpracował również z innymi brytyjskimi tytułami, m.in. „BBC” czy „The Daily Telegraph”, uspokaja. W jego opinii posłuch społeczny ruchu Tommo i Robinsona jest na razie marginalny.

Błędem kognitywnym jest założenie, że ten posłuch społeczny jest duży. Jest to margines marginesu, tak jak w Polsce marginalne poparcie ma Robert Bąkiewicz. Ten ruch znajduje posłuch wśród ludności pozbawionej okazji do mobilności społecznej, dotkniętej kosztami globalizacji, a jednocześnie niezagospodarowanej komunikacyjnie. Brytyjska klasa polityczna, zdominowana przez wyższą klasę średnią, brzmi dla tych ludzi sztucznie – mówi o2.pl polski dziennikarz pracujący dla największych brytyjskich mediów.

Według Kielaka Tommo czy Robinson nie będą mieli wielkiego wpływu na politykę Wielkiej Brytanii. Przynajmniej w najbliższym czasie. Kielak uważa jednak, że organizacje takie jak Patriot Platform są zagrożeniem dla bezpieczeństwa Wielkiej Brytanii. Dziennikarz zauważa też, że do głośnych ruchów antyimigranckich nie przyznaje się nawet skrajna, antyeuropejska partia Reform Nigela Farage’a.

Tradycyjne siły polityczne w Anglii, lewica i prawica, traktują te ruchy jako zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa i zagrożenie wizerunkowe dla siebie samych. Gdyby tak nie było, partia Reform Nigela Farage’a otwarcie by objęła te ruchy opieką. Niemniej wszyscy bacznie obserwują skalę sprzeciwu społecznego wobec zachowań Robinsona, uczą się, co obecnie uchodzi za społecznie akceptowalne, gdzie przesunęła się granica – tłumaczy w rozmowie z o2.pl.

Polacy czują się bezpiecznie. Dziennikarz przestrzega

Według Bartosza Kielaka działania ruchów antyimigracyjnych w Wielkiej Brytanii nie są aktualnie żadnym zaskoczeniem. Reporter „The Times” zaznacza, że „skrajna, antyimigrancka prawica w UK nigdy nie zniknęła”.

Mimo że organizacje polityczne tej flanki były na przestrzeni dekad delegalizowane, to korzenie robotniczej, białej reakcji przeciwko etnicznemu skażeniu „Albionu” można nakreślić od Mosleya, przez odzew wywołany przemową Rivers of Blood (przemowa brytyjskiego polityka Enocha Powella, który skrytykował skalę migracji w Wielkiej Brytanii – przyp. red.), falę wschodnioeuropejskiej migracji w pierwszej dekadzie XXI wieku, aż po skuteczne referendum brexitowe i stan upojenia, czy powszechną akceptację antyimigranckich sentymentów w przestrzeni publicznej, które to referendum wzburzyło. Tommy Robinson i jego towarzystwo się w tym odnaleźli i bez skrupułów to eksploatują, tak jak na poziomie politycznym robi to Nigel Farage – wskazuje w rozmowie z o2.pl dziennikarz.

Mimo rosnącej fali antyimigranckich nastrojów na Wyspach, Polacy mieszkający w Portsmouth, Dover lub w innych częściach Wielkiej Brytanii mówią w rozmowie z o2.pl, że czują się bezpiecznie. Chociaż w rozmowach zastrzegają sobie anonimowość „ze względu na własną ochronę”, to jednocześnie tłumaczą, że „sprawa ich nie dotyczy”, a sami Brytyjczycy „rozprawiają się z nielegalnymi migrantami, a nie legalnymi pracownikami”.

Bartosz Kielak zaznacza jednak, że ruchy antyimigranckie i skrajnie nacjonalistyczne tylko pozornie traktują Polaków jako przyjaciół.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że część polskiej diaspory, która w Anglii historycznie miała rys konserwatywny i katolicki, znalazła wspólny język z reakcjonistami, którzy jeszcze dwadzieścia lat temu atakowali napływających polskich imigrantów. Zostaliśmy ugłaskani nagłym zaliczeniem do tych „czystych”, „białych”, „kulturowo kompatybilnych”. Czujemy się lepsi czyimś kosztem. Jednocześnie partia Reform już mówi o zabraniu Europejczykom przywilejów rezydenckich, zapewnionych w ramach umowy brexitowej. Ruchy takie jak Tommy’ego Robinsona nie uznają praw obywatelskich ludności „przyjezdnej” i nietrudno wyobrazić sobie scenariusz, w którym Polacy też okażą się ich niegodni – podsumowuje w rozmowie z o2.pl. dziennikarz „The Times”.