O udostępnienie dokumentu jako pierwszy poprosił Jacek Werder, analityk branży OZE. Nazwa opracowania brzmi: „Analiza aktualnych cen pelletu drzewnego w Polsce 2025–2026 oraz prognoza na sezon grzewczy 2026–2027”. Odpowiedź ministerstwa? Odmowa. Analiza została przygotowana przez Polską Radę Pelletu (PRP), ale nie stanowi informacji publicznej.
Branżowy raport wzbudził jednak szerokie zainteresowanie ze względu na prognozę cen pelletu na nadchodzący sezon grzewczy. Jak dowiedziały się nieoficjalnie WP Finanse, w Ministerstwie Energii odbyło się spotkanie, na które zaproszono przedstawicieli branży OZE. Resort prezentował na nim m.in. propozycje systemowych działań, które mogłyby obniżyć ceny pelletu.
Gaz, ekogroszek czy pellet? Sprawdziliśmy, co wychodzi najtaniej
W jego trakcie ministerstwo miało także przyznać, że czarny scenariusz mówi o wzroście cen nawet do 4–5 tys. zł za tonę pelletu. Taki wariant mógłby wystąpić, gdyby tegoroczna zima okazała się tak samo mroźna jak ta z przełomu 2025 i 2026 r. Bardziej ostrożne założenia miały mówić o przebiciu poziomu 3 tys. zł.
Uczestnikom spotkania nie ujawniono, jakie jest źródło owych danych. Nie jesteśmy więc w stanie ustalić, czy podane kwoty pochodziły z analizy przygotowanej przez Polską Radę Pelletu.
W związku z tym próbowaliśmy uzyskać dostęp do raportu, aby poznać jego treść. Prezes PRP Adam Sarnaszek skontaktował się z nami telefonicznie. Przekonywał, że dokument był w rzeczywistości prezentacją liczącą „kilka slajdów” przygotowaną na spotkanie z Ministerstwem Energii. Zapewniał także, że nie zawiera on prognoz liczbowych dotyczących cen pelletu. Na prośbę o udostępnienie naszej redakcji raportu odpowiedział jednak, że taka decyzja wymaga spotkania zarządu Rady.
Ministerstwo Energii, które miało być adresatem analizy, odpowiedziało natomiast, że opracowanie zostało sporządzone przez podmiot prywatny, nie na zlecenie resortu i bez zaangażowania środków publicznych, a następnie przekazane resortowi jako materiał branżowy. Resort nie odniósł się do naszych pytań dotyczących prognoz cen. Naszych ustaleń nie chciał komentować również prezes Adam Sarnaszek.
Przeciętnej wielkości dom o powierzchni 120–150 mkw. potrzebuje około 3–4 ton tego paliwa na sezon grzewczy. Realizacja scenariusza mówiącego o 5 tys. zł za tonę oznaczałaby, że zaopatrując się w pellet dopiero w trakcie sezonu, gospodarstwo domowe mogłoby wydać nawet 15–20 tys. zł na ogrzanie nieruchomości. To prawie pięć razy więcej niż jeszcze na początku 2025 r.
To oczywiście skrajnie pesymistyczna wersja. Gdyby ceny wzrosły do 3 tys. zł za tonę, koszt ogrzewania wyniósłby 9–12 tys. zł. Nawet taki scenariusz oznacza jednak znaczny wzrost kosztów. Obecnie, przy 2 tys. zł za tonę, kwota zamyka się w 6–8 tys. zł.
Rachunki za pellet mogą zaboleć. Rząd wskazuje przyczynę
Warto zaznaczyć, że branżowi eksperci, z którymi rozmawialiśmy, pozostają wobec tych najwyższych liczb sceptyczni. Wskazują wprawdzie, że liczba kotłów na pellet cały czas rośnie, a ilość surowca pozostaje na podobnym poziomie. Ich zdaniem ryzyko tak drastycznego wzrostu cen jest jednak niewielkie.
Pellet ofiarą swojego sukcesu
Paweł Lachman, prezes zarządu Polskiej Organizacji Rozwoju Technologii Pomp Ciepła PORT PC, podkreśla, że niezrozumiałe jest dla niego utajnianie dokumentu.
Z tego, co wiem, Ministerstwo Energii opiera na tej analizie swoje działania i komunikację. Widać więc, że raport nie leży w szufladzie, ale jest wykorzystywany w praktyce – wskazuje w rozmowie z WP Finanse.
Ekspert zwraca uwagę, że zagrożenia związane z rynkiem pelletu zostały wcześniej opisane w analizie Ministerstwa Klimatu i Środowiska przygotowanej w połowie 2025 r. – Moim zdaniem w późniejszych działaniach nie wyciągnięto z tej analizy wystarczających wniosków. Tymczasem wiele wskazanych w niej ryzyk zaczęło się materializować: ograniczenia podaży, wzrost popytu i cen oraz rosnące ryzyko uzależnienia Polski od importu pelletu – mówi Paweł Lachman.
Jego zdaniem problem może mieć charakter trwały. – Jeżeli pozyskanie drewna będzie ograniczane, podaż surowca do produkcji pelletu może pozostać na obecnym poziomie albo jeszcze się zmniejszyć. Jednocześnie każde kolejne urządzenie grzewcze na pellet zwiększa popyt. W skrajnym scenariuszu oznacza to, że dodatkowe zapotrzebowanie będzie musiało być pokrywane importem – tłumaczy.
W ostatnim czasie owo zapotrzebowanie wzrosło tymczasem w Polsce skokowo. W 2025 r. w programie „Czyste Powietrze” trzy czwarte wniosków dotyczących wymiany źródeł ciepła dotyczyło kotłów na pellet oraz drewno.
Państwo na zakup takich urządzeń dawało nawet do 8 tys. zł dotacji. Polaków kusiła także stosunkowo niska cena paliwa. Na początku 2025 r. tona pelletu A1 (najwyższej jakości, używanego w domowych kotłach) kosztowała ok. 1200-1500 zł. Za błyskawiczny wzrost kosztów ogrzewania odpowiada jednak nie tylko popyt, ale także spadek sprzedaży drewna. Pellet klasy A1 powstaje bowiem z resztek po obróbce drewna w tartakach.
– O cenach decydują przede wszystkim podaż i popyt. Podaż jest dziś mniejsza między innymi dlatego, że część produkcji dużych dostawców została wyeksportowana do innych krajów europejskich. Jednocześnie popyt w Polsce wyraźnie wzrósł. Jeżeli nadal będzie rósł, a krajowa podaż za nim nie nadąży, presja na import i wzrost cen będzie się utrzymywać – ocenia Paweł Lachman.
Turystyka pelletowa kwitnie
Po mroźnej tegorocznej zimie wielu użytkowników pieców liczyło, że ceny pelletu spadną na wiosnę. I tak się stało, ale tylko chwilowo. W lipcu tego roku, według serwisu cenapelletu.pl, średnia cena pelletu A1 wyniosła 2018 zł za tonę. Na początku września na Śląsku niektórzy sprzedawcy oferowali pellet już za 2400 zł/tona, następnie stawki spadły w okolice 2 tys. zł.
Ceny pelletu wystrzeliły. Branża apeluje o ulgę w PIT
Jak pisaliśmy w WP Finanse, niespodziewany wzrost cen w trakcie lata sprawił, że rozkwitła turystyka pelletowa. Sprzedawcy informowali pod koniec lipca, że sytuacja zrobiła się nerwowa. Mniejsze składy sprzedawały paliwo na zapisy. Czas oczekiwania na dostawę liczony był w tygodniach.
„Transporty, które do nas przyjeżdżają, są w 90 proc. wyprzedane. Nie możemy zbudować stanu magazynowego, bo wszystko schodzi na bieżąco” – mówił nam Damian Kozik, sprzedawca pelletu z miejscowości Wierzbno (woj. opolskie). Dużym zainteresowaniem wśród Polaków zaczęły cieszyć się sklepy z Niemiec i Czech, gdzie pellet jest sprzedawany za ok. 2 tys. zł/tona.
Obecnie, jak się dowiadujemy, ceny pelletu z Polski i z zagranicy się wyrównały, a popyt na paliwo jest mniejszy, niż spodziewali się tego handlarze. – Myślę, że 60 proc. moich klientów jest już w dużym stopniu zaopatrzonych w pellet – przekonuje Damian Kozik.
Rząd szuka rozwiązań
Resort energii polecił zresztą UOKiK-owi sprawdzić, czy wakacyjna drożyzna ma swoje rynkowe podstawy. – Nie może być tak, że dofinansowania na kotły pelletowe wciąż są oferowane, ludzie z tego korzystają, a ceny być może są sztucznie windowane na rynku – grzmiał wiceminister Konrad Wojnarowski.
Urząd odparł jednak, że przyczyny wzrostu cen są bardzo prozaiczne. Kontrola wykazała, że nie chodzi tu o żadne zmowy cenowe między producentami.
„W 2025 r. w programie „Czyste Powietrze” ok. 77 proc. wniosków o dofinansowanie wymiany źródeł ciepła dotyczyło kotłów na pellet i drewno. Z tego rodzaju kotłów korzysta obecnie w Polsce ok. 450 tys. gospodarstw domowych i ta liczba zwiększyła się o ponad 90 tys. w porównaniu z 2023 r. Za rosnącymi potrzebami konsumentów nie nadąża produkcja pelletu” – wyjaśnił UOKiK.
W połowie sierpnia minister Miłosz Motyka zapowiedział działania zmierzające do zwiększenia ilości pelletu na rynku. – Współpracujemy z Polską Radą Pelletu, mamy kilka rozwiązań technicznych. Jesteśmy też w kontakcie z Lasami Państwowymi, działamy na tyle, na ile jest to możliwe w reżimach środowiskowych, żeby tego surowca było więcej – tłumaczył szef resortu energii.
Branża chce, by użytkowników pelletu A1 objąć ulgą podatkową. Na stole pojawiły się również propozycje, by zacząć wykorzystywać biomasę agro, czyli palić roślinami energetycznymi jak topola, wierzba czy miskant.
Polacy szukają tańszych zamienników
Niezależnie od planów rządu, Polacy szukają alternatyw na własną rękę. Odpowiedzią na kryzys cenowy staje się m.in. pellet ze słomy, którego cena wynosi 600–900 zł za tonę. Na WP Finanse pisaliśmy także o zamienniku w postaci owsa. Zapytaliśmy o to producenta pieców na pellet z Giżycka firmę Kostrzewa. Tona zboża kosztuje 600–800 zł.
„Rozwój wykorzystania biomasy agro i agropeletu może w dłuższej perspektywie ograniczyć presję na biomasę drzewną oraz zwiększyć dywersyfikację krajowej bazy paliwowej. W zakresie rozwoju podaży biomasy agro, w tym tworzenia instrumentów wsparcia tego sektora oraz rozwiązań mogących przyczynić się do zwiększenia dostępności krajowego surowca pochodzenia rolniczego na cele energetyczne, Ministerstwo Energii pozostaje w kontakcie z Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi” – czytamy w odpowiedzi przesłanej nam przez resort energii.
Zdaniem Pawła Lachmana trudno uznać to jednak za rozwiązanie problemu kosztów ogrzewania. Ekspert wskazuje, że kotły dotowane z programu Czyste Powietrze są certyfikowane dla określonego paliwa i określonych parametrów emisji.
Problemem jest to, że typowy kocioł na pellet drzewny nie ma potwierdzonych parametrów emisyjnych dla takich paliw. To, że coś można wsypać do podajnika i spalić, nie oznacza, że kocioł nadal spełnia wymagania, na podstawie których otrzymał certyfikat i publiczną dotację – puentuje.

