Dodaj WP Wiadomości jako preferowane źródło w Google

Nasze treści będą częściej wyświetlać się w Twoich wynikach Google

Marcin Romanowski gra na nosie polskim organom ścigania już od grudnia 2024 r., kiedy zamiast stawić się na posiedzeniu aresztowym w swojej sprawie znalazł się w szpitalu, a chwilę później za granicą. Mimo że cały czas jest poza Polską i nie pracuje w Sejmie, to wciąż próbuje odgrywać rolę posła zaangażowanego w pomoc zwykłym obywatelom.

Diety poselskiej ani uposażenia Romanowski już nie dostaje, ale wciąż działają jego biura poselskie, na które co miesiąc Sejm przelewa 25 tys. zł ryczałtu. Dzięki temu Romanowski, mimo że fizycznie w Polsce nieobecny, może być twarzą swoistych akcji społecznych. Pracownicy jego biura regularnie rozdają potrzebującym płody rolne: była już papryka i kapusta, a w ostatni czwartek w lokalu przy Placu Wolności w Biłgoraju można było dostać za darmo 5 kilogramów śliwek węgierek.

Jednym z najbliższych współpracowników Marcina Romanowskiego jest w Biłgoraju Andrzej Borowiec. Obecnie to wójt pobliskiego Aleksandrowa, ale za czasów rządów PiS dyrektor lubelskiego oddziału Lasów Państwowych, które były swoistą enklawą dla polityków Solidarnej Polski wśród podległych rządowi instytucji. Borowiec w czwartek porównał Romanowskiego do księdza Jerzego Popiełuszki.

„Służby go ścigają, chce go państwo polskie zniszczyć, tak jak reżim komunistyczny zniszczył księdza Jerzego Popiełuszkę. To jest ten sam styl i ten sam sposób” – mówił Borowiec.

Były dyrektor w Lasach Państwowych: Darowizna od rolników

WP spytała wójta Aleksandrowa, czy śliwki rozdawane tego dnia mieszkańcom poseł zakupił sam.

– Pracownicy biura, to jest inicjatywa pracowników biura, również poseł działał, żeby też te śliwki tutaj były – odpowiedział Andrzej Borowiec. Dodał, że była to „darowizna na rzecz biura” oraz że z jego informacji wynika, że nikt nie płacił za owoce.

Kiedy dopytujemy, od kogo ta darowizna, Borowiec odpowiada: – Od rolników lokalnych.

Kto zapłacił za śliwki Romanowskiego? Sprzeczne wersje wydarzeń

Dyrektor biura: Pan poseł kupił

Śliwki w czwartek rozdawała Anna Chyl, przedstawiająca się jako dyrektor biura poselskiego Romanowskiego, mimo że nie ma jej na sejmowej liście oficjalnych współpracowników posła. Oprócz owoców każdy uczestnik akcji dostawał też ulotkę posła PiS z listą jego emigracyjnych działań, obejmującą jeszcze okres węgierski. Nieoczekiwanie współpracowniczka posła w rozmowie z WP przekonuje, że darowizny ws. owoców jednak nie było.

– Pan poseł po prostu od niego kupił to – mówi Anna Chyl.

Dopytujemy, czy za śliwki zapłaciło biuro poselskie.

– Nie, absolutnie. Pieniądze z biura poselskiego są przeznaczone tylko i wyłącznie na biuro poselskie. Ostatnio mieliśmy kontrolę z Sejmu i wypadła ona pozytywnie – przekonuje Chyl.

Kilka razy dopytujemy, kto zapłacił za śliwki, ale dyrektor biura nie odpowiada. – My pomagamy rolnikom, to jest wsparcie dla rolników – kluczy Anna Chyl.

Kiedy rozmowę w biurze słyszy Andrzej Borowiec, podpowiada: – Darowizny, darowizny!

Ostatecznie dyrektor biura Marcina Romanowskiego nie umie wyjaśnić, kto zapłacił za owoce. To znaczy, że biuro posła, który ukrywa się przed polskimi organami ścigania, przeprowadziło akcję promującą polityka, ale właściwie nie wiadomo, kto za nią zapłacił.

– Zwracamy uwagę, że wydatki dokonane ze środków przeznaczonych na prowadzenie biura poselskiego muszą zostać wykazane w corocznie składanych przez posłów sprawozdaniach, które są udostępniane na stronie Sejmu – przekazała WP Kancelaria Sejmu.

Teoretycznie każdy poseł musi też zgłosić wszelkie otrzymane darowizny powyżej 380 zł. Ostatni dostępny na stronach Sejmu rejestr korzyści posła Romanowskiego jest z 2024 r.

Romanowski kontra PiS w Biłgoraju

Skąd te happeningi? Lokalni politycy PiS mówią nieoficjalnie, że Romanowski próbuje w ten sposób zaznaczyć obecność w mateczniku partii. Sami się od niego dystansują. Jeden z nich opowiadał już wcześniej Wirtualnej Polsce, jak sztabowcy posła działali w kampanii do Sejmu w 2023 r.

Było spotkanie wyborcze posłanki Strzałki w Wólce Biskiej, gdzie nagle wtargnęło kilka osób w koszulkach Romanowskiego. Zaczęli wszystko rozwalać, krzyczeć na ludzi – relacjonował polityk PiS, który brał udział w spotkaniu.

W wyborach samorządowych w 2024 r. Romanowski wystawił własny komitet, konkurencyjny wobec PiS. Dlatego choć w centrali nikt go publicznie nie skrytykuje, w Biłgoraju lokalni politycy Prawa i Sprawiedliwości mówią o nim wprost i bardzo krytycznie.

– Tego typu akcje są przez nas wszystkich odbierane jako żenująca akcja. Ale jak pan widzi, zawsze się znajduje ktoś, kto przyjdzie po te śliwki czy kapustę – komentuje w rozmowie z WP ważny polityk PiS w regionie.

Wiosną PiS usunęło ze swoich struktur pięcioro bliskich współpracowników Romanowskiego: dwie radne powiatowe, byłego posła Piotra Szeligę, radnego i burmistrza.

Chaos w regionie Czarnka. PiS czyści szeregi, a Konfederacja rośnie

Chaos w regionie Czarnka. PiS czyści szeregi, a Konfederacja rośnie

Działacze Prawa i Sprawiedliwości są przekonani, że Romanowski mimo wszystko próbuje utrzymać związki z Biłgorajem, bo wciąż liczy na to, że partia pozwoli mu wystartować w wyborach parlamentarnych w przyszłym roku, chociaż nawet wśród uczestników jego akcji zdania na ten temat są podzielone.

Jakby się oczyścił, to bym poparła. A tak, wie pan, to ja się boję – mówiła w czwartek WP Grażyna z Biłgoraja.

Naddniestrze: u nas go nie ma

Poseł Romanowski zniknął z radarów polskich organów ścigania w grudniu 2024 r. Zamiast z sądu oglądaliśmy jego zdjęcia ze szpitala. Jego pełnomocnik tłumaczył wtedy, że poseł PiS przeszedł bardzo poważną operację, ale szybko okazało się, że chodziło tylko o przegrodę nosową leczoną w szpitalu w Lublinie. Zaraz po wyjściu ze szpitala słuch po Romanowskim zaginął. Uciekł z Polski, a po dwóch tygodniach okazało się, że uzyskał azyl polityczny na Węgrzech.

Wspierał go rząd Viktora Orbána, ale po zmianie władzy Romanowski zaczął szukać nowych możliwości – nowy premier Péter Magyar zapowiadał, że Węgry nie będą dłużej chronić polskich uciekinierów. Zbigniew Ziobro, który również schronił się nad Dunajem, przedostał się do Stanów Zjednoczonych. Romanowskiemu nikt w podobny sposób nie pomógł. Wirtualna Polska i TVN24 opisywały niedawno, jak szukał azylu w Dubaju z pomocą szefa Zondacrypto Przemysława Krala. Chodziło o założenie tam spółki, ale plan się nie powiódł – nikt w Zjednoczonych Emiratach Arabskich nie chciał jej otworzyć osobie poszukiwanej.

Dyrektorka więzienia obejrzała film. „Niemożliwe, żeby się wydarzyło” Jak Marcin Romanowski azylu u Krala szukał

Jak Marcin Romanowski azylu u Krala szukał

Kilka tygodni temu Romanowski złożył w Sądzie Okręgowym w Warszawie wniosek o list żelazny. Koperta miała pieczątkę z Naddniestrza – separatystycznego regionu Mołdawii kontrolowanego i wspieranego przez Rosję. Premier Donald Tusk mówił wtedy, że służby państw regionu potwierdziły, iż Romanowski „na 99 proc. znajduje się w Naddniestrzu”. W poniedziałek Wirtualna Polska ujawniła jednak, że tamtejsze władze „nie posiadają informacji” o jego obecności. Sąd zdecyduje 30 września.