Jak pisaliśmy wcześniej, liderzy koalicyjni mieli zostawić Hołowni wolną rękę co do ewentualnego „przewrotu” w Polsce 2050. Założenie było takie, że wicemarszałek Sejmu przejmie władzę w 15-osobowym klubie tej partii, a być może doprowadzi nawet do ponownego połączenia z rozłamowcami z klubu Centrum.
W drugim kroku Hołownia miałby wejść do rządu w randze wicepremiera – taki scenariusz oceniali niedawno Polacy w sondażu. Mówiło się o trzech opcjach: teka ministra bez teki, odpowiedzialnego za politykę komunikacyjną rządu i zwalczanie dezinformacji, albo przejęcie jednego z resortów, które przypadły Polsce 2050 – kultury lub funduszy. Takie zachęty jeszcze niedawno płynęły ze strony polityków z innych ugrupowań koalicyjnych.
Omawiany scenariusz miał gwarantować większą stabilność koalicji.
– Nawet gdyby kilku posłów się wykruszyło przy okazji fuzji, to i tak byłby jeden stabilny klub – tłumaczył nam jeden z polityków koalicji.
A część polityków z innych ugrupowań liczyła nawet, że taka zmiana będzie oznaczała pozbycie się z rządu Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, której postawę politycy z innych partii oceniają jako konfrontacyjną i nielojalną.
„Na razie nic, albo długo, długo nic”
Scenariusz wydawał się na tyle konkretny, że zaczęto już wyczekiwać tylko ruchów ze strony samego Hołowni. Słychać było nieoficjalnie o rosnącej liczbie zwolenników Hołowni w klubie Polski 2050, choć z drugiej strony, z okolic wicemarszałka płynął sygnał, że to możliwe będzie tylko w porozumieniu ze wszystkimi.
Ale finalnie do „zamachu stanu” w Polsce 2050 nie doszło. Sam Hołownia takiego scenariusza nie przekreśla, ale jednocześnie nie widzi powodów do pośpiechu. A to wywołało sporą irytację wśród pozostałych koalicjantów. Gdy dziś pytamy o możliwość wejścia Hołowni do rządu, z kilku miejsc słyszymy zgodną odpowiedź, że nie ma na to szans.
– Na razie nic, albo długo, długo nic. O Hołowni mówią media i Hołownia – ucina rozmówca z otoczenia premiera Tuska. – On chyba jest pogubiony, nie jest do końca w stanie tego poukładać. Bardzo chciałby wrócić do gry, obojętne gdzie i jak, ale chyba nie wiadomo gdzie i jak – dodaje.
Nasz rozmówca zwraca uwagę, że Hołownia, mimo nieoficjalnych zapowiedzi, „nie wziął klubu Polski 2050”, nie jest też z punktu widzenia wyborców koalicji jako całości wartością dodaną. – Raczej nie doda, a odejmie, bo dla dużej części naszych wyborców i elektoratu Lewicy po spotkaniu z Bielanem jest zdrajcą – zauważa rozmówca z otoczenia Tuska.
W tym kontekście Hołowni nie pomogły jego wypowiedzi w programie Moniki Olejnik „Kropka nad i” w TVN24, gdzie sugerował, że w rządzie mógłby się zająć tworzeniem narracji, że rozmawiał z premierem Donaldem Tuskiem o tym, że Polska i rząd potrzebują kogoś, kto „będzie koordynował bezpieczeństwo informacyjne”.
– Powinniśmy umieć w taki biało-czerwony patriotyzm, dający ludziom poczucie sukcesu i sprawstwa – tłumaczył Hołownia.
Wielu zakładało, że już na pierwszym wrześniowym posiedzeniu Sejmu Hołownia zaprowadzi nowe porządki w partii. Ale tak się nie stało, a sam Hołownia wysyła sygnały, że nie chce się spieszyć, a nawet jeśli nic z tych planów nie wyjdzie, to zawsze w swoim politycznym „radarze” ma perspektywę „kariery zagranicznej” (choć sam tego nie precyzuje, to jednak mówi się o chęci zostania ambasadorem, uznając, że taką nominację poparłby Karol Nawrocki).
Nawet w samej Polsce 2050 poziom emocji nieco opadł. – Szymon będzie próbował cały czas, ale nie ma na to siły. Myślę, że będzie docelowo chciał skleić jakiś zlepek z Hennig-Kloską, ale to za jakiś czas – komentuje rozmówca związany z Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz. Chodzi o Paulinę Hennig-Kloskę, ministrę klimatu i środowiska z Polski 2050.
Ten sam rozmówca sceptycznie ocenia szanse na ponowne połączenie Polski 2050 i Centrum. – Nie wiem, czy to się da posklejać. Szymon chce na listę KO przez PSL (czyli startować z listy Koalicji Obywatelskiej z rekomendacji ludowców – red.), Katarzyna chce robić alternatywę dla KO i PiS. Ciężko to pogodzić – przyznaje.
Hołownia a Nawrocki
W związku z brakiem bardziej zdecydowanych ruchów Hołowni ważny polityk koalicji zarzuca mu „brak odpowiedzialności”. Niezrozumienie w koalicji budzi taktyka byłego lidera Polski 2050 – Hołownia bowiem wyszedł z założenia, że albo członkowie klubu jednomyślnie go poprą, albo żadnego „przewrotu” nie będzie. Tymczasem naszym rozmówcom z koalicji bliższa jest dewiza Donalda Tuska, że władzę się zdobywa, a nie dostaje.
– Nikt do końca nie wierzył, że Szymon przejmie Polskę 2050. Nie możemy dłużej czekać na jego ruch, mamy mało czasu, bo niedługo wybory – przekonuje ważny polityk koalicji.
Jak jego zdaniem powinien postąpić Hołownia? – Na jego miejscu połączyłbym te dwa kluby – Polski 2050 i Centrum. Z pięciu posłów pewnie by uciekło, ale to nic, bo większość koalicji liczy 239 posłów i mamy bufor. Następnie powiedziałbym, że wchodzę do rządu w miejsce Pełczyńskiej-Nałęcz, dawnemu Centrum oddałbym stanowisko wicemarszałka Sejmu. Z kolei stanowisko szefa nowego klubu sejmowego biorę sam lub daję to komuś lojalnemu. Następnie bym poszedł na radę krajową partii i odebrał władzę w partii Pełczyńskiej-Nałęcz – opowiada rozmówca.
Kolejnym kłopotem Hołowni w kontekście koalicyjnej współpracy mogą być jego kontakty z prezydentem Karolem Nawrockim. To miał być atut, który miał pomóc obniżyć napięcie i zmniejszać konfrontację oraz pomagać rozwiązywać poszczególne problemy w konkretnych sprawach.
Ale w obliczu rosnącego napięcia na linii rząd-Pałac Prezydencki w oczach innych liderów koalicji staje się raczej obciążeniem.
– Chce być bliżej Nawrockiego niż Tuska i myśli, że będzie łagodzić, a na to nie ma miejsca, bo tu konfrontują się dwa bloki – podkreśla rozmówca Wirtualnej Polski.
Pełczyńska-Nałęcz przesłuchiwana
Te wszystkie kwestie powodują, że w ciągu wakacji sentyment w koalicji wobec Szymona Hołowni znacząco się zmienił. To dlatego też od ważnych koalicyjnych polityków słychać, że dla wicemarszałka nie ma dziś miejsca w rządzie.
Osobną kwestią jest sytuacja Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Nie jest tajemnicą, że w rządzie ma więcej przeciwników niż przyjaciół. Z jednej strony głośno walczy o niektóre kwestie, jak np. o regulację najmu krótkoterminowego, ale metody tej walki często są odbierane przez resztę koalicji jako nielojalność.
To już oficjalne. „Takiej kompromitacji Konfederacji nie było od lat”
Tak było właśnie w tej kwestii, gdy pierwotnie zgłosiła zdanie odrębne w sprawie najmu, choć ostatecznie okazało się, że rząd pod wpływem jej działań, ale także postawy Lewicy przygotował autopoprawkę do projektu.
Tyle że choć na dziś może irytować premiera czy ministrów z innych ugrupowań, to jest liderką Polski 2050 i ma za sobą 15 posłów, co jest gwarancją jej pozycji w rządzie.