Stany Zjednoczone, pomimo zapewnień prezydenta, wciąż nie są w stanie skutecznie przywrócić transportu surowców przez cieśninę Ormuz. Początek września przyniósł kolejną eskalację i powrót kryzysu na rynku ropy naftowej oraz paliw. Z założeń memorandum z Islamabadu, które miało przynieść światowym rynkom oddech, nie ma już śladu.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

— Ryzyko geopolityczne związane z wojną na Bliskim Wschodzie pozostaje bardzo wysokie, a z wypowiedzi stron konfliktu nie wynika, aby sytuacja miała się w najbliższym czasie poprawić — przyznaje w rozmowie z Business Insiderem Rafał Zywert, analityk rynku ropy w Reflexie.

Czytaj także: Kurczy się klasa średnia w USA. Wolą nazywać się inaczej

Pomimo postanowień czerwcowego memorandum nie doszło do otwarcia cieśniny. Na mocy porozumienia Iran rościł sobie prawo do kontrolowania przepływu, podczas gdy warunkiem Waszyngtonu miał być nieskrępowany ruch jednostek.

Nie zmaterializowały się również zapowiedzi Donalda Trumpa dotyczące potencjalnego przyłączenia cieśniny do USA. Amerykańska administracja oficjalnie zapewnia, że kontroluje przesmyk, jednak sytuacja pozostaje daleka od optymalnej.

Stan gry na wrzesień. Iran wprowadza strefę zamkniętą

Iran, który formalnie utrzymuje blokadę cieśniny, zapowiada właśnie zaostrzenie kontroli nad szlakiem. Szef Irańskiej Rady Bezpieczeństwa Mohsen Rezaei ogłosił plany wprowadzenia specjalnej strefy zamkniętej wokół cieśniny Ormuz. Każdy statek, który wpłynie do niej bez zgody Teheranu, ma zostać wpisany na listę sankcyjną lub zaatakowany. W ten sposób Teheran próbuje przekształcić deklarowaną kontrolę wojskową w bardziej sformalizowany system zarządzania ruchem.

W praktyce oznacza to jednak jedynie gotowość do dalszej eskalacji. Amerykanie, którzy prowadzą blokadę irańskich portów i zapewniają, że to oni kontrolują Ormuz, wcześniej zaatakowali trzy irańskie tankowce. Ofensywa Waszyngtonu stanowiła z kolei odwet za wystrzelenie pocisków balistycznych w kierunku okrętów USA.

Kto faktycznie kontroluje Ormuz?

Impas trwa, choć obie strony zapewniają, że kontrolują przesmyk. Trump wielokrotnie mówił publicznie, że USA mają pełną kontrolę nad cieśniną i utrzymują skuteczną blokadę. Do tego jednak daleka droga. Cieśnina prawdopodobnie w dużym stopniu pozostaje zaminowana przez Iran, czego efektem są pojawiające się doniesienia o płonących tankowcach próbujących przez nią przepłynąć.

Teheran potrafi pokrzyżować plany przewoźników, ale nie ma mowy o prowadzeniu handlu na jego zasadach. Irańskie porty są objęte amerykańską blokadą morską, a należące do Teheranu statki pozostają celem amerykańskich uderzeń odwetowych. Zniszczono m.in. 16 okrętów minowych.

Spektakularne akcje USA

Amerykanie kilkukrotnie efektownie zademonstrowali siłę, jednak nie przełożyło się to na trwałą zmianę sytuacji. Paradoksalnie działania te uwidaczniają impas, w jakim znalazł się konflikt. 1 września wojska USA eskortowały przez cieśninę 40 statków handlowych przewożących około 18 mln baryłek ropy. Tego samego dnia amerykańskie siły powietrzne i morskie uderzyły w 60 irańskich celów wojskowych kontrolowanych przez irańskich Strażników Rewolucji.

Wczoraj „Financial Times” informował z kolei o brawurowej interwencji amerykańskich komandosów z Navy SEALs, którzy m.in. przy użyciu dronów morskich nocami rozminowywali cieśninę, aby przywrócić jej przepustowość.

Co dziś przepływa przez cieśninę Ormuz?

Nie znamy jeszcze efektów akcji amerykańskich sił specjalnych, ale obecnie cieśnina Ormuz nadal pozostaje otwarta jedynie częściowo. Ryzyko ataków lub detonacji min sprawia, że ubezpieczenie tankowców jest horrendalnie drogie, a z powodu działań wojennych przepustowość szlaku pozostaje mocno ograniczona.

W czasie pokoju przez cieśninę przepływało nawet 130 statków dziennie. W tym tygodniu, po kolejnej eskalacji napięć, Reuters informował o spadku tej liczby poniżej 20 jednostek. Nawet jeśli są to dane zbyt pesymistyczne, i tak wskazują na poważny kryzys.

— Oficjalne statystyki dotyczące żeglugi w rejonie cieśniny Ormuz nie pokazują pełnego obrazu, ponieważ część statków wyłącza lokalizatory. Ograniczenie przepływów prawdopodobnie nie sięga więc 90 proc., jak mogłyby sugerować oficjalne dane, lecz raczej około 30—40 proc. To wciąż jednak bardzo poważny ubytek, szczególnie w sytuacji, gdy równocześnie brakuje rosyjskiego produktu i utrudniony jest transport przez Morze Czerwone — tłumaczy Rafał Zywert.

Skąd Iran czerpie swój potencjał?

Pomimo trwającej od pół roku wojny, Iran wciąż ma siłę, by uniemożliwiać Ameryce realizację jej celów. Przed wybuchem konfliktu był regionalnym potentatem w produkcji rakiet i dronów.

Tuż po rozpoczęciu konfliktu Reuters przytaczał szacunki dotyczące irańskiego arsenału, wahające się od około 2,5 tys. do 6 tys. pocisków krótkiego i średniego zasięgu oraz pocisków manewrujących o zasięgu dochodzącym do około 2 tys. km. Z kolei brytyjskie Centrum Odporności Informacyjnej opisywało zdolności produkcyjne Iranu jako sięgające 10 tys. dronów miesięcznie.

Analitycy wskazują, że Iran stracił w czasie działań wojennych dużą część swojego potencjału, ale nadal zachowuje zdolność do skutecznego nękania przeciwników z powietrza i morza.

Jednocześnie zwiększa swoje uzależnienie od zagranicznych dostaw. Światowe media informowały o wsparciu płynącym z Rosji, Chin i Korei Północnej. Jim Lamson, były analityk CIA, ocenia, że zależność Iranu od zagranicznych dostawców komponentów i materiałów wskazuje, iż ataki częściowo ograniczyły możliwości tego kraju w zakresie produkcji broni oraz materiałów niezbędnych do jej wytwarzania.

Kiedy może skończyć się konflikt?

Można przypuszczać, że Stany Zjednoczone będą coraz bardziej zdeterminowane, by przywrócić normalny przepływ ropy w Zatoce. Problemem mogą jednak okazać się zasady, na jakich miałoby dojść do zakończenia walk. W przypadku sukcesu Iranu nie jest też powiedziane, że problem z przepustowością Ormuzu zostanie zażegnany. Teheran ma ambicję kontrolowania tego korytarza.

USA do ustępstw może skłonić sytuacja polityczna. Ceny paliw w Stanach Zjednoczonych właśnie osiągają szczytowe poziomy. Wynoszą już średnio 4,14 dol. za galon benzyny, czyli około 1,09 dol. za litr, oraz 5,82 dol. za galon oleju napędowego, czyli około 1,54 dol. za litr.

Choć paliwa nadal są tam znacznie tańsze niż w Europie, wzrost kosztów odczuwają już branża logistyczna i gospodarstwa domowe. Dane Uniwersytetu Browna wskazują, że przeciętna amerykańska rodzina w czasie konfliktu wydała już o 760 dol. więcej na energię i paliwo.

W kontekście zbliżających się wyborów śródokresowych, zaplanowanych na 3 listopada, dane te mogą okazać się zatrważające dla Donalda Trumpa, który może stracić większość w Kongresie.

Grzegorz Kowalczyk, dziennikarz Business Insider Polska