Tuż po godzinie 21:00 tego sierpniowego dnia kończy się obserwacja. Przed budynkiem w dzielnicy Friedrichshain ciężko uzbrojeni policjanci decydują się na interwencję. Wpadają do mieszkania i przeszukują podziemny parking.
Na miejscu są również śledczy z wydziału zabójstw. Akcja policyjna nie pozostaje niezauważona. Natychmiast przed budynkiem gromadzi się kilku mężczyzn. Liczni mieszkańcy wyglądają przez okna i śledzą przebieg akcji. Atmosfera jest napięta.
Tego wieczoru szczególne zainteresowanie śledczych budzi ciemnoszare Audi S8.
Policjanci znajdują ten luksusowy sedan w podziemnym garażu. Samochód zostaje zajęty, a wkrótce potem, z włączonymi sygnałami świetlnymi, przewieziony do magazynu berlińskiej policji. Tam ma zostać dokładniej zbadany przez techników kryminalistycznych. Istnieje powód, dla którego śledczy tak bardzo interesują się tym pojazdem. Samochód ten został wcześniej zauważony przez świadków podczas zabójstwa na stacji Zoo. Sprawa ta zajmuje śledczych od tygodni.
To właśnie tam, w zachodniej części Berlina, 9 sierpnia tuż przed północą zastrzelono Kemala C. Strzelec uciekł natychmiast po popełnieniu zbrodni. Ratownicy medyczni próbowali jeszcze reanimować C., ale bezskutecznie — mężczyzna zmarł na miejscu zdarzenia.
Mroczne oblicze Francji. „Jeśli tam pójdziecie, to już jesteście martwi”
Ponieważ C. należał do znanej libańskiej wielopokoleniowej rodziny, śledztwo szybko skoncentrowało się na otoczeniu ofiary. C. był już znany policji i prokuraturze. W maju 2020 r. został skazany na karę z zawieszeniem za handel środkami odurzającymi w znacznej ilości. Rok wcześniej był notowany za spowodowanie obrażeń ciała.
Dziennikarze „Die Welt” uzyskałli dostęp do poufnych dokumentów. Wynika z nich, że część obecnych strzelanin w Berlinie ma związek z morderstwem na Hardenbergplatz. Sprawa ta po raz kolejny pokazuje, jak nieprzejrzysta stała się sytuacja w stolicy i jak pojedyncze przestępstwa wpływają na poczucie bezpieczeństwa całego miasta, ponieważ waśnie trwają od tygodni.
To morderstwo pokazuje również, że po raz kolejny w grę wchodzi turecka mafia.
Krótko po zdarzeniu na policyjną linię informacyjną wpłynęło zgłoszenie. Dzwoniący podali, że zbiegły strzelec jest Irakijczykiem. „Die Welt” zna tożsamość tego mężczyzny, ale rezygnuje z publikacji dalszych szczegółów, aby nie zagrozić śledztwu. Powiemy tylko tyle: w przeciwieństwie do ofiary, strzelec nie należy do żadnej znanej wielopokoleniowej rodziny.
Informatorzy nie tylko wskazali strzelca, ale podali również domniemany motyw zbrodni. Powodem morderstwa miało być rzekomo to, że C. kupił samochód. Samochód ten był jednak kradziony i został skonfiskowany przez policję. Ofiara zażądała wówczas zwrotu pieniędzy. Podczas spotkania na stacji Zoo C. chciał wyjaśnić tę sprawę. Rozmowa jednak wymknęła się spod kontroli. Ostatecznie Irakijczyk miał kilkakrotnie strzelać do C.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
W tygodniach po zbrodni przemoc nasiliła się na całym terenie miasta. Dwa dni po morderstwie nieznani sprawcy ostrzelali, na przykład z przejeżdżającego samochodu, drzwi wejściowe budynku wielorodzinnego w Marienfelde. W drzwiach widoczne były ślady po kulach. Na klatce schodowej leżały łuski. Pod tym adresem mieszka bowiem przyjaciel z dzieciństwa ukrywającego się podejrzanego. Skąd strzelcy to wiedzieli — nie jest jasne.
Według informacji „Die Welt” ten przyjaciel miał być również zastraszany przez przestępców z otoczenia tureckiej grupy mafijnej skupionej wokół Daltonsów. Grupa ta jest jedną z kilku, które obecnie działają w stolicy. Przestępcy grozili mu, że zabiją go i jego rodziców, jeśli nie pojawi się na spotkaniu.
Jak stwierdzają śledczy w swoich raportach, powodem tego zastraszania była wyłącznie jego przyjaźń z domniemanym strzelcem. Obecnie mężczyzna przebywa poza Berlinem i zamierza wrócić dopiero wtedy, gdy państwo będzie w stanie zagwarantować ochronę jego rodzinie.
Również inni znajomi podejrzanego mieli być bezkrytycznie poddawani presji. Z jednym z nich podobno skontaktowano się dwa dni po zabójstwie i wezwano go do udzielenia informacji na temat domniemanego sprawcy. Mówiono przy tym o „liście śmierci”. Gdyby strzelec nie zgłosił się na policję, zażądano by 55 tys. euro (237 tys. zł) „odszkodowania”. Przesłanie brzmiało, że każdy z otoczenia podejrzanego musi zapłacić „pieniędzmi albo życiem”.
Ceremonia pogrzebowa z udziałem setek przyjaciół i krewnych
O tym, jak szeroki był krąg znajomych ofiary, świadczyła ceremonia pogrzebowa w dzielnicy Neukolln, która odbyła się kilka dni po zbrodni. Zgromadziło się tam prawie 100 osób w czarnych strojach przed meczetem Al-Irschad przy Flughafenstrasse. Krewni i znajomi podjeżdżali tego dnia pod meczet, częściowo w drogich samochodach. Wcześniej liczni znajomi i partnerzy życiowi wyrazili swój smutek w mediach społecznościowych.
Na miejscu mężczyźni stoją oddzielnie od kobiet. Obejmują się, całują na powitanie, podają sobie ręce i składają kondolencje w języku arabskim. Poszczególne grupy trzymają się z boku lub stoją na pobliskich rogach ulic i obserwują sytuację. Atmosfera jest napięta, tak jakby w każdej chwili mogło się coś wydarzyć.
Kiedy jeden z chłopców zapytał, dlaczego stało się to z tym 30-latkiem, jeden z mężczyzn odpowiedział mu: „Zajmiemy się tym”. Mężczyzna ten wraz z kilkoma towarzyszami stoi nieco z boku większej grupy żałobników. Jeden z nich przyjechał czarnym Mercedesem-AMG.
Godne uwagi jest również miejsce uroczystości pogrzebowej. Meczet Al-Irschad od lat znajduje się w centrum zainteresowania niemieckich służb bezpieczeństwa. W ramach ogólnokrajowego zakazu działalności Hezbollahu w 2020 r. przeprowadzono przeszukanie tego miejsca modlitwy. Władze dostrzegły wówczas przesłanki wskazujące na powiązania ze strukturami wspierającymi szyicką organizację terrorystyczną.

Die Welt
Przed meczetem Al-Irschad stoi kilkudziesięciu mężczyzn
1119 przestępstw z użyciem broni palnej w samym Berlinie
W ubiegłym roku berlińska policja zarejestrowała, zgodnie z aktualnymi statystykami kryminalnymi, łącznie 1119 przestępstw, w których grożono bronią palną lub oddano strzały. Stanowiło to wzrost o 68 procent w porównaniu z rokiem poprzednim. W 604 przypadkach doszło jedynie do gróźb, a w 515 przypadkach faktycznie oddano strzały. W 2024 r. liczba ta wynosiła jeszcze 363 przypadki.
Już w czerwcu, według doniesień gazety „Berliner Morgenpost”, policja odnotowała ponad 46 przypadków, czyli więcej niż w roku poprzednim. Wraz z przestępstwami z ostatnich tygodni liczba ta ponownie znacznie wzrosła. Śledczy nie wierzą, że wkrótce sytuacja ta się zakończy, pomimo zapewnień ze strony polityków. W sprawie morderstwa na Hardenbergplatz funkcjonariusze rzeczowo stwierdzają, że rodzina ofiary dysponuje znacznymi środkami finansowymi nieznanego pochodzenia oraz kontaktami z kręgiem osób, które mogą namierzyć nieznane osoby i poddać je represjom fizycznym.