Rok 2022 dla rynków finansowych był trudny. Inflacja wyrwała się spod kontroli, stopy procentowe na świecie rosły w tempie niewidzianym od dekad, ceny surowców szybowały, atak Rosji na Ukrainę zwiększał ryzyko geopolityczne, inwestorzy szukali bezpiecznych przystani i uciekali do dolara, co windowało jego notowania.
Nic dziwnego, że w takich warunkach indeksy giełdowe nurkowały, szczególnie w takim kraju jak Polska. Dołek bessy na GPW został wyznaczony 13 października 2022 r., gdy w trakcie sesji WIG notowany był na poziomie zaledwie 45 018 pkt, a WIG20 w okolicy 1337 pkt. Gdyby nie chwilowa przecena z początku pandemii w marcu 2020 r. (wtedy indeksy na GPW osunęły się nieco niżej), byłyby to najniższe poziomy od globalnego kryzysu finansowego z 2009 r. Podstawowe wskaźniki wyceny — takie jak cena do zysku czy wartości księgowej — pokazywały wtedy, że rynek jest skrajnie wyprzedany.
Październik 2022 r. był przesileniem i od tego momentu indeksy zaczęły piąć się w górę, czemu sprzyjały stabilizacja sytuacji geopolitycznej i energetycznej oraz poprawa perspektyw w zakresie inflacji i stóp procentowych. Wyniki spółek sugerowały, że radzą sobie nieźle w trudnym otoczeniu, banki — mające dużą wagę w warszawskich indeksach — przetrwały najgorsze (rezerwy frankowe, wakacje kredytowe). Jesienne wybory parlamentarne i zmiana władzy w 2023 r. spowodowały, że Polska wróciła na radary inwestorów.Późniejsze przyspieszenie polskiej gospodarki, poprawa zysków spółek oraz spadek inflacji i stóp procentowych — mimo trwającej wojny w Ukrainie, rosyjskich dywersji w Polsce czy konfliktu na Bliskim Wschodzie — przyczyniały się do dalszych wzrostów i rekordów na GPW. Nawet w ostatnich dniach — gdy cena ropy naftowej sięgnęła psychologicznej bariery 100 dol., a rynek wycenia podwyżki stóp procentowych — WIG20 i WIG zanotowały nowe rekordy wszech czasów.Oczywiście w praktyce bardzo trudno trafić z zakupami w sam dołek i takie podejście jest nie tylko mało realne, ale nie warto też próbować wejść od razu z dużym kapitałem (zamiast tego lepiej systematycznie dokupywać, zgodnie z metodą DCA). Jednak dla celów statystycznych odnotujmy, że licząc od dołków z października 2022 r. do teraz, WIG zyskał aż 244 proc., a WIG20 210 proc.
MS Copilot na podstawie danych Stooq.pl
Stopy zwrotu liczone od 13 października 2022 r., gdy na GPW indeksy wyznaczyły minima bessy, do 11 września 2026 r. DAX – podobnie jak WIG – jest indeksem dochodowym, Stoxxx Europe 600 – tak jak WIG20 – cenowym.
Tu ważne zastrzeżenie: WIG jest indeksem dochodowym i uwzględnia wypłacane dywidendy (są automatycznie reinwestowane w kwotach brutto), w przeciwieństwie do WIG20, który jest indeksem cenowym (odcięcie praw do dywidendy danej spółki obniża indeks proporcjonalnie do wagi tej firmy w tym portfelu). WIG20 Total Return, czyli dochodowa odmiana WIG20, zyskała w tym okresie aż 266 proc., co pokazuje, że to największe spółki — w które angażują się inwestorzy zagraniczni — przyniosły największą stopę zwrotu.
Dochodowe wersje indeksów mWIG40 i sWIG80, grupujące spółki średniej wielkości i małe (w tej pierwszej grupie udział inwestorów zagranicznych jest już dużo mniejszy, a w drugiej jest pomijalny), przyniosły odpowiednio 237 proc. i 131 proc. stopy zwrotu.
Amerykański S&P 500 dał zarobić 116 proc. (jego dochodowa odmiana tylko o 1 pkt proc. więcej niż główny indeks ze względu na niską stopę dywidendy — dominują tam spółki technologiczne — oraz rosnący udział skupów akcji własnych). Nasdaq 100 w wersji dochodowej urósł o 186 proc. Niemiecki DAX i paneuropejski Stoxx Europe 600 zyskały kolejno 113 proc. i 69 proc. (ten pierwszy jest dochodowy, drugi cenowy). Dla porównania złoto zyskało 164 proc. To, licząc do teraz, bo gdyby uwzględnić szczyt ze stycznia 2026 r., byłoby to aż 241 proc. Pobicie przez złoto amerykańskich indeksów akcji to dość nietypowe wydarzenie.
Tyle trzeba było zaryzykować, aby zobaczyć milion złotych na rachunku
Aż 244 proc. i 266 proc. stopy zwrotu w niecałe cztery lata — jak w przypadku WIG i WIG20 Total Return — to coś, co w przypadku indeksów giełdowych (a nie pojedynczych spółek) zdarza się bardzo rzadko.
To oznacza, że na warszawskiej giełdzie była pierwsza od hossy z lat 2004-2008 szansa na ogromne zyski także w ujęciu bezwzględnym (w nominalnych kwotach). Wprawdzie jedno z porzekadeł mówi, że giełda to miejsce do pomnażania majątku, a nie jego budowy, ale w przypadku ostatnich czterech lat mogła stworzyć nowych milionerów.
Zobacz też: Giełda w Warszawie kończy 35 lat. Oto kluczowe wydarzenia
Ile trzeba było zainwestować kapitału w dołku w połowie października 2022 r., aby móc teraz cieszyć się siedmiocyfrową wartością aktywów? Założenie jest proste — inwestor ulokował kapitał na GPW i zrobił to w jednym momencie: 13 października cztery lata temu. To oczywiście — jak już zaznaczyliśmy — skrajnie uproszczone podejście. Stopa zwrotu w realnym świecie z różnych powodów byłaby niższa, o czym piszemy w dalszej części tekstu.
Jeśli ktoś wszedł wtedy na rynek, inwestując w WIG, z kapitałem 200 tys. zł, do którego co roku w październiku dokładał 60 tys. zł (odpowiada to 5 tys. zł wpłacanym co miesiąc), to stosując strategię „kup i trzymaj” na jego rachunku do teraz łączny kapitał pomnożył się do 1 mln 28 tys. zł. To przy założeniu, że nie sprzedawał żadnych akcji.

MS Copilot na podstawie danych Stooq.pl
Początkowo zainwestowano 200 tys. zł w połowie października 2022 r. Później co roku inwestor dokładał 60 tys. zł świeżego kapitału.
To oznacza, że łącznie inwestor wpłacił 380 tys. zł kapitału (200 tys. zł na start plus trzy transze po 60 tys. zł co roku w październiku). Zatem zysk brutto w postaci wzrostu wycen i reinwestycji dywidend (co zakłada indeks WIG) wyniósł ponad 648 tys. zł i pozwolił zwiększyć wartość portfela do 1 mln 28 tys. zł. Całkowita stopa zwrotu z wniesionych środków wynosi imponujące 170,6 proc.
Warto zwrócić uwagę na zmienność, która w tym czasie — mimo nieustannie napływających niepokojących wiadomości ze świata — nie była szczególnie duża, choć niektóre z nich mogły wystawić nerwy inwestorów na próbę. Większych osunięć indeksu WIG w omawianym okresie naliczyliśmy około czterech. Największe zanotowano od końca maja do końcówki grudnia 2024 r., gdy WIG stracił około 15 proc. (powodem było m.in. umocnienie jena). Wiosną 2023 r., gdy w USA obawiano się o stabilność banków, indeks obniżył się o około 13 proc., a po ogłoszeniu przez Donalda Trumpa wyższych taryf spadł łącznie o 10 proc.
„Tarcie”, podatek i niska skłonność do inwestycji na GPW
Teraz ważne zastrzeżenia. Samodzielne osiągnięcie takiego wyniku, inwestując w WIG, wymagałoby zastosowania funduszy ETF odzwierciedlających ten indeks, aby uniknąć giełdowego „tarcia”. Pozwalają one natychmiast reinwestować dywidendy bez prowizji transakcyjnych dla klienta detalicznego (także bez podatku).
Fundusz ETF rozwiązuje też problem luki czasowej (nawet po wpłynięciu dywidendy mija trochę czasu, zanim zostanie samodzielnie reinwestowana przez inwestora indywidualnego), zachowując niski tracking error, czyli minimalny błąd odwzorowania. Jedynym kosztem jest tu niewielka opłata za zarządzanie (np. całkowity TER dla funduszu BETA ETF WIG20 TR to 0,49 proc.).

.
Struktura aktywów finansowych polskich gospodarstw domowych, stan na koniec I kwartału 2026 r.
Poza tym wszystkie kwoty opierają się na kwotach brutto. Pełne objęcie tych inwestycji tarczą podatkową dzięki IKE lub IKZE nie jest możliwe w krótkim czasie ze względu na dużo niższe limity wpłat na te fundusze. Rozwiązaniem dla takiego podejścia mogą być wprowadzane z początkiem 2027 r. nowe Osobiste Konta Inwestycyjne.
W OKI liczyć się będą jedynie nowe aktywa, więc nasz świeżo upieczony milioner z GPW — gdyby chciał zrealizować zysk — musiałby liczyć się z dużym podatkiem wykazywanym w PIT 38-C. Jeśli zdecydowałby się sprzedać cały portfel, musiałby zapłacić 123,2 tys. zł podatku od zysków kapitałowych (tzw. podatek Belki, którego stawka wynosi 19 proc.). W efekcie jego zysk spadłby z 648 tys. zł (brutto) do 525 tys. zł (netto). I utraciłby w ten sposób status giełdowego milionera, bo po spieniężeniu akcji miałby „tylko” 905 tys. zł.
Jest jeszcze inny problem: niewielu Polaków inwestuje w akcje. Według danych PFR i NBP wartość akcji zgromadzonych przez gospodarstwa domowe na koniec I kwartału 2026 r. wynosiła 120 mld zł. Stanowi to zaledwie 2,93 proc. aktywów gospodarstw domowych. Udział ten zmniejszył się więc w ujęciu rocznym o 0,2 pkt proc. i o 0,1 pkt proc. w ujęciu kwartalnym. W ujęciu rocznym wartość tej pozycji zwiększyła się o 9,4 proc., a w ujęciu kwartalnym wzrosła o 2,0 proc. Dwa najważniejsze składniki aktywów finansowych gospodarstw to depozyty bieżące — 26,3 proc. udziału i gotówka — 11,1 proc. udziału.
Pozytywne jest to, że sytuacja się poprawia, do czego z pewnością zachęcają wysokie historyczne stopy zwrotu. Z danych GPW wynika, że na koniec pierwszej połowy 2026 r. liczba aktywnych rachunków maklerskich na polskim rynku akcji wyniosła 444,1 tys. Aktywnych, tzn. takich, których właściciele w pierwszym półroczu tego roku złożyli przynajmniej jedno zlecenie na rynku akcji GPW. To trzy razy więcej niż tuż przed pandemią.
Co dalej z hossą na GPW?
— Po czteroletniej hossie stopy zwrotu indeksów Warszawskiej giełdy są faktycznie imponujące. Efektem tego jest także wzrost wskaźników wycen. W rezultacie krajowy rynek akcji zniwelował dyskonto względem rynków rozwijających się, które pojawiło się po rozpoczęciu wojny w Ukrainie. Z tego punktu widzenia inwestorzy na rynku akcji i niemal przestali dyskontować ryzyko tej wojny dla naszego kraju — mówi Michał Szymański, prezes VIG/C-Quadrat TFI.
Jego zdaniem — choć wyceny rynkowe na naszej giełdzie są wyższe od średnich historycznych — to nie znajdują się jeszcze w regionach skrajnie wysokich. — Jednocześnie Polska jest jedną z najszybciej rosnących gospodarek w Unii Europejskiej. Z początkiem roku ruszy oferta Osobistych Kont Inwestycyjnych, które mogą przyczynić się do napływu nowego kapitału na warszawską giełdę — dodaje.
— Po czterech latach wzrostów i relatywnej sile krajowego parkietu, szczególnie w ostatnich miesiącach, wydaje się, że wchodzimy w zaawansowany etap hossy. Wycena krajowych spółek, chociaż nadal atrakcyjna względem indeksów rynków rozwiniętych i wschodzących, to w ujęciu historycznym jest już powyżej wieloletnich średnich. Ponadto w krótkim terminie czynnikiem ryzyka jest negatywna dla rynków akcji sezonowość w okresie wrzesień-październik, szczególnie przed tzw. wyborami połówkowymi w USA — mówi Michał Krajczewski, szef zespołu doradztwa inwestycyjnego BM BNP Paribas.
Ocenia, że rosnące ceny ropy zwiększają oczekiwania na szybsze podwyżki stóp procentowych przez banki centralne, powodując wzrost rentowności obligacji skarbowych, co historycznie bywało powodem spadku wycen. Wskazuje też, że potencjalna oferta publiczna spółki Anthropic będzie oznaczać dużą podaż nowych akcji, co też może wpisywać się w scenariusz zwiększonej zmienności w najbliższych tygodniach.
Zobacz też: Jak odnaleźć się pod parasolem OKI? Ekspert PKO BP rozwiewa wątpliwości
— Kontynuacja wzrostów na giełdzie w ciągu kolejnego roku jest możliwa, jednak do tej perspektywy należy podchodzić ze znacznie większą ostrożnością. Podstawowe zagrożenia to np. wzrost cen ropy i energii wskutek wojny na Bliskim Wschodzie i co za tym idzie inflacji i stóp procentowych w połączeniu ze spowolnieniem wzrostu gospodarczego, załamanie hossy związanej z AI choć w Polsce nie są notowane firmy z tego segmentu, czy wreszcie osiągnięcie dobrej dynamiki zysków przez notowane u nas spółki — wylicza Michał Szymański.
Jakie argumenty za dobrą sytuacją na giełdzie widzi Michał Krajczewski? Wskazuje, że długoterminowy, fundamentalny obraz jest na razie dobry. — Globalnie sezon wyników spółek za pierwszy i drugi kwartał zaskoczył pozytywnie i utrzymania tego trendu spodziewamy się również w trzecim. Globalna koniunktura gospodarcza okazuje się bardzo odporna na zawirowania w otoczeniu zewnętrznym takie jak rosnące ryzyko geopolityczne, taryfy, wojna na Bliskim Wschodzie itd., a czynnikiem sprzyjającym jest cykl inwestycyjny związany z rozwojem technologii AI albo nakładami na obronność i infrastrukturę — zaznacza.
Dodaje, że w kraju impulsem napływowym, podtrzymującym wzrosty w krótkim terminie, jest skład branżowy indeksu WIG20, w którym dominują banki i spółki surowcowe. Korzystają one na trendach wyższej inflacji i cen surowców, co może przyciągać inwestorów zagranicznych. On także wskazuje, że w przyszłym roku konta OKI mogą przyciągnąć nowy kapitał inwestorów indywidualnych.
— Zestawiając pozytywne sygnały dotyczące momentum notowań i rewizji prognoz zysków dla spółek, jak i dotychczasowej siły gospodarki z mocnymi wzrostami, jakie mamy już za sobą na globalnych, jak i lokalnym rynku akcji, jesteśmy obecnie neutralnie nastawieni do krajowego rynku akcji, nie oczekujemy jednak końca hossy w bieżącym roku — podsumowuje ekspert BM BNP Paribas.
Autor: Maciej Rudke, dziennikarz Business Insider Polska