Marek Ziębicki jest jednym z ojców sukcesu Abramczyk Polonii. Człowiekiem, którego pracy najczęściej nie widać na torze, mało kto go zna pomimo często żmudnej i czasochłonnej pracy. Towarzyszy jednak temu wielkie zamiłowanie, bo jak przyznaje, żużel to dla niego coś więcej niż miłość i pasja. W czarnym sporcie jest odpowiedzialny przede wszystkim za całokształt kariery Wiktora Przyjemskiego. To z nim przeszedł długą i trudną juniorską drogę. Jej ślady jednak zawsze prowadziły przez Bydgoszcz. Choć niektórzy w to zwątpili.
Bogumił Burczyk, dziennikarz WP SportoweFakty: 2023 rok to najtrudniejszy moment pana żużlowej działalności? Wiktor Przyjemski zostaje najlepszym zawodnikiem ligi. Kontuzja eliminuje go jednak z kluczowych spotkań. Abramczyk Polonia odpada z rozgrywek w półfinale. Z kolei wy z Wiktorem decydujecie się na transfer do Motoru Lublin.
Marek Ziębicki, menedżer Wiktora Przyjemskiego: Bezapelacyjnie, bo liczyła się wtedy tylko Ekstraliga. Musieliśmy podjąć bardzo trudną decyzję. Na szali jednak wisiał rozwój Wiktora. Graliśmy fair, bazując na transparentności. Prezes dowiedział się o naszych planach z dużym wyprzedzeniem już rok wcześniej, co zrobimy, jeśli ponownie nie uda się awansować. Okoliczności podsyciły dramaturgię. Kontuzja wyeliminowała Wiktora w kluczowym momencie. W Rybniku i w Bydgoszczy nie było mu dane na torze wspomóc kolegów. Powstałej luki nie udało się zniwelować. Abramczyk Polonia odpadła po dramatycznej walce. Wiktor mógł tylko bezsilnie przyglądać się wszystkiemu z boku, a to jest dla zawodnika zawsze najtrudniejsze. Nie mógł wyjechać na tor.
ZOBACZ WIDEO „Jazda dla mnie jest cierpieniem”. Przerażające życie Kołodzieja
Emocje udzieliły się też części kibiców. Nie wszyscy zaakceptowali decyzję o odejściu. Sugerowano, że powinien zwyciężyć lokalny patriotyzm.
Tylko że w naszym obozie nikt go nie utracił. Już rok wcześniej świadomie przedłużyliśmy kontrakt na kolejny rok w 1. lidze określając warunki na wypadek, gdyby awans się nie udał. Rozumiem natomiast rozgoryczenie. Nam towarzyszyły tak samo intensywne emocje, trudne do okiełznania. Chyba najlepszym dowodem były łzy Wiktora, gdy ogłaszał swoją decyzję. Szczere. Widoczne w tamtej chwili nie tylko u niego. Wziął odpowiedzialność na klatę, przemówił do kibiców, jak na faceta przystało, przed całym stadionem. Większość przyjęła to do wiadomości, zaakceptowała. Życie jest sztuką podejmowania trudnych decyzji. To nas wiele kosztowało. W Bydgoszczy mieliśmy dom, marzenia i niezrealizowane cele. Trzeba było jednak skoczyć na głęboką wodę. Najważniejszy był rozwój kariery.
Lata spędzone w PGE Ekstralidze zaprocentowały. Nawet najbardziej zatwardziali krytycy mogą zarzucić coraz mniej Przyjemskiemu. Jako junior wygrał wszystko, co się dało. Utrzymał skuteczność pod taśmą, znacząco poprawił jazdę na dystansie.
Zmiana środowiska w tym sporcie zawsze jest dużym wyzwaniem. W Metalkas 2. Ekstralidze też są świetni zawodnicy, ale nie ma lepszych warunków do rozwoju niż jazda z najlepszymi. W Motorze Lublin stworzono Wiktorowi fantastyczne warunki. Dbano o niego jak o wychowanka. Mógł czerpać z żużlowej studni wiedzy u boku samego Bartosza Zmarzlika. Zawsze traktowaliśmy ten rozdział w karierze bardzo poważnie. Drużynowo sięgnęliśmy po złoty medal Drużynowych Mistrzostw Polski w debiutanckim sezonie, rok później też pojechaliśmy w finale. Niemniej Wiktor w tym samym czasie nigdy nie zapomniał o Bydgoszczy. Wręcz przeciwnie. On i ja myśleliśmy o Abramczyk Polonii nieustannie.
Wciąż był stałym bywalcem w parkingu, przy okazji różnych imprez. Gdy grafik na to pozwalał, regularnie pojawiał się też na meczach ligowych.
Bo ani Wiktor, ani nikt z naszego obozu nie porzucił marzeń związanych z Bydgoszczą. Tu jest nasz dom i nic tego nie zmieni. Zresztą media szybko zaczęły rozpisywać się na temat planów dotyczących powrotu do Abramczyk Polonii w przypadku awansu do PGE Ekstraligi. Ten sukces w 2024 roku był na wyciągnięcie ręki. O wszystkim decydował ostatni wyścig. Znów los napisał dramatyczny scenariusz i jak to bywa w karierze zawodowego sportowca, pojawiły się złość i rozżalenie. Ponownie dała o sobie znać bezsilność, tylko innego typu. Trzeba było się z tym pogodzić. Drugi rok w elicie był nam potrzebny. Po raz kolejny stanęliśmy przed trudną decyzją, chociaż sytuacja była klarowna. Zachowaliśmy się konsekwentnie. I tak trochę nagięliśmy niepisane zasady, którymi większość środowiska się kieruje. Prezes Jakub Kępa poszedł nam bardzo na rękę i czekał na rozwój wypadków. To był szczodry gest, za który byliśmy mu wdzięczni. Danego słowa nie złamaliśmy.
Sezon 2025 okazuje się przełomowy. Do Abramczyk Polonii po 10 latach wraca Szymon Woźniak. Zostaje kapitanem i od razu staje się jednym z liderów zespołu. Fogo Unia Leszno jednak okazuje się za silna w finale, a Stal Gorzów w barażach.
Nasz wspólny sponsor Krzysztof pomógł w powrocie Szymona do Bydgoszczy. To był początek, o którym mało osób wie. I nie chodzi, jak zawsze, o pieniądze, tylko w pełni profesjonalne doradztwo. To był wtedy trudny czas dla wszystkich bydgoskich kibiców. Losy naszego wspólnego projektu bardzo się ważyły. Perspektywa prezesa Kanclerza była nie do pozazdroszczenia, choć cały czas trzymał rękę na pulsie i wykazywał się ogromnym zaangażowaniem.
W zawodowym sporcie pewne rzeczy trzeba przewidywać z wyprzedzeniem.
Wszyscy wiedzieli, że Fogo Unia jest trudna do pokonania, ewentualny baraż też, i trzeba być gotowym na każdy scenariusz. Nadal byliśmy z Wiktorem blisko bydgoskiego żużla. Zdawaliśmy sobie sprawę z gwarantowanego poziomu sportowego oraz z wagi ewentualnego powrotu Abramczyk Polonii do Ekstraligi, jednak wiedzieliśmy, że to będzie bardzo duże wyzwanie dla Polonii.
I podjęliście w połowie sezonu 2025 ryzykowną decyzję o powrocie, nawet w przypadku braku awansu. Wiktor miał ugruntowaną pozycję w PGE Ekstralidze. Zajął 6. miejsce w klasyfikacji najskuteczniejszych żużlowców całych rozgrywek. W wieku 20 lat.
Zetknęliśmy się z opiniami, że takie postępowanie to sportowe szaleństwo, choć trudno było się z tym do końca nie zgodzić. Powiedziałem mu, że w 1. lidze rok to nie wyrok: podnieś sobie poprzeczkę, zrezygnuj z pozycji juniora pomimo wieku 21 lat, pokonaj jako U-24 zawodników w biegach nominowanych. To dopiero go zmobilizowało. Wtedy też Wiktor jasno zasygnalizował, jakie są jego priorytety, marzenia oraz odpowiedział nielicznym niedowiarkom, czy tęskni za domem na pełen etat. W jego sercu od zawsze płynie Abramczyk Polonia. Tu miał niedokończone sprawy. Myślę, że wrócił w momencie, gdy klub go najbardziej potrzebował. I zrobił to bez zawahania.
O dojrzałości tej decyzji otwarcie mówił Szymon Woźniak, który przyznał, że postępowanie Wiktora miało wpływ także na jego przedłużenie kontraktu w przypadku braku awansu.
Zaczęło się to od wspólnego spotkania. Wizja kilku osób się zazębiła. Mieliśmy z Szymonem, jego menedżerką Karoliną i Wiktorem wspólny cel – wprowadzić Abramczyk Polonię z powrotem na salony. Warto dostrzec, że kilka osób blisko związanych z klubem pomogło złożyć to w całość. Oczywiście na końcu akceptował to prezes Jurek. Te osoby chcą pozostać anonimowe, choć mnie, aż korci, aby im oficjalnie podziękować. Szymon i Wiktor to nasi wychowankowie.
Bydgoscy kibice traktują też jak swojego Krzyśka Buczkowskiego. On wprawdzie żużlowego rzemiosła uczył się gdzie indziej, ale nad Brdą spędził wiele lat i jest uwielbiany przez lokalną publiczność. W dorosły żużel wchodził wtedy wielki talent Maks Pawełczak, który również był kolejnym kluczem do tego sukcesu. Także Kai Huckenbeck ścigał się dla Abramczyk Polonii trzykrotnie, w różnych odstępach czasu. Również ten mój ulubieniec Olek Łoktajew jeździł z gryfem w poprzednich latach. To nie była zbieranina przypadkowych ludzi. Serce aż mi rośnie, jak o tym mówię. Osoby, które mnie znają, wiedzą, że mam trochę szalone marzenie, by ujrzeć Abramczyk Polonię opartą na samych wychowankach i chłopakach z bydgoskim DNA.
Kibice już są tego świadkami. Przyłożył pan do tego rękę. Nie tylko dbając o rozwój kariery Wiktora, ale również innych młodych adeptów.
Swego czasu angażowałem się w rozwój wielu karier, ale na dziś pracuję tylko i wyłącznie z Wiktorem i dodatkowo pomagam finansowo kilku innym. Doba niestety nie jest z gumy i na wszystko nie starcza czasu. Gdy już się czegoś podejmuję, lubię to robić na swoich zasadach, z dbałością o najdrobniejsze detale. Zawodowo zajmuję się zupełnie czymś innym. To jednak nie sprawia, że nie mam czasu na żużel. On zawsze będzie zajmował bardzo ważne miejsce w moim sercu.
Bardziej uważni kibice mogli dostrzec pana podczas obchodów toru, a także z koszulką członka sztabu szkoleniowego Abramczyk Polonii w minionym sezonie. Jaka jest pana rola?
To taka nieformalna rola, bo nie mam żadnej licencji PGE Ekstraligi, w pełni społeczna. Z prezesem Jurkiem Kanclerzem poznałem się w 2019 roku. Wtedy przejmował klub, a my byliśmy dosłownie kilka dni przed podpisaniem kontraktu w Zielonej Górze. Mieliśmy super relacje z Patrykiem Dudkiem i stąd taki pomysł. Jurek powiedział mi wtedy, że mamy kilka dni na określenie się, czy zostaniemy w Bydgoszczy. Odparłem, żeby dał mi kilka dni. Wkrótce Wiktor został zawodnikiem Polonii, a inni koledzy niestety nie.
Jurek zawsze jest i był konkretny, wymagający. Mamy fajną relację. Gdy się z nim sprzeczam, pomimo różnicy wieku, jak na przykład o to, jak wygląda dziś zawodowy biznes, zawsze stawia na swoim. Rezultaty pokazują jednak, że idzie dobrą drogą i jego metody działają. Dowodem jest na przykład to, że Wiktor płatności otrzymywał od prezesa następnego dnia. Pomagam, ile mogę, ale cała zasługa tego, co się udało zrobić, należy do niego, jego synów, trenerów Darka Śledzia, Jacka Woźniaka i osób technicznych. Mój udział był tylko dodatkiem.
Jak się pan zapatruje na dalszy rozwój klubu i swoją rolę?
Dla klubu kierunek jest tylko jeden, ten, który wyznaczają najlepsi. Miałem okazję przed sezonem 2024 rozmawiać o przyszłości Wiktora nie tylko z Jakubem Kępą z Motoru, gdzie ostatecznie trafiliśmy, ale również z panem Andrzejem Rusko z Wrocławia oraz Adamem Krużyńskim z Torunia. Świetne spotkania, nie tylko od strony sportowej, ale również organizacyjno-biznesowej. Wierzę, że Jurek i jego synowie będą dalej rozwijać klub jak dotychczas i wzorem najlepszych rozwijać naszą Polonię. W 2023 roku powiedziałem dosyć znamienne słowa w jednym z wywiadów. One nadal są aktualne.
Nie żyję z żużla, ale tylko dla żużla. Mam na Wiktora dalsze pomysły, pomagam też innym chłopakom z Bydgoszczy. I mam takie marzenie, żeby kiedyś Polonia była oparta na samych swoich wychowankach. Marzę o czymś, co wydaje się mało logiczne. Chcę, żeby za kilka lat ludzie przyszli na Polonię i zobaczyli samych wychowanków wspartych Szymonem Woźniakiem i Emilem Sajfutdinowem, bo jego też traktuję jak wychowanka. Przybywa chłopaków, z których za kilka lat będzie można zbudować mocną Polonię. Mówią mi: przestań marzyć, zejdź na ziemię, ale ja w to wierzę.
Gdy teraz przypominam sobie tę wypowiedź sprzed trzech lat, jestem przekonany, że właśnie realizują się moje i nie tylko moje marzenia. To się naprawdę dzieje. Dedykuję te słowa kibicom i sponsorom związanym z Abramczyk Polonią. Jednocześnie ślę im podziękowania za współtworzenie tak wyjątkowego projektu z tradycjami.